Czwartkowy pożar miał się nijak do tego, co czekało na mnie w piątek. Pracuję w firmie niespełna dwa miesiące a właśnie wczoraj dostałam najwięcej mejli i chyba równie najwięcej rozesłałam. I mimo że były one krótkie, to każdy z nich był ważny. Oprócz standardowych zadań, z kilkoma miałam do czynienia po raz pierwszy. Np. zlecono mi wykonanie prezentacji/oferty dla Polskiego Radia dotyczącej gadżetów dołączanych do zaproszeń. Miałam foty produktów, miałam ich opis, należało to wrzucić w pałerpointowy szablon eskadrowych prezentacji i gotowe. Dla mnie jednak to nie takie hop siup. Pierwszy raz, bowiem, zetknęłam się ‘roboczo’ z tym programem. Maciek – kolega z pracy, pokazał mi jak to się robi na jednym przykładzie, cierpliwie wytłumaczył, a resztę zrobiłam sama. Bo ja naprawdę szybko się uczę, tylko potrzebne mi są wskazówki pierwszych kroków. Maver z Blerem mają oczywiście rację, że nigdy nie zdołam się czegoś nauczyć, jeśli będę szukać ludzi, którzy zrobią coś za mnie (‘bo ja nie potrafię’), ale mylą się, sądząc, że zawsze można dojść do odpowiedzi samemu.
Jeśli dostanę jakiś program/grę/projekt, to nawet jak sobie będę 4 godziny klikać, nic z niego nie rozumiejąc, to naprawdę niewiele zdziałam. Wystarczy jedna wskazówka, a dalej potrafię iść sama.
Szefunio prezentację zaakceptował, dopisał coś od siebie i we wtorek na zebraniu Zarządu PR zostanie podjęta decyzja, który produkt zakupimy.
Ten sam szefunio zaledwie o dwa lata ode mnie starszy, zadzwonił do mnie z krakowskiego biura złożyć reprymendę. Ma w sobie dużo spokoju, zapytał się, czemu zaniedbałam tak istotną sprawę, pozwolił mi się wytłumaczyć i stanowczo podkreślił, że: ‘sprawy finansowe są najistotniejsze, wykonujemy je priorytetowo’. Przeprosiłam i obiecałam, że się takie coś nigdy więcej nie powtórzy. Teraz już wiem, że nie ma odkładania ‘niewiadomych’ faxów na później. Jeśli dotyczą one kasy, muszą trafić natychmiast na biurko księgowej.
Dobra szkoła!

Jeśli chodzi o awans na osobę współodpowiedzialną za organizowane przez naszą agencję iwenty to:
– nie otrzymam za takie stanowisko 4k
– Ania powiedziała, że nie chce abym się od nich wyprowadziła.
To wyjaśnienie do jednego z komentarzy pod poprzednią notką na snupkowym blogu.

Wczoraj doczekałam dzielnie do 17stej, zamknęłam biuro i potuptałam do banku wpłacić kasę. Zbliżałam się do domu, gdy zadzwoniła dziewczyna z krakowskiego oddziału pytając czy mogłabym wrócić do biura i wydać kolorową drukarkę, bo ich się popsuła. Wróciłam, pewien Krakowiak już czekał, zabrał sprzęt, podwiózł mnie do domu i łikend rozpoczęłam z godzinnym opóźnieniem.
Krakowiacy maja taki fajny akcent. Bardzo lubię słuchać jak mówią. Nie słyszę żadnej różnicy między mową ludzi z 3miasta a Warszawiakami, natomiast z krakowską mową jest już dużo inaczej. Ich język jest taki śpiewny.

Taki zapracowany tydzień doprowadził do tego, że polubiłam łikendy:-) dzisiaj byłam na pół godzinki w pracy, przeprowadziłyśmy z Magdą losowanie, ale teraz pełen relaks, z kompem, książką i Krecikami.

czemu to wszystko czytasz, czemu???


Comments

Dwa pożary — No Comments

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *