Ostatnie cztery dni uświadomiły mi, jakim jestem szczęśliwym człowiekiem. Szczęśliwym, bo wolnym.
Szczęśliwym, bo niezależnym, nieuwikłanym w zobowiązania, układy, obowiązki, uzależnienia od kogoś lub czegoś.
Szczęśliwym, bo swobodnym.
Leniuchuję od środy od godziny 17stej. Z niedługą przerwą na pracowe obowiązki w piątek.
W czwartek uprawiałam totalne domatorstwo. Wyszłam tylko do kościoła, bo to Boże Ciało było. Piątek zapowiadał się podobnie. Bąblowałam w piżamce z książką, z notbukiem na brzuchu, z telefonem pod ręką, bo czekałam na sygnał z naświetlarni, że kromaliny są gotowe do odbioru. Odebrałam – przekazałam klientowi do akceptacji.
Pojawił się nagle spontaniczny pomysł wyjazdu do Krakowa. Troszkę się wahałam, ale już o 20:05 siedziałam w pekapie, by o 23:00 być odebraną z dworca.
Pobyt w Krakowie, w jednym zdaniu można przedstawić tak: czerwone wino – jajecznica na śniadanie – kolacja w włoskiej restauracji na Kazimierzu (nawet przy świeczce).
I wszystko jasne;-)
Tak samo spontanicznie wróciłam do Warszawy, jeszcze wczoraj późnym wieczorem.
Dzisiaj wstałam niekoniecznie skoro świt, do kościoła trafiłam na mszę dla dzieci, potem pojechałam do żanta na szybkie zakupy. Wieczorem spacerowaliśmy po Parku Skaryszewskim, opowiadał jak mu było. Ciekawe historie.

To był tylko mój długi łikend.
Nikogo nie musiałam pytać o zgodę na to jak go spędzę.
Nikomu nie musiałam przedstawiać planów jak go spędzę.
Chciałam pojechać do Krakowa – pojechałam.
Chciałam z niego wrócić do domu – wróciłam.
Nikt mi nie układa życia, nie planuje, nie każe, nie zmusza.
Do nikogo nie muszę się dopasowywać, przekonywać o słuszności, szukać kompromisów, czy wręcz ulegać i zgadzać się wbrew swojej woli.
Robię to, co chcę. Swobodnie, spontanicznie, może chwilami nawet szalenie.

Za niespełna 12 godzin rozpocznę pracę.
Naprawdę wypoczęta, z dobrym nastrojem.
To przecież bardzo ważne mieć możliwość odpoczynku i regeneracji sił do wykonywania niełatwych, chwilami, zawodowych obowiązków.

Ja już to chyba pisałam. Więc może się powtórzę.
Jedyna rzecz, jaka podoba mi się w Warszawie to to, iż leży stosunkowo niedaleko Krakowa.

Kalendarzyk dni płodnych na kobieta.gazeta.pl, obliczył mi, że największe szanse na zajście w ciążę bedę miała w dniu swoich 29tych urodzin.
Tato naszego dziecka, gdzie jesteś do cholery?!:-)


Comments

Długi łikend — No Comments

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *