Przygniotła mnie kilka dni temu, informacja, jaką przeczytałam na monitorze bankomatu: ‘brak dostępnych środków na koncie, proszę wybrać inną kwotę, lub bla bla bla…’
Być może dla niektórych to standarcik, dla mnie jednak od dawien dawna nie.
Księgowa powiedziała, że już jutro będziemy mieli wypłaty na kontach, fajno, bo przecież ja się w piątek do Łodzi wybieram.

Do Łodzi jadę w odwiedziny. Trochę do Kuby i trochę do tej części rodziny, którą bardzo mało znam, a koniecznie chcę odnowić kontakty. Zwłaszcza, że to rodzina pochodzeniowa mojej mamy. I okolice skąd pochodzi moja prababcia, na której pogrzebie byłam w Pabianicach, gdy miałam dwa latka. Pamiętam dobrze ten obraz, gdy starym zwyczajem leżała po śmierci w domu, w trumnie, a ja zadałam pytanie: ‘Mamo, czemu prababcia śpi w butach?’

Aspiryna chyba pomogła, dzisiaj czułam się dużo lepiej niż wczoraj. Zakupiłam 250 tabletek witaminy C. Poprzedni zapas, który przyjechał do mnie do Salzburga, skończył się. (czy ja już o tym nie pisałam?)

Przytupałam z pracy piechotą. Było już oczywiście ciemno. Warszawa taka rozświetlona. Wstąpiłam do sklepu na małe zakupy. A potem do drugiego. W domu coś zjadłam i zasnęłam.

Mam ochotę na zupę dyniową. Taką, jaką co roku w tym okresie gotowałam w Salzburgu. Rozglądałam się za dyniami. Za takimi ozdobnymi, cobym sobie mogła ‘zaśmiecić’ pokoik i za takimi jadalnymi na zupę. W ‘Albercie’ były takie, że nawet za darmo bym tego nie wzięła. Obrzydliwe. Gdzie w Warszawie mogę kupić dynię?

Bosz, czasami sobie myślę, że w Salzburgu znałam każdy kąt miasta, a już szczególnie w obszarze robienia zakupów. Taki mi tęskno za tym pięknym miastem. Panbukrecik nim pachnie…

Słucham ścieżki dźwiękowej do ‘Fridy’. Film mam od przeszło roku, podobno świetny, a ja się nie mogę zmobilizować, żeby go obejrzeć.

Zaczęłam przeglądać pierwsze numery ‘Przyjaciółki’ z lat czterdziestych do sześćdziesiątych. Odziedziczyłam to, czego nie zjadły myszy, po mojej babci. Niezwykła lektura. Niektóre teksty zasługują na skan. Jak tylko uda mi się je zapisać w formie elektronicznej, to się z Wami nimi podzielę.

A w Krakowie to jest taki zwykły sklep spożywczy, w którym można kupić kefir w dawnych, półlitrowych butelkach po śmietanie. I na dodatek z takim srebrnym kapselkiem. Ależ byłam w szoku, myślałam, że takie butelki to już tylko na allegro można nabyć. A tu proszę 2.15PLN i są moje. Kupiłam dwie. Kefir wylałam, bo nie przepadam, a butelki zostawiam jako eksponat budzący wspomnienia:-) Tamte wspomnienia.

Zadzwonił dobry, stary kumpel Tomek z liceum. Co kogoś spotka, z naszej klasy, to dzwoni i mnie o tym informuje. Wie, że w styczniu rozpoczynam mailing do naszych znajomych, celem wywiadu, któż pragnie stawić się na 10leciu naszej matury. Taki prywatny event zrobię w maju:-) mam nadzieje, że się uda. Miałam wspaniałą klasę w liceum i cudownego wychowawcę. Bardzo chciałabym ich wszystkich spotkć.

Dodałabym jakieś foty na bloga, ale odkąd komp wrócił z serwisu, ja nie przeniosłam na niego bekapów. W tym moich ściąg z odróbki i wstawiania zdjęć na wuwuwu. Muszę gdzieś odkopać tą płytę. Albo pogrzebać w blogowym archiwum i podejrzeć te HaTeeMeLowe zapisy.

wkurwia Cię to, że jakoś sobie radzę bez Twojej ‘pomocy’?


Comments

Takie tam… — No Comments

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *