Zaglądam w statystyki i naprawdę jestem pod wrażeniem ilości odsłon mojego bloga. Wierni czytelnicy sprawdzają każdego dnia czy nie dodałam nowej notki. To miłe mieć świadomość, że tyle osób czyta moje zapiski. Ilość odwiedzin nie przekłada się co prawda na ilość komentarzy, ale wcale mnie to nie martwi. Nie pretenduję bowiem do grona twórców najsłynniejszych, najpoczytniejszych blogów.

Jakiś czas temu stałam na peronie w oczekiwaniu na pociąg. Gdy nadjechał, z wagonu, do którego miałam zamiar wsiąść, wysiadła znajoma z Gdańska. Najnormalniej w świecie się przywitałyśmy, a ona do mnie:
– nie dzwoniłam do Ciebie, że będę w wawie, bo wiedziałam, że wyjeżdżasz na łikend do Krakowa
– o kurczeeeee, ale skąd niby?
– no jak to skąd? przecież czytam :-)
I wszystko jasne… potęga pisarskiej sławy!:-)

Pani fryzjerka powiedziała mi, że mam super włosy. Że są zdrowe, silne, mają ładny kolor, są gęste. Tylko pozazdrościć. Same komplementy. Fajnie posłuchać siedząc dumnie na fotelu z ust fachowca:-)
Sekret? Oczywiście!
Na kosmetyki do włosów wydaję najmniej. Najtańszy szampon rumiankowy, najlepiej taki w szklanej butelce (rodem z minionej epoki z kiosku ruchu) i równie tania, ale prześwietna odżywka do włosów Ziaja BEZ SPŁUKIWANIA. Suszarka używana z rzadka, farbowanie nigdy w życiu, no raz może tylko w liceum, szamponetką taką do trzech myć:-)

Pewnego dnia weszłam do budynku biurowca, w którym pracuję i poczułam mega wielką ochotę na krupnik. Tak jakby za mną szedł, a ja miałabym się tylko odwrócić i go zjeść. Uwielbiam zupę krupnik, nie jadłam już chyba 100lat. W drodze powrotnej do domu, kupiłam włoszczyznę i kaszę. Ale, że tego dnia już mi się nie chciało gotować, pomyślałam, że zjem ją następnego. I tak do dzisiaj… w takie upały nie chce się jeść gorących zup, prawda?

Dostałam polecenie wyjazdu służbowego, czyli tzw. delegację. Sama radość! Jadę w przyszłym tygodniu do Krakowa. Takie tendencje panują w mojej pracy, że tego typu wyjazdów się nie lubi. A że to tak daleko, a że tyle trzeba w pociągu siedzieć, a że to męczące. Kurcze, ja bym mogła codziennie gdzieś jechać! Uwielbiam podróżować.
Jest prawda, w tym, co powiedział: ‘ty wykorzystasz każdą okazję, żeby się wyrwać z tej Warszawy’:-)

Wybrałabym się na jakiś biznesowy lancz. Do Grand Kredensu, nieopodal mojej pracy, albo na przykład na suszi. Tylko niby, z kim mam jeść tego typu lancze, jeśli ja nie robię żadnych interesów? Handlowcy, dla których jestem, bądź mogę być klientem (firmy kurierskie, zaopatrzenie biura, usługi) mogą mi, co najwyżej podarować podkładkę pod mysz, a nie zaprosić na pyszne jedzenie w ramach kuszenia do zakupu ich produktów:-)


Comments

Takie tam… — No Comments

  1. A co dopiero będzie za rok… Jakim strojem nas zaskoczysz? :-)

  2. Może zakonnicy?
    Jeśli jakiś zakon przyjąłby do siebie taką grzesznicę, jak ja.
    Hu nołs…

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *