12 miesięcy temu koło godziny 10tej, po raz pierwszy wjechałam windą na 23cie piętro biurowca i przekroczyłam próg fabryki.
Początkowo to miały być zaledwie dwa tygodnie pracy, zastępstwo za dziewczynę, która poważnie złamała nogę.
Potem miało być ‘do końca wakacji’.
Wierni czytelnicy wiedzą, co było dalej, co jest teraz.
Czy wtedy, na rozmowie kwalifikacyjnej z prezesem, trwającej 5 minut, przemknęła mi myśl, że za rok, będę z tym człowiekiem odbierać poważną branżową nagrodę? Oczywiście, że nie.
Ale tak się stało.
Wczoraj wieczorem, w Fabryce Trzciny, nasz szefunio wywołany przez Piotra Bałtroczyka, wszedł na scenę w towarzystwie dwóch Czerwonych Kapturków – koleżanki z działu eventów i moim – by otrzymać statuetkę oraz dyplom.
Ubrana na podobieństwo animatorek kampanii, w czerwoną spódnicę i czerwony żakiecik z kapturem, w butach na wysokich obcasach(!) stałam twarzą do publiczności i po prostu bardzo się cieszyłam:-)
Bezapelacyjnie wyróżniliśmy się pośród agencji, które w sposób ‘nudny’ odbierały swoje trofea.

A w części nieoficjalnej, znowu usłyszałam od kilku osób: ‘ojejuuuu nie poznałem/am Ciebie, to ty???’ Oni się nie mogą nadziwić, że ja to ja, a ja się nie mogę nadziwić, że oni mnie, na tego typu imprezach, nie poznają… hihihi…


Comments

Czerwony Kapturek — No Comments

  1. Metafora metafora, ale dywagacje na temat wagonikow mnie rozbroily. :-))

    PS: Juz dzis rano jade do Polski, wysylam otwieracz najszybciej jak sie da i przepraszam za obsuwe, mam nadzieje, ze nie czeka na niego w Twojej kuchni gora konserw do otwarcia, a Ty glodujesz. :-)

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *