Okulary

Chce mi się nowych okularów.
Zabrzmi to pewnie z lekka snobistycznie, ale jeśli się ma na nosie okulary Alain Mikli’ego, to ciężko teraz wybrać coś, że tak się wyrażę, do stu złotych.
Znalazłam takie patrzałki, co bardzo mi się podobają. Teraz jeszcze tylko muszę poszukać na nie pieniędzy. 540 PLN to 1/3 mojej miesięcznej pensji, to również tyle ile kosztuje mnie mieszkanie. Kurcze, może by napisać list do świętego Mikołaja, żeby jak w ubiegłym roku, przyszedł do mnie wcześniej. Pamiętacie, jak już w listopadzie dostałam aparacik cyfrowy pod choinkę:-)
Kółeczko: Rozglądam się za dodatkową pracą, ale coś słabo się chyba rozglądam. A może mam złe okulary?:-)

Nierozpoznawalna

Jest takie powiedzenie, które mówi, że gdy cie ktoś nie pozna, to bedziesz bogatym.
Widujemy się kilka razy w tygodniu, na korytarzu.
Albo jest ignorantem, albo naprawdę go zaskakuję.
Fakt, nie posiadam konkretnego stylu jeśli chodzi o ciuchy. Raz bardziej sportowy, raz trochę mniej, grunt by było mi wygodnie i ciepło:-) czasem jednak ubiorę się tak, że ani mi wygodnie, ani ciepło, ale nie wyróżniam się w windzie, jako ta w trampach i dżinsach.
Jego powitanie, gdy mnie taką widzi, jest z lekka opóźnione. Jakby nie był pewny, że to ja.
Ułamek sekundy zawieszenia. To ‘dzień dobry’ jest dla niej czy nie?:-)
Śmieszne scenki. I ten jego wzrok…

Różne

Nie ukrywam, że z zainteresowaniem śledzę statystyki. Grono moich czytelników troszkę się powiększyło. Przeciekawa jestem, któż to zagląda tutaj niezwykle regularnie z Grecji.
Cóż takiego musi być na tym blogu, że pewien czytelnik łączy się z nim nawet za pomocą gprsu. Wiemy kto to taki, prawda?:-)
Są i tacy, którzy uważają, że głupoty tu wypisuję i nic co mogłoby interesować, ale i tak w przeglądarkę wpisują adres tego bloga. Dziwne…

Kupiłam pióro. Może będzie mniej notek na blogu, a więcej w zeszycie? A może nie…

W korporacji tak fajnie, że poniedziałek jest wolny. Jadę dzisiaj na cztery dni do Łodzi.
W tej Łodzi mam naprawdę wielką rodzinę, że też się jakoś wcześniej nie mobilizowałam do integracji z nią. Nadrobię.

Premia znowu pojawiła się w moim portfelu. Za kolejne godziny spędzone w łikendy w biurze. Usłyszałam, że mam nie pielęgnować nadgodzin i wychodzić z pracy wcześniej, bądź odbierać w postaci wolnych dni. Oj wyjadę sobie na dłużej do 3miasta niedługo. Czyż ta moja fabryka nie jest cudowna?

Katar mam i kaszel i czekam kiedy to mi przejdzie.

Obejrzeliśmy wczoraj razem film. Z serii moich ulubionych bo o łodzi podwodnej. Ja bym zdecydowanie wolała ‘Karmazynowy przypływ’, ale nie miałam, a ‘Polowanie na czerwony październik’ oboje już widzieliśmy (ja ze sto razy). Zatem pogapiliśmy się na tych mokrych od potu albo od wody, marynarzy, co to chcieli zdobyć Enigmę ‘U-571’
Oglądaliście kiedyś film w towarzystwie reżysera? Ja już tak:-)

Egipcjanin wczoraj czekał, aż będę przechodzić koło baru. Zaprosił mnie do środka, spytał czemu od kilku dni mnie nie widział i czemu w tamtą sobotę nie przyszłam na herbatę. Musiałam się wytłumaczyć. Zaproszenie nadal aktualne. Czemu ciężko mi je przyjąć?:-)
Dzisiaj tylko mu pomachałam, co znowu wzbudziło zaciekawienie jego kolegów.

Policja

A mnie fascynuje praca policyjnej drogówki. Tzn. gdy zmierzam do pracy obserwuję sobie policjantów stojących na rondzie przy skrzyżowaniu ulic Marszałkowskiej i Jerozolimskich. Mają gwizdki, lizaki, jaskrawe kamizelki. Krzyczą: ‘no jedź dalej’, pilnują samochody, żeby nie zatrzymywały się na torach tramwajowych. Zapytałam się kiedyś taksówkarza, czy on lubi jak policjanci przejmują kierowanie ruchem. Powiedział, że dużo zależy od wprawy policjanta. Że czasem naprawdę to bardzo pomaga, ale bywa, że robi się potworny bałagan i korki tylko się powiększają. Ciekawe czy to trudne zadanie kierować ruchem stolicy?

Takie tam…

Przygniotła mnie kilka dni temu, informacja, jaką przeczytałam na monitorze bankomatu: ‘brak dostępnych środków na koncie, proszę wybrać inną kwotę, lub bla bla bla…’
Być może dla niektórych to standarcik, dla mnie jednak od dawien dawna nie.
Księgowa powiedziała, że już jutro będziemy mieli wypłaty na kontach, fajno, bo przecież ja się w piątek do Łodzi wybieram.

Do Łodzi jadę w odwiedziny. Trochę do Kuby i trochę do tej części rodziny, którą bardzo mało znam, a koniecznie chcę odnowić kontakty. Zwłaszcza, że to rodzina pochodzeniowa mojej mamy. I okolice skąd pochodzi moja prababcia, na której pogrzebie byłam w Pabianicach, gdy miałam dwa latka. Pamiętam dobrze ten obraz, gdy starym zwyczajem leżała po śmierci w domu, w trumnie, a ja zadałam pytanie: ‘Mamo, czemu prababcia śpi w butach?’

Aspiryna chyba pomogła, dzisiaj czułam się dużo lepiej niż wczoraj. Zakupiłam 250 tabletek witaminy C. Poprzedni zapas, który przyjechał do mnie do Salzburga, skończył się. (czy ja już o tym nie pisałam?)

Przytupałam z pracy piechotą. Było już oczywiście ciemno. Warszawa taka rozświetlona. Wstąpiłam do sklepu na małe zakupy. A potem do drugiego. W domu coś zjadłam i zasnęłam.

Mam ochotę na zupę dyniową. Taką, jaką co roku w tym okresie gotowałam w Salzburgu. Rozglądałam się za dyniami. Za takimi ozdobnymi, cobym sobie mogła ‘zaśmiecić’ pokoik i za takimi jadalnymi na zupę. W ‘Albercie’ były takie, że nawet za darmo bym tego nie wzięła. Obrzydliwe. Gdzie w Warszawie mogę kupić dynię?

Bosz, czasami sobie myślę, że w Salzburgu znałam każdy kąt miasta, a już szczególnie w obszarze robienia zakupów. Taki mi tęskno za tym pięknym miastem. Panbukrecik nim pachnie…

Słucham ścieżki dźwiękowej do ‘Fridy’. Film mam od przeszło roku, podobno świetny, a ja się nie mogę zmobilizować, żeby go obejrzeć.

Zaczęłam przeglądać pierwsze numery ‘Przyjaciółki’ z lat czterdziestych do sześćdziesiątych. Odziedziczyłam to, czego nie zjadły myszy, po mojej babci. Niezwykła lektura. Niektóre teksty zasługują na skan. Jak tylko uda mi się je zapisać w formie elektronicznej, to się z Wami nimi podzielę.

A w Krakowie to jest taki zwykły sklep spożywczy, w którym można kupić kefir w dawnych, półlitrowych butelkach po śmietanie. I na dodatek z takim srebrnym kapselkiem. Ależ byłam w szoku, myślałam, że takie butelki to już tylko na allegro można nabyć. A tu proszę 2.15PLN i są moje. Kupiłam dwie. Kefir wylałam, bo nie przepadam, a butelki zostawiam jako eksponat budzący wspomnienia:-) Tamte wspomnienia.

Zadzwonił dobry, stary kumpel Tomek z liceum. Co kogoś spotka, z naszej klasy, to dzwoni i mnie o tym informuje. Wie, że w styczniu rozpoczynam mailing do naszych znajomych, celem wywiadu, któż pragnie stawić się na 10leciu naszej matury. Taki prywatny event zrobię w maju:-) mam nadzieje, że się uda. Miałam wspaniałą klasę w liceum i cudownego wychowawcę. Bardzo chciałabym ich wszystkich spotkć.

Dodałabym jakieś foty na bloga, ale odkąd komp wrócił z serwisu, ja nie przeniosłam na niego bekapów. W tym moich ściąg z odróbki i wstawiania zdjęć na wuwuwu. Muszę gdzieś odkopać tą płytę. Albo pogrzebać w blogowym archiwum i podejrzeć te HaTeeMeLowe zapisy.

wkurwia Cię to, że jakoś sobie radzę bez Twojej ‘pomocy’?

Po powrocie

Coś mi się wydaje, że poniedziałkowe wieczory nie są najlepszymi momentami dla mnie, do pisania notek. Poniedziałki bywają bardzo ciężkie (psychicznie).

Sentymentalnie powróciłam pamięcią do października 2004. Przypominacie sobie moje histerie związane z pierwszą w życiu podróżą samolotem? Ależ się ogromnie bałam. Minął równo rok. Bardzoooooo dziwny rok.

Z lekka jestem zaziębiona. W nocy miałam temperaturę, trochę kataru leci mi z nosa.

Wyjazd do Krakowa i w Beskidy uważam, za udany. Cel został osiągnięty, czuję, że się zintegrowałam z pracownikami korporacji, w której pracuję.
Czwartkowy wieczór w towarzystwie kolegów z ircowego kanału. Trzy knajpy i żadnej nazwy nie zapamiętałam i nawet nie potrafiłam powiedzieć, na jakiej ulicy nocowałam. Jakoś mi się zapomniało:-)
Kraków to niesamowite miasto. Mogłabym tam mieszkać. Zacznę od zameldowania. Wiceprezesunio zaoferował mi meldunek w mieszkaniu, którego jest właścicielem, to dla niego żaden problem, a jeśli mi to może pomóc… Cieszę się.

Krakowiaczek jeden… właściwie to dwóch… dziwni się trochę okazaliście… ale źle nie jest…

Kult

Oj poszłabym sobie na koncert Kazika, poskakać trochę. Ale z kim? Nawet niebawem będą dwa w Warszawie. Na samym początku listopada. Jakoś dużo go słucham ostatnio.
Jadę dzisiaj windą na to 23cie piętro, a w grajku moim: Tan

Czekanie
Nowy dzień
Wstań
To znowu nowy dzień
To poranne podróże – raz krócej, raz dłużej
W obie strony, przygarbiony, pochylony
w obie strony, przygarbiony, pochylony
W obie strony…
Pracujesz dla fabryki
Fabryka żywi
I życie dla fabryki
Śmierć dla fabryki
Pracujesz dla fabryki
Fabryka żywi, żywi, żywi
Żyjesz dla fabryki
Umierasz dla fabryki

A które prawo dla nas
A które prawo dla nich
Które prawo dla nas
A które prawo dla nich

Czekanie
Nowy dzień
Wstań
To znowu nowy dzień
To poranne podróże – raz krócej, raz dłużej
W obie strony, przygarbiony, pochylony
w obie strony, przygarbiony, pochylony
W obie strony…
Pracujesz dla fabryki
Fabryka żywi
I życie dla fabryki
Śmierć dla fabryki
Pracujesz w fabryce dzień po dniu
Pracujesz w fabryce dzień po dniu
I dzień i noc
I dzień i noc
I tylko noc
Tam tylko noc
W fabryce noc

A które prawo dla nas
A które prawo dla nich

Dzień i noc
Dzień i noc
Dzień, dzień i noc
I dzień i noc
Dzień i noc
Dzień, dzień i noc
I dzień i noc

Plastusiowy Pamiętnik

Taka duża księgarnia. Kilka poziomów z książkami. Fotele i sofy. Można przeczytać każdą książkę. Jeśli tylko ma się na to czas i ochotę. Przestrzeni sporo, nikt nie musi potykać się o ściśnięte regały lub siedzących choćby na podłodze, czytelników. Cisza, mimo dużej ilości klientów. Mega konkurencja dla Empiku. Jest już od jakiegoś czasu, a ja dopiero niedawno zrobiłam w niej pierwsze zakupy. Mam ją bardzo blisko domu.
Szukałam książki na prezent urodzinowy. Miałam dużo czasu. Spacerowałam po różnych działach. W końcu podjęłam decyzję. Już miałam schodzić do kas, które są na parterze, ale jeszcze zajrzałam na dział dziecięcy. Zobaczyć, co teraz czyta się maluchom, co one same już czytają.
Mnóstwo kolorowych książeczek, przeróżnych. Polskich i zagranicznych autorów. Pisarzy i poetów. Książeczki-bajki i książeczki do nauki. Usiadłam na malutkim kolorowym krzesełku, przy malutkim stole (made IKEA) i zaczęłam czytać jedną z wybranych lektur. Potem fragment innej. Potem jakąś z zagadkami dla maluchów. A czas sobie płynął. Ten kącik wieczorem, gdy dzieci już pewnie śpią w swoich domach, to oaza spokoju. Te książki to ukojenie. Nie chciało mi się wychodzić. Zabrałam jedną książkę do domu. Czytam sobie każdego dnia jedno opowiadanko.
Uważacie, że jestem dziecinna?
A co jest dziecinnego/złego w czytaniu utworów napisanych dla dzieci?
Czy autorom, którzy piszą teksty dla maluchów, też zarzucicie infantylność? Nie? A niby, czemu?;-)

Gdybym była mamą zrobiłabym wszystko, żeby móc każdego dnia czytać swojemu maleństwu książki.

TRAFFIC KLUB ul. Bracka 25 w Warszawie

Dzieci

To już się staje jakby moim zwyczajem.
Zabieram brudne naczynia do kuchni a on tam siedzi i pije poranną kawę, czytając gazetę, albo rozmawiając z pracownikami. Biznesmen.
Dzisiaj również opowiadał o swoich córeczkach, o tym co robili w łikend, o tym, jak je odwozi do przedszkola, o tym jakie są kochane i urocze.

Wczoraj. Trzy kobiety w ciąży. Pod jednym dachem. Przyszłe mamy. Brzuchy, które skrywają maleństwa. Wózeczki. Łóżeczka. Maciupkie ciuszki. Ależ to wszystko jest niezwykłe!

Sobotni wieczór. Odwiedziny sąsiadów. Przyszli z córeczką. Uwielbiam spędzać czas z dziećmi. Sonia ma 3 latka. Bawiłyśmy się w ZABAWY:-)
Zasnęła na moim łóżku.
W CV jako jedną z umiejętności, która mnie wyróżnia, mam wpisaną ‘ponadprzeciętną zdolność komunikacji z dziećmi’. I to chyba jest główny powód, że różne dzieci naprawdę szybko mnie akceptują.
Sonia chciała mnie wczoraj odwiedzić. I Krecika oczywiście:-) wybieram się do niej z re-wizytą:-)

Dzieci lubią Misie, Misie lubią dzieci…