Oto od wczoraj mam na utrzymaniu już nie jeden, a dwa banki.
Dzięki temu, że instytucje te pożyczyły mi pieniądze, będą sobie przez najbliższe lata sprawdzać, czy grzecznie, w terminie, w prawidłowej sumie, spłacam raty. Będą czaić się, czyhać, na moment mojego totalnego załamania finansowego, żeby swoimi okrutnymi, karnymi odsetkami wbić ostatni gwóźdź do mojej trumny. Albo przeciwnie, z uśmiechem pani z okienka, będą proponować kolejne kredyty, pożyczki, debety, karty.

W marcu jeden bank pomógł mi spełnić marzenie – udzielił kredytu – kupiłam mieszkanie.
W maju drugi bank pomógł mi spełnić kolejne marzenie – sprzedaż ratalna – kupiłam pralkę, w przyszłym miesiącu spłacam ostatnią ratę.
Wczoraj wyszłam z trzeciego banku bogatsza o sumę pożyczki gotówkowej, którą natychmiast zasiliłam konto uczelni – spełniając swoje marzenie o studiowaniu.

W całym swoim życiu nie miałam takich długów jak teraz. Przenigdy. Ilekroć o tym pomyślę to zaczyna mnie boleć brzuch.

Zazwyczaj dwudziestego ósmego każdego miesiąca na moim koncie pojawia się wynagrodzenie, czekam do piątego, robię wszystkie przelewy i czekam do kolejnego dwudziestego ósmego:-)
I tak pewnie będzie do roku 2037, kiedy to zapłacę ostatnią ratę kredytu mieszkaniowego. Jeśli oczywiście do tego czasu nie wyląduję za długi w więzieniu:-), albo, co gorsza na skutek utraty pracy, na moim koncie dwudziestego ósmego nie zaksięguje się pensja.

Mimo wszystko każą mi być optymistką.


Comments

Banki — No Comments

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *