Troszkę się denerwuję, troszkę martwię, troszkę smucę.
Ale jest między tymi uczuciami też i radość i szczęście i nadzieja, że wszystko się dobrze ułoży. Tego doświadczenia, które przeżyłam mieszkając 3 lata w Austrii, nikt mi nigdy nie odbierze. Jestem z tego dumna, choć czasami sobie myślę, jak to by było gdyby…

…gdyby kiedyś tam, przed wielu laty moi rodzice mnie nie zdradzili.

Czy wtedy byłabym w szkolnych latach prymuską, zaliczającą kolejne lata nauki z wyróżnieniami, uczącą się w błyskawicznym tempie języków obcych, zdobywającą pierwsze miejsca na olimpiadach, dostającą się bez problemu na wymarzone studia, a dzisiaj broniącą doktoratu z psychologii, socjologii, a może zarządzania???
Miałabym wyższe wykształcenie, tytuł doktora i być może zajebistą pracę (choć niekoniecznie).
Natomiast z pewnością nie poznałabym kilku fantastycznych osób pracujących w PH; nie skończyłabym szkoły policealnej która dała mi dyplom technika ekonomisty, nie spędziłabym pół roku na Lazurowym Wybrzeżu Francji, nie wynajęłabym mieszkania z dwoma kolegami, z którymi naprawdę dobrze mi się mieszkało; nie ukończyłabym szkoły pracowników socjalnych, w której nauczyłam się nie tylko tego, co potrzebne do wykonywania zawodu, ale mnóstwo ciekawych doświadczeń na całe życie; nie obejrzałabym tylu filmów pracując w kinie; wreszcie nie poznałabym moich pracodawców i pięknego Salzburga; nie zaoszczędziłabym kasy na wymarzony komputer; a dzięki notbukowi i internetowi nie poznałabym tej garstki ludzi, z którymi się teraz przyjaźnię:-)

I chociaż prasując wczoraj peterowe koszule zastanawiałam się, czemu nie mogę być menadżerką w jakiejś firmie, czemu wtedy, kiedy trzeba było się uczyć ja chodziłam na wagary, czemu nie było we mnie totalnie żadnej motywacji, to jednak tak czy siak, moje życie z pewnością nie należy do nudnych i monotonnych.

Jeszcze jedno sobie pomyślałam w związku z tą moją nieszczęsną najbliższą rodziną, której nie mam od 7mego roku życia. Od tamtego czasu jestem jakoby sierotą, mimo że oni żyją.
Jest na świecie tak, że świadomi i mądrzy ludzie, którzy decydują się na dziecko z pełną odpowiedzialnością przyjmują na siebie postawę/rolę poświęcenia się, przez co najmniej 15 lat dla swoich dzieci. Czy się mylę? Wszystko, co robią, robią myśląc o nich. Dom, praca, opieka, zabawa, wychowanie, kasa na wykształcenie.
Moi sobie to odpuścili, zatem naturalne koleje mojego życia zostały zaburzone.
I teraz każdego dnia odczuwam niepohamowane łaknienie posiadania kogoś, kto by się dla mnie bezgranicznie poświęcił. Tak właśnie jak rodzic dla dziecka. To jest totalnie nierealne pragnienie, bo nigdy w życiu nikogo takiego nie znajdę. Bo nikt nie może mi zastąpić moich prawdziwych rodziców, żeby nie wiem jak się starał. I najważniejsze: ja już nie jestem dzieckiem.
Tak mam i muszę z tym żyć.

A dzisiaj imieniny Zbigniewa… baw się dobrze ‘tatusiu’!


Comments

Nigdy nie zaspokojone pragnienie — No Comments

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *