Jak zwykle nie zdawałam sobie sprawy jakie mam ogromne szczęście. Dotyczące obecnej pracy.
Dwa wglądy.
Pierwszy: Rozdawałam pracownikom fabryki poufne dokumenty, no ale nie rozdawałam ich z zamkniętymi oczami. Zobaczyłam cyferki przy nazwiskach. Kurczę, naprawdę powinnam się cieszyć z mojego wynagrodzenia.
Te obietnice/zapewnienia o tym ile to będę miała co miesiąc na koncie, pracując w telewizji, ukształtowały jakiś moje chore wyobrażenie o zarobkach. Jak usłyszałam propozycję od mojego pracodawcy, to zbladłam (tak mało?!) Teraz wiem, że to wcale nie jest mało. Mało to byłaby połowa tego, gdybym pracowała w Biedronce na kasie. Pełna pokora.
Drugi: pytają się mnie znajomi z 3miasta, czym się zajmuję w stolicy. Na moje opowieści o rodzaju pracy jaką wykonuję i branży, spotykam się z podziwem/uznaniem/gratulacjami. Dla mnie podjęcie pracy na obecnym stanowiskowy wydawało się być czymś normalnym. Okazuje się, że normalne, to pracować w hipermarkecie, w fastfudzie, rozdawać ulotki, sprzedawać sznurówki… każda inna praca to już duże szczęście w obecnych czasach w naszym popieprzonym kraju no i pewien prestiż.
Dziękuję.

zaufać… to będzie trudne… ale będę próbować…


Comments

Szczęście — No Comments

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *