Indyk myślał o niedzieli, a w sobotę łeb mu ścieli.
Indyk nie był taki głupi w poniedziałek łeb se kupił.

W grudniu wyprowadziłam się z Nowogrodzkiej, myśląc, że po trzech miesiącach będę mogła tam wrócić. W lutym okazało się, że tak się nie stanie.
W kwietniu kupiłam mieszkanie.

Występują:
Andrzej, Grażyna, Kuba, Janek, Zuzia, Piotr, Piotrek, Krzysiu jeden, Krzysiu drugi, Radek, Asia, Przemek, Maciek, Ania, Bartek, Łukasz, Grzesiu, Odeta, Michał, Pan Artur.

Listopad, luźna gadka z Krzysiem o jego kredycie mieszkaniowym.

Grudzień, Boże Narodzenie, pierwsza poważna rozmowa przy świątecznym stole o ewentualnym zakupie mieszkania. Miniwykład o opłacalności tego przedsięwzięcia. O tym, że nieruchomości drożeją, o tym, że nie wiadomo jak długo banki będą przyznawać kredyty hipoteczne w przypadkach takich jak mój (zero wkładu własnego, niewielki staż pracy, niewysokie wynagrodzenie miesięczne), o tym, że swoje mieszkanie naprawdę warto mieć.

Styczeń, wprowadzam się na Franciszkańską do ślicznej kawalerki, za którą płacę czynsz 800PLN, połowę swojego miesięcznego wynagrodzenia.
Kuba podaje mi numer telefonu do Pana Artura, genialnego, jak się potem okazuje, doradcy kredytowego.
Dzwonię i pytam czy mam jakąkolwiek szansę na kredyt. Pan Artur oblicza moją zdolność kredytową, szuka banków, do których mogłabym złożyć wniosek.
Klikam na portale internetowe z nieruchomościami, histeryzując jednocześnie, że nie wiem jak się zabrać za oglądanie wybranych mieszkań.
Telefon od Pana Artura, że mam szanse na kredyt około 100tys, ale on tego zagwarantować nie może i że to naprawę różnie bywa z tymi bankami.
Więc znowu histeryzuję i jojczę, że nic nie znajdę w tej kwocie, albo, że znajdę, ale cztery dni drogi od pracy mojej fajnej.

Luty, sobota osiemnasty dzień kolejnego miesiąca, w którym płacę 800PLN czynszu. Kupuję na stacji Warszawa Śródmieście bilet na WKD za 4.50PLN. Zdeterminowana jadę oglądać pierwsze mieszkanie. Choćby w Pruszkowie! Skoro nie stać mnie na własny kąt w stolicy.
Mieszkanie obrzydliwe, co nawet szczerze podkreśla agentka. Poza tym sto kilometrów od stacji WKD, zabiły mnie dojazdy do pracy. Ale cena fajniusia, jakieś 83tysiące.
21 lutego wychodzę na chwilkę z pracy by obejrzeć kolejne mieszkanie. Lokalizacja cudowna, bo na ul. Popiełuszki, ale nic poza nią. Mieszkanie 16 metrów kwadratowych za 125tys!!! Pokój wielkości pudełka od zapałek, bez kuchni, więc gdzie niby miałabym gotować i piec???
23 lutego po pracy jadę na Bielany. Agent pokazuje mi mieszkanie, które pewnie kupiłabym, gdyby właściciel jego wyprowadził się od razu po podpisaniu aktu notarialnego. Ale on nie chciał tak, on chciał jeszcze, co najmniej dwa miesiące pomieszkać, zanim kupi sobie działkę, pod budowę domu. Taaaaa a potem jeszcze dwa lata może by chciał mieszkać, zanim ten dom sobie wybuduje? Do widzenia!
Tego samego dnia oglądam jeszcze dwa mieszkania. Oba na Pradze.
Jedno z nich pragnę obejrzeć z Kubą, by pomógł mi podjąć decyzję.
Kuba na nartach w Italii, ale przekazuje info Jankowi.
25 lutego wchodzę po raz drugi do lokalu numer 37 z Jankiem i dużym kalkulatorem. Kolega mój okazuje się wspaniałym negocjatorem. Walczy zaciekle a ja wyobrażam sobie, że zaraz właścicielka pogoni nas szmatą, za to, że tak się targujemy. Ale oczywiście nic takiego nie ma miejsca. Pasuję na 105tys, ona zadowolona, ja też.
28 lutego o godzinie 15stej podpisuję umowę przedwstępną i przekazuję zbywczyni 5tys jako zadatek.
1 marca spotykam się po raz pierwszy z Panem Arturem, z którym przez telefon rozmawiałam już sto razy. Wypisujemy wniosek o kredyt, kompletujemy dokumenty, otrzymuję symulację ofert dwóch banków.
2 marca płacę kolejny czynsz w wys. 800PLN
7 marca telefon z informacją od Pana Artura, że jeden z banków wycenił mieszkanie na 98tys i na tyle mogą dać kredyt. Oczywiście, że wpadam w histerię. Płaczę tak mocno, że zalewam sasiadów. Ech… pytam szefa czy firma udzieli mi pożyczki na brakujące 7tys. Szef mówi ‘spoko’. I jeszcze kilka innych osób też chce mi pomóc. Bardzo łatwo pożycza się kasę, ale jak ją potem oddać??? Nie chcę pożyczać od szesnastu osób a potem nie wiedzieć jak i z czego spłacać długi. Pan Artur radzi czekać na odpowiedź z drugiego banku. Odpowiedź przychodzi następnego dnia: DOSTANĘ KREDYT NA CAŁĄ KWOTĘ!
13 marca podpisuję 13sto stronicową umowę kredytową.
24 marca otrzymuję akt notarialny.
31 marca sprzedająca przekazuje mi klucze.
Sobota – najlepszy według przesądu, razem ze środą, dzień na zasiedlenie – 1 kwietnia przeprowadzam się do swojego mieszkania, płacąc za czynsz 240PLN:-)

Osoby wymienione na początku tej opowieści to ludzie, którym wdzięczna jestem za wsparcie, rady, nieustające pocieszanie i uspakajanie, za trzymanie kciuków, za modlitwy, za wiarę w to, że mi się uda.
Ódało się! Również dzięki Wam!
WIELGACHNE DZIĘKI!!!


Comments

Jak Filipinka sprawiła sobie dom – kalendarium — No Comments

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *