Jest powiedziałabym wręcz ciężko.
Niedługo moje zapiski staną się pamiętnikiem Filipinki ledwo wiążącej koniec z końcem. No trudno…

Zadzwonił do mnie o 23ciej. Już spałam. Pogadaliśmy chwilkę i usłyszałam, że zamiast leżeć w łóżku, powinnam być teraz w jakiejś knajpie, żeby mógł poderwać mnie jakiś obrzydliwie bogaty prezes.
Tak. Wtedy z pewnością nie musiałabym się martwić o kasę. O to na przykład, skąd wziąć 100 PLN na dopplerowskie badanie, niezbędne do zabiegu, który prawdopodobnie będę miała w październiku.

Takie pismo znalazłam w skrzynce:




Wiadomo, że na książkę wieczystą czeka się 4 miesiące. Mój wniosek jest już u sędziego, ale nikt nie potrafił powiedzieć, kiedy sędzia raczy dokonać założenia książki i wpisać do niej dwie hipoteki.
Zatem musiałam ubezpieczyć kredyt na kolejny kwartał.

Następnego dnia listonosz przyniósł kolejne pismo.





Oczywiście, że chciałabym zostać członkiem spółdzielni. Tylko kurwa mać skąd ja mam wziąć 1648 PLN. Tyle, bowiem, szanowna spółdzielnia pobiera za wpis i członkostwo. Nie mam takiej kasy, będę, zatem uznawana za BZ (bez członkostwa) i będę płaciła nieco wyższy czynsz za mieszkanie.

Strych prawdopodobnie mogę wykupić. Za 10% ceny mieszaknia. A metr mieszkania w spółdzielni kosztuje podobno 3200 PLN. To wychodzi jakies 7-8 tysi za całą powierzchnię strychu, którą teraz dzierżawię. Każdy mówi: kupuj! Tylko nie mam pojęcia skąd wziąć taką kasę. Kurcze, a mijają mnie ludzie, dla których takie pieniądze to ‘drobniaki’.

Albo mamusie i tatusie im dają.

Ech życie…


Comments

Nie ma lekko — No Comments

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *