Nie wiem jak jest w innych miastach. Z czymś takim spotkałam się tylko w Warszawie. Genialny pomysł. Karetki na sygnale omijając korki jeżdżą po torowisku tramwajowym. Zawsze się martwię by nie zderzył się taki pędzący ambulans z tramwajem, ale kierowcy chyba są wprawieni w takiej jeździe.

Oni mówią, że Warszawa śmierdzi. To prawda, choć moim zdaniem to nie cała. Najbardziej wali dworzec centralny. Nie-do-wy-wie-trze-nia są te podziemia. Plus smród bezdomnych. Plus smród fastfuduf. Fu!

Ciężko jest się przecisnąć w centrum, między ludźmi rozdającymi ulotki. Jest ich całe mnóstwo. Miasto nie powinno się na to zgadzać. Chociaż wiem, że dla wielu osób rozdawnictwo reklam to jedyna forma zarobku i tak jestem temu przeciwna. W mojej ocenie zaledwie 1% obdarowanych czyta ulotkę z zainteresowaniem i chowa do kieszeni. Cała reszta świadomie lub mniej, wyrzuca gdzie popadnie. Syf niemiłosierny!

Szczęśliwa jestem, że nie muszę w poniedziałki kupować Gazety Wyborczej i czytać dodatku ‘Praca’. Ogromna ulga. Tysiąc złotych na miesiąc to niewielkie pieniądze jak na warunki warszawskie, ale liczę, że po wakacjach coś się zmieni.

Czytając ogłoszenia widziałam takie o możliwości rozdawania ulotek i takie, które mówiły o zarabianiu poprzez ich zbieranie/sprzątanie/odklejanie. Śmieszna sprawa. Do południa w jednej firmie mogę pracować jako osoba rozdająca te małe kolorowe karteczki, a od południa będę dla innej firmy je zbierać.
Już nie raz widziałam samochód, który jechał przy płocie-barierce tramwajowej al. Zwycięstwa, a jego kierowca odrywał świeżo przyczepione plakaty-ogłoszenia-reklamy.
Niszczymy lasy nie ma, co…

Poranna sesja u psychologa okazała się przydatna. Będę kontynuować spotkania. Moje pierwsze słowa skierowane do pana terapeuty brzmiały: ‘chyba mam pecha, bo (…)’ na co on zapytał: ‘jest pani zła?’ Istotnie byłam.

Zostawiłam dzisiaj w empiku 206 złotych, zakupiwszy 7 książek. Spędzę sobie z nimi łikend.

Tak naprawdę to myślę, że przy całej mojej towarzyskości i lgnięcia do ludzi, jestem zdecydowanie typem samotnika. Dobrze mi bez kompromisów lub poddawania się. Bo walczyć o swoje (w niektórych obszarach) raczej nie potrafię. Samotność daje mi komfort swego rodzaju spokoju.
Od jutra nie będę mieszkać sama. Ciekawe jak to będzie?

Nie mogę zrozumieć, że ktoś, kto siedzi przy kompie i część czasu w ramach relaxu przewala na głupoty, nie ma wolnej chwili by do mnie zadzwonić. Co jest takiego strasznego we mnie, że kontakt ze mną jest dla niektórych taki trudny?
Najpierw się mi coś obiecuje, a potem ma się to w dupie. Tym samym mnie. Ileż razy jeszcze się na to nabiorę?!?

Mam takie jedno postanowienie, w którym za nic nie potrafię wytrwać. Przysięgam sobie, że już więcej tego nie zrobię, ale mija kilka dni i cos mnie znowu kusi. I ulegam. Ech. Ileż ja bym dała żeby to się już skończyło. Żebym była konsekwentna. Czemu to takie trudne? Czemu to mnie przerasta?

totalny dystans


Comments

Różne — No Comments

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *