Urodzona w czepku

Jakoś niedawno pisałam, że staję się totalnie apolityczna.
Nie oglądam telewizji i nie czytam gazet.
O tym, co się dzieje w polskim rządzie dowiaduję się z burzliwych, ostatnio, rozmów na ten temat w fabryce. Ale coraz częściej i tych rozmów nie chce mi się słuchać (ich poziom…), na pracowym kompie mam łinampa, mogę się odcinać.

Wracając pociągiem z 3miasta, w przedziale, w którym spędzałam podróż, wywiązała się bardzo ciekawa długa dyskusja. Z wyjątkiem jednego podróżnego wszyscy pozostali brali w niej udział.

Rozmawialiśmy o życiu w naszym kraju, o budowie dróg, autostrad, o tym, że zaplanowana jest wielka przebudowa trakcji kolejowej właśnie na trasie Warszawa – Gdynia, o lotnisku Okęcie, o bankach, o prezesach wielkich państwowych i niepaństwowych spółek.
Rozmawialiśmy o kłopotach mieszkaniowych młodych ludzi.
O przyczynie tak licznych wyjazdów za granicę ‘za chlebem’.

Mężczyzna siedzący przy oknie, wykładowca nie wiem czego i nie wiem na jakiej uczelni, był zdecydowanym liderem całej dyskusji. Prowokował, pytał, wyjaśniał.
Gdy nasza rozmowa zeszła na temat nowego premiera i jego expose, on wprost przyznał się, że nie rozumie tej części dotyczącej mieszkań. Że niby jak to jest możliwe, że przeciętny Polak będzie mógł kupić sobie chatkę i spłacać za nią raty w wysokości 500 PLN?

I tu ja śmiało włączyłam się do wyjaśnień, że oto jestem przykładem takiego właśnie Polaka. Że moje miesięczne raty kredytowe opiewają na około (teraz już przeszło) 500 PLN.
Raty te płaciłam zanim premier stał się premierem i posłużył się takim przykładem w swoim expose.
Wybuchliśmy śmiechem. Wyprzedziłam Kaczyńskiego!:-)
Mężczyzna potwornie zaciekawiony jak to się stało, wypytał mnie o szczegóły zakupu. Gdy usłyszał, że kupiłam niedawno mieszkanie na warszawskim Grochowie, za 105 tysięcy, z zerowym wkładem własnym, na kredyt, oświadczył, że jestem w czepku urodzona. Że mam ogromne szczęście!

Dobrze wiem, że to był ostatni dzwonek.
Teraz nie kupiłabym tego eM za takie pieniądze i mało prawdopodobne, że dostałabym pożyczkę na większą sumę. Przecież moja zdolność kredytowa od marca się nie zwiększyła, za to ceny mieszkań bardzo.

Fragmenty z expose premiera Jarosława Kaczyńskiego 19.07.2006

„(..)Mamy brak mieszkań i mamy niestety za to bardzo wysokie bezrobocie. (…)
Mamy dzisiaj przyzwoity wzrost dochodu narodowego, szybki wzrost eksportu, bardzo szybki wzrost produkcji przemysłowej, spadek bezrobocia. Mamy mocną złotówkę. Mamy wobec tego przesłanki do tego by podjąć wielki wysiłek zwalczania tych ciężkich plag, które prześladują nasz naród – bezrobocia, nędzy, braku mieszkań. Mamy podstawy do nowego początku. Powtarzam: ten rząd chce przede wszystkim odwołać się do tych podstaw. Chce doprowadzić do tego, kontynuując różne wysiłki, a także podejmując wysiłki nowe, by wszystkie czynniki naszego sukcesu, naszego wzrostu, były umacniane. (…)
To samo dotyczy sprawy budownictwa mieszkaniowego. Tego wyśmiewanego nieustannie planu 3 milionów mieszkań, żeby rzecz przedstawić precyzyjnie chodzi o 1 milion 800 tysięcy plus 1 milion 200 tysięcy budowanych metodą komercyjną. Obecne plany Ministerstwa Budownictwa to tylko pół miliona mieszkań. Otóż chcę Państwu powiedzieć, że z całą mocą będę dążył do tego, a jest to możliwe wbrew głosom pesymistów, by stosunkowo w nieodległym czasie, choć nie można go liczyć w miesiącach, społeczeństwo otrzymało ofertę zdobywania na własność mieszkań, przy stosunkowo niewielkim wkładzie i przy niewielkiej racie miesięcznej, około 500 złotych. Są dzisiaj takie możliwości, to wymaga pewnej inżynierii prawnej i to wymaga także pewnej inżynierii finansowej. Ale przypominam, w polskich bankach jest dzisiaj nadpłynność. Pieniądze w Polsce są, trzeba tylko umieć je wykorzystać. Jeżeli dziesiątki lat temu potrafili to uczynić Grecy czy Hiszpanie, to nie ma żadnych powodów, żeby nie potrafili uczynić tego Polacy. (..)”

3miasto

W urodziny pojechałam do miasta, w którym się urodziłam. Do Gdańska.
Wieczór spędziłam w Sopocie na fantastycznej imprezie urodzinowej Agnieszki.
O godzinie 1szej w nocy wracałam Monciakiem do samochodu. Tłumy ludzi. Nocne życie kurortu.
Na Gdynię tym razem czasu nie było. Może w następny łikend?

3miasto jest cudowne. Tak jak Kraków. Ale mam tak, że gdy jestem poza Warszawą, to przychodzi czasem taka myśl: ‘chce mi się już do domu’. Mam dom. Wsiadam w pociąg i wracam do niego.

Opóźnionym o godzinę pekapem.

Życie

To maleństwo na rękach swojej mamy, rozpocznie jutro 30 rok życia.








Myślałam do niedawna, że nie ma na tym świecie już nikogo, na kogo mogłabym naprawdę liczyć.
O jakże się myliłam! Jasne, że jest taka osoba!
Ja nią jestem.
Na siebie mogę zawsze liczyć. Przez minione 29 lat nigdy siebie nie zawiodłam.

Takie tam…

Jeszcze o tramwajach
Czasami na torowisku widzę tabliczki. Nie wiem, dla kogo one są, nie rozumiem, o czym informują. Napis mówi: ‘szyny po napawaniu’. Pomyślałam sobie, że pewnie ktoś zjadł literkę ‘r’, powinno być napisane ‘szyny po naprawianiu’. Ale to przecież głupio brzmi. Raczej ‘po naprawie’. Poza tym nie widziałam wcześniej remontu torowisk, którymi zmierzam do pracy.
Więc, o co chodzi?
Pierwsze skojarzenie z czasownikiem ‘napawać’ to rzeczownik ‘nadzieja’.
Czyżby szyny te były napawane nadzieją, na to, że będą remontowane? Albo, że będą po nich jeździły inne, nowsze, lepsze tramwaje?
Kurcze… no nie wiem…

Śmietnik
W drodze na przystanek mijam śmietnik. I tym samym, czasem mijam ogromne skarby. Już klika razy żałowałam, że spieszę się do pracy i nie miałby mi kto pomóc zabrać pewnych ‘śmieci’ do domu. Głównie na strych. Ludzie pozbywają się starych mebli, które np. dla mnie stanowiłyby idealne wyposażenie graciarni nad mieszkaniem. Zamiast w kartonach trzymałabym rzeczy w szafie czy na pólkach.
Oczywiście, gdy wracam wieczorami teren jest wymieciony, wszystko gdzieś znika. Być może są tacy, których nic nie powstrzymuje. Podoba się to biorę, skoro ktoś tego już nie chce. Nie ważne, że to ze śmietnika.

Garnitury
Nie raz pisałam, że mężczyzna w garniturze to uczta dla mych oczu i fantazji.
Bez przesady oczywiście, bo sportowe, nie galowe ciuszki, według mnie też są oczywiście jak najbardziej OK.
Każdego dnia w windzie napotykam na biznesmenów, w pełnym umundurowaniu. Garnitury z salonów mody, albo szyte na miarę, najmodniejsze kroje, albo te mniej modne. W sumie dla mnie to nie istotne. Kolor jest istotny. Każdy. Za wyjątkiem brązowego. Bosz! Jak ja nie cierpię brązowych garniturów. Żeby nie wiem, jakiego najsłynniejszego projektanta był to i tak ten, w kolorze brązu, będzie mi się kojarzył z dziadkami i grempliną. Bleeee:-)

Urozmaicenie i wygoda
Do przystanku tramwajowego przy ulicy Grochowskiej mam jakieś 7-10 minut. Podróż tramwajem przez most Poniatowskiego przebiega zazwyczaj sprawnie, nie stoi się w korkach. 25 minut i jestem w biurze. Ale podróż zawsze na stojaka, w totalnym tłoku. Nic przyjemnego.
Do przystanku autobusowego przy ulicy Szaserów mam 1-2 minuty.
Podróż autobusem przez most Łazienkowski przebiega różnie. Raz się stoi w korkach innym razem nie. W każdym razie, ja nie stoję, ja siedzę. Przystanek, na którym wsiadam jest trzecim od pętli, wiec ludzi w autobusie niewiele, zawsze znajdę miejsce. Rozsiadam się wygodnie, wyjmuję książkę i czytam.
W tramwaju tak się nie da.
Od dwóch tygodni podróże do pracy odbywam ikarusem, kończę jedną z wakacyjnych lektur.

Kwiaty
Pewne jest to, że gdybym była facetem to obdarowywałabym kobiety kwiatami. Np. przez posłańca. Często. Jakież to miłe otrzymać bukiet kwiatów od mężczyzny. Tak bez okazji! Tak niespodziewanie!

Po roku…

Jest ich około trzydziestu.
Z tej grupy ówielbiam dwie osoby.
Ją i jego.
Szkoda, że nie są tu.

On czasami do mnie dzwoni.
Bardzo lubię te nasze wieczorne rozmowy.
Każda jest dla mnie ważna, wiele się z nich dowiaduję.
Czasami coś tłumaczy, wyjaśnia, czasami pociesza, czasami doradza.
Potrzebuję tego.
Chociażby po to by uczyć się pewnego dystansu.

bywasz tu prawie co dzień
czemu?
czy coś się stało?

Krasnoludki

Wróciłam do domu bardzo smutna.

Spojrzałam na podłogę w łazience. Białe kafle nie umyte pewnie od dwóch tygodni. Brudno.
Czemu Krasnoludki tego nie sprzątnęły?

Dwa konta bankowe, do których mam dostęp przez internet. Sprawdzam ich stan. Lekko ponad 0,00 PLN. Czemu Krasnoludki nie zrobiły przelewu zasilającego, w kwocie, jaka potrzebna mi, by móc rozpocząć studia?

Czemu krasnoludki nie pójdą za mnie na trudną rozmowę z szefem?

Czemu krasnoludki nie zaopiekują się mną, bym czuła, że ktoś mnie wspiera?

Czemu krasnoludki nie przygotowują mi posiłków, tak bym właściwie, zdrowo się odżywiała?

Czemu krasnoludki nie chodzą ze mną na spacery, tak bym nie musiała sama tuptać po parku?

Czemu krasnoludki…

No właśnie…

Czemu ich nie ma?!

Poznań

Pierwsze skojarzenie z Poznaniem to rodzina Borejków.
Drugie to Radek od radkowego bloga.
Trzecie to Gosia też od bloga.

Rodzina Borejków, nie moja oczywiście:-), to ludzie, których poznałam dzięki książkom Małgorzaty Musierowicz. To zaraz po Panu Samochodziku najfajniejsza seria polskiej literatury młodzieżowej, jaką się zaczytywałam. Coś mi przerwało lekturę, bodajże na części siódmej czy ósmej, ale kiedyś wrócę do tych książek.
Pewnie, gdy tylko zapiszę się do jakiejś warszawskiej biblioteki. Teraz już mogę, skoro mam stały meldunek wpisany w dowodzie:-)

Zatem niewiele wiem o Poznaniu. Byłam w nim tylko przejazdem.
Czemu się mówi, że to nieciekawe miasto? Przecież w książkach Musierowiczowej Jeżyce opisane są tak, że od razu chce się tam jechać. Przynajmniej mi się chce:-)

Różne spojrzenia

Jeden napisał tak:

Gratuluje Tobie za dawanie sobie rady.
Mówiłem, że się poukłada i pokażesz na co Cię stać bez pomocy czy litości! No!
Trzymam dalej kciuki.
Dałaś rade, to czasem jak Ci źle, to zrób sobie retrospekcje i zobacz jak wiele się udało Ci osiągnąć własnymi silami. To pomaga, a często się z czasem zapomina.

Natomiast drugi napisał jakoś tak:

Wciąż tylko liczysz na innych, jojczysz i nic sama nie potrafisz zrobić. W końcu się skończy to pomagactwo i co wtedy zrobisz?

Nie zachowałam logów z tej drugiej rozmowy, ale pamiętam, że było mi przykro, bo nie miał stuprocentowej racji. To była strasznie subiektywna wypowiedź.

Niedziela

To było do przewidzenia.
Czułam, że tak będzie.
Wczorajszy dzień przygniótł mnie potwornie. W związku z tym, dzisiejszy spędziłam głównie w łóżku. Znalazłam tylko trochę sił, by gdzieniegdzie posprzątać, zrobić pranie i potuptać na wieczorną mszę. To kolejny dzień z serii takich bez słowa. Te pierwsze, wypowiedziałam dopiero po 19stej w kościele:-)

Pamiętam, jako mała dziewczynka chodziłam z babcią do kościoła, wtedy chyba śpiewałam tą pieśń. Czyli jakieś sto lat temu. I dzisiaj…

Jezu, ufam Tobie od dziecięcych lat.
Jezu, ufam Tobie choćby zwątpił świat.
Strzeż mnie dobry Jezu, jak własności swej i w opiece czułej duszę moją miej.

Sobota

Dzisiaj nie bombluję.
Nie leniuchuję.
Dzisiaj pracuję.
Ciężko.
Osiem godzin.
Nad sobą.

A na 20:30 idę do Uli.
Ona będzie spała, ja będę czuwała za ścianą.
Nie macie pojęcia, jaka to wspaniała dziewczynka.