Piękna słoneczna, a zarazem jakże smutna niedziela.
Smutek towarzyszy mi już od jakiegoś czasu, być może dlatego tak niewiele tu piszę.
Za nic nie mogę się go pozbyć.
Radek napisał tak ładnie na swoim blogu, w notce ‘wiosna’ o pragnieniu miłości. O dotychczasowym braku osoby, która wyzwoliłaby to jedno z najpiękniejszych uczuć na świecie. No właśnie… ja też chciałabym się zakochać… i zadaję sobie pytanie, czy tak się aby już nie stało… a jeśli się stało?… co teraz?… co zrobić z uczuciem odrzucenia?…

Otrzymanie kredytu mieszkaniowego, tylko w reklamach bywa takie hop-siup. Moje doświadczenia pokazują coś zupełnie odmiennego. Był już wyznaczony termin podpisania umowy kredytowej, ale został odwołany z powodu braku meldunku. Meldunek otrzymałam, wyznaczono kolejny termin na jutro. Jednak zanim dojdzie do wypłaty wnioskowanej kwoty muszę dostarczyć bankowi kolejny plik papierków. Na przykład takich:
1. zaświadczenie ze Spółdzielni Mieszkaniowej SZASERÓW potwierdzające, że nie jest w stosunku do niej prowadzona egzekucja z nieruchomości, której częścią składową jest przedmiotowy lokal, że Spółdzielnia nie jest w stanie upadłości i że nie posiada informacji o tym, że w stosunku do spółdzielczego własnościowego prawa do lokalu mieszkalnego został ustanowiony zakaz zbywania lub prowadzone jest postępowanie egzekucyjne
2. aktualny odpis KRS Spółdzielni Mieszkaniowej SZASERÓW potwierdzający prawo do reprezentowania podmiotu przez Panią Elżbietę Różycą oraz Pana Romana Niewiadomskiego (nie starszy niż jeden miesiąc)
Całe szczęście, że nie będę mieszkać na ulicy noszącej tą samą nazwę, co ta spółdzielnia mieszkaniowa, bo przysięgam Wam, nie umiałabym jej wymówić, notorycznie zamieniam ‘s’ na ‘sz’:-)

Dziwią się niektórzy bardzo, czemu tym moim mieszkaniowym sprawom towarzyszy taki pośpiech, taki lęk, takie nerwy, emocje, spadki nastroju. Nie potrafią tego zrozumieć. I nie dziwię się im.
Bo czyż ludzie nie mający nigdy problemów z mieszkaniem, z poczuciem domowego bezpieczeństwa, którzy nigdy nie musieli się martwić za co zrobią opłaty czynszowe, którzy nie przeprowadzali się pięć razy w roku, mogą zrozumieć kogoś, kto tego wszystkiego doświadczył?
Nie mam domu od dziewiętnastego roku życia. To już prawie 10 lat. A czy czekanie 10 lat na coś, czego się ogromnie pragnie to okaz zniecierpliwienia?

W środę wieczorem upiekłam 24 mafinki, blachę z makiem i blachę z gruszką. Przyniosłam je wszystkie w czwartek do pracy. Usłyszałam, że są pyszne, że jestem bardzo dobrze zorganizowana, że ostatnia wychodzę i pierwsza przychodzę do biura a jeszcze mam czas na wypieki. Że jestem wspaniałą gospodynią, że jestem skarbem, a mój mąż będzie ogromnym szczęściarzem. Tak… i jak to się wszystko ma do… no właśnie… jakoś nijak… piękne komplementy, ale mi, jak je słyszę, robi się smutno. Płakać mi się wtedy chce. Zresztą nie tylko wtedy. Ja to w ogóle bardzo często płaczę…

Tradycyjny niedzielny spacer zatłoczoną starówką. Już pachnie wiosną, już ludzie tacy radośniejsi, ale wciąż jeszcze bardzo zimno jak dla mnie.
Wstąpiłam po mszy na herbatę do Samych Fusów. W filiżance pływał maciupki pączek róży. Ciasto marchewkowe dobre, ale byłoby fałszywą skromnością nie napisać tutaj, że piekę zdecydowanie pyszniejsze:-) Przeczytałam rozdział książki, zapisałam na karteczce kilka myśli o Ó, który kiedyś pokazał mi to miejsce.




Comments

Takie tam… — No Comments

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *