Jeden smutek, trzy radości

Już kiedyś pisałam, jak to fajnie, że mam pracę blisko domu. Że mogę do niej chodzić spacerkiem, nie muszę stać w korkach, wstawać skoro świt i takie tam.
Czasami gdy decyduję się podjechać 3 przystanki tramwajem, to fantastyczny jest fakt, że nie muszę znać numeru jakim dojadę. Obojętnie jaki tramwaj podjeżdża, ja w niego wsiadam. Mówię Wam jaka to wygoda, zwłaszcza, że te warszawskie tramwaje jeżdżą co 3 sekundy.
Wspomnienie tych cennych godzin, jakie traciłam wyczekując na przystankach, wpatrzona w dal, czy nie jedzie już moja 13stka do Brzeźna (a ona oczywiście nie jechała, albo jechała tylko, że do zajezdni), nijak się ma do obecnego komfortu jaki daje mi komunikacja miejska w stolicy.
Radocha!

Jutro jadę do Wrocławia i jutro z niego wracam.
Radocha!

Premię dostałam za łikendy spędzone w pracy.
Radocha!

Wczorajsza sesja ciężka, ciężka, ciężka. Ale przyglądam się temu co dla mnie teraz najistotniejsze.
Smuteczek.

Mimozami jesień się zaczyna…

Wspomnienie
Słowa: J. Tuwim, Muzyka: M. Sart

Mimozami jesień się zaczyna
Złotawa, krucha i miła
To Ty, to Ty jesteś ta dziewczyna
Która do mnie na ulicę wychodziła

Od Twoich listów pachniało w sieni
Gdym wracał zdyszany ze szkoły
A po ulicach w lekkiej jesieni
Fruwały za mną jasne anioły

Mimozami zwiędłość przypomina
Nieśmiertelnik żółty październik
To Ty, to Ty, moja jedyna
Przychodziłaś wieczorem do cukierni

Z przemodlenia, z przeomdlenia senny
Oczu płakałem szeptanymi słowy
Młodzik z chmurek prześwitywał jesienny
Od mimozy złotej majowy

Ach czułymi, przemiłymi snami
Zasypiałem z nim gasnącym o poranku
W snach dawnymi bawiąc się wiosnami
Jak tą złotą, jak tą wonną wiązanką

Poranna sesja plenarna

Potrójna gra w eterze i kablu.
Gdzie przebiegną linie frontu w walce o klienta (Wimax, UMTS, xDSL, telewizje kablowe, operatorzy telekomunikacyjni).
Świat Internetu a świat telewizji.
Komentarz o rynku.

No gdzie przebiegną linie frontu?

subtelnie…

Płonący wieżowiec

Niedziela.

Dzień święty święcić – zignorowałam przykazanie i przyszłam rzeźbić bazy gości dla DB.

Dochodzi 15sta, a w biurze gaśnie światło no i komp też. Chcę zadzwonić na recepcję i zapytać co się dzieje, ale telefon głuchy. Zamykam biuro i jadę windą na dół do ochroniarzy. Około 12stego piętra, winda zaczyna wydawać z siebie niemiły dźwięk, a tam gdzie zawsze wskazuje piętro, ukazuje się napis POŻAR.

Fantazje – co się ze mną teraz stanie – pominę:-)

Na dole totalny spokój, ochroniarz informuje mnie, że w budynku jest pożar i że jeśli chcę to mogę sobie wrócić do biura, tyle, że piechotą, bo windy w najbliższym czasie nie będą jeździć.

Przed głównym wejściem dwa wozy strażackie.
Rzekomy pożar na minus 2.
Prąd odłączony w całym budynku ze względów bezpieczeństwa.

No i poznałam uroki naszej klatki ewakuacyjnej.
Najpierw 23 pietra w górę, a potem w dół.

Taką miałam dzisiaj przygodę:-)

Ta ostatnia niedziela :-)

Nowa kołderka minut. Ciepła i milusia tak, że nie chciało mi się dzisiaj wstać. I dużo ładnych snów miałam w nocy:-)
O 9tej obudził mnie telefon.
Na 10tą do pracy. To ostatnia niedziela, kiedy przytupałam do biura na losowanie.

Przestałam

Podświadomie oczekiwałam od nich jakiejś lojalności. Tego, że staną otwarcie po mojej stronie. Tego, że będą wyrozumiali dla mojego jojczenia, marudzenia, lęku, smutku, załamania.

W idealnym świecie tak by się stało.

Ale świat nie jest idealny.

Świat to pieniądz.
Przecież to od niego właśnie usłyszałam kiedyś, że ma większość tego towarzystwa w kieszeni. Więc co się dziwić. Ludzie, którzy dzięki niemu mieli/mają pieniądze, nie będą w stanie powiedzieć mu: ‘słuchaj stary, tak się nie robi.’

Obecnie dba się raczej o swój byt, a nie o honor.
Takie czasy…

Przestałam oczekiwać niemożliwego.

Takie tam…

Porządki w kartonie z płytami cd, zaowocowały znalezieniem skarbu sprzed pięciu lat. Pirackiego krążka Delerium, namiętnie słuchałam mieszkając w internacie z Anką W. Ciekawe, co teraz u niej?

Wczoraj taksówkarz wioząc mnie o godzinie 17stej z Armii Ludowej, na Al. Jerozolimskie powiedział: ‘Pani to chyba musi mieć w życiu wielkie szczęście? Przejechać o takiej porze w piątek, przez centrum Warszawy i nie stać w żadnym korku, to cud’. Chciałam odpowiedzieć, że przecież zawdzięczam to tylko dobremu kierowcy, który potrafił te korki ominąć, ale skupiłam się na wypisywaniu vouchera.

Wytrzymałam przeszło 8 godzin w butach na siedmiocentymetrowych obcasach. A po pracy wróciłam w nich piechotą do domu, fakt szłam chyba ze 3 godziny:-) bosz, kto wymyślił obcasy – pytam setny raz?!?

Byłam na spotkaniu z bardzo sympatyczną kobietą, reprezentantką, pewnej firmy – naszego klienta. Spotkanie robocze, przetwarzamy ekselowe bazy danych, sortujemy, maczujemy, nanosimy poprawki, uzupełniamy. I ja nagle sobie uświadamiam, że od samego początku pracy z ekselem, w nieprawidłowy sposób sortowałam rekordy. Umarłam na myśl o takiej mega pomyłce. Już czułam jak mnie szef z hukiem wyrzuca z pracy. Jak przez moją nieznajomość arkusza kalkulacyjnego, tracimy poważnego klienta. Przez 20 minut nie byłam w stanie skupić się na niczym innym jak na ‘sprawdzeniu czegoś na moim pracowym kompie’. Wbiegłam do biura, kliknęłam ikonę na pulpicie, otworzyłam bazę gości, z którą pracuję przeszło tydzień, posortowałam jedną z kolumn i kamień spadł mi z serca. Ekselik okazał się o niebo mądrzejszy ode mnie. Wyczuł chyba blondynkę i mimo moich nieprawidłowych ruchów, on zachował się jak należało. Ufff. Żaden podręcznik nie nauczyłbym nie tego tak, jak to doświadczenie.

Mam nową kołdrę, taką na zimę, bo pod śpiworem już marznę, dzisiaj w nocy premiera.

Czytam „Podstawy Marketingu” – książka/skrypt z Wyższej Szkoły Zarządzania, w której uczył się kolega z pracy. Udostępnił mi wiele ciekawych materiałów, ponieważ się niejako przebranżawiam.

W środę, jeśli się uda, pojadę na chwilę do Wrocławia. Panbukrecik kończy misje w Salzburgu i przyjeżdża do polandu rozkręcać stolicę kreciostolską. Nie mam pojęcia jak wsiądę z nim do pociągu. Może macie jakieś sugestie?:-)
W sobotę, również, jeśli się uda, po ostatnim losowaniu pojadę do 3mista.
I jeszcze do Krakowa chcę bardzo pojechać:-)

Dostałam zadanie domowe. Napisać do niego list. Totalnie o wszystkim. Tak do spodu. Trudne zadanie? Raczej nie, bo pisanie kłopotu mi nie sprawia. Trudne to będzie nigdy mu tego listu nie dać!

3 października – troszkę się tego dnia boję…

Delerium – Enchanted

Prowling in the night
Hiding ‘neath my fright
Manipulate my sight – thief
Whenever you steal
My punishment’s real
You gave me sorrow

Invading my own value
Parading my shy security
While gripping my innocence – thief
Whenever you steal
My punishment’s real
You gave me sorrow

I co tam?

A dziękuję, dobrze.
Może nie jakoś fantastycznie, ale powoli się układa.
Ubiegłe dwa tygodnie były pełne pracy. Nie przesadzę jeśli napiszę, że miałam jej naprawdę sporo i zadania były z lekka stresujące. Ale się udało.

Łikend spędziłam z Agnieszką, przyjechała do mnie, zobaczyła jak mieszkamy, wysłuchała, doradziła, ‘nakrzyczała’. To była ważna wizyta.

Na drugim końcu Warszawy odnalazłam taką jedną osobę, która spotyka się ze mną zaledwie raz w tygodniu, ale czuję, że ona rozumie mnie jak mało kto. Jeszcze tych spotkań trochę przed nami, pokładam dużą nadzieję, że tym razem dobrze trafiłam. Ale łatwo nie jest. Wiadomo.

Bardzo mi się podoba stwierdzenie Porzeczka: ‘jak się komuś nie podoba, to niech nie czyta’ – odnośnie mojego bloga. Takie logiczne i proste. A jednak są osoby, które mojego pisania nie cierpią, ale bywają tu regularnie. Dziwne. Cóż z nimi począć? :-)

Wracając z pracy w tłumie ludzi spieszącym się w różne strony, usłyszałam głos pewnej mamy, która pyta się swojej córki i synka, co miały na obiad w przedszkolu no i czy zjadły. Odpowiedziały jej, a ja pomyślałam, jak to fajnie musi być zadawać takie i inne tego typu pytania, swoim maleństwom. Aż się chce mieć dzieci:-)

Zdecydowanie więcej się uśmiecham, a mniej płaczę.

Dwie kluczowe osoby z naszej firmy odchodzą. Kolega znalazł sobie inną pracę, koleżankę znaleźli hedhanterzy. Ogromnym dla mnie komplementem było usłyszeć, że wiedzą gdzie będą szukać swojej asystentki. M. wyraźnie wskazał na moje biurko.
A szefunio napisał mi w mejlu, że super pracuję. Kurcze jak to fajnie otrzymywać takie informacje zwrotne.

Oczywiście są też obszary, w których kompletnie kuleję i mimo że bardzo się staram, to wciąż jest źle.
No cóż, terapia powoli oswaja mnie z tym, że w życiu ZAWSZE będą otaczać mnie ludzie, którzy albo mnie lubią, albo nie. I już. To całkiem normalne.
Tylko czemu tak trudno mi z tą myślą?

Uśmiechy!
Ta, która ma już więcej czasu i tak, która przestaje się bać:-)