No i odleci jutro do Australii. Dwa tygodnie bez tych śmiesznych mejlików, było ich dotąd kilka zaledwie, ale chyba będzie mi ich brakować. Poczekam cierpliwie na spotkanie w Polsce przy piwowinoherbacie. Czy uda mu się, w drodze powrotnej, przebukować bilety na samolot, a jeśli uda to, co? Mam się domyślić?:-)
Ciekawi mnie najbardziej, jakie Australia ma słodycze. Zjadłabym sobie jakiś ichni narodowy deser. A w tym tygodniu pójdę, choćby sama, na mor-im-hemda, czyli murzyna w koszuli. Muszę jeszcze przed wyjazdem to zjeść. I muszę jeszcze wjechać na Untersberg i pojechac na Watzmantherme i kupić trochę mocartkulek… ech…
No dobra, bez oszustw, mam wieczorny kryzys. Takowe mnie łapią od 4 dni, a właściwie nocy. Nie mogę zasnąć, bo w mojej głowie kotłuje się od smutnych myśli, czarnych scenariuszy i stresu. Już się nawet raz zryczałam i chciałam odwoływać całą tą akcję z moim powrotem do Polski, no, ale była godzina druga w nocy, to trochę niehalo, na obwieszczenie światu, że będę jednak nadal gosposią w Austrii. Rano już było dobrze.
Naprawdę chciałabym nie żałować podjętej decyzji. Niby zawsze mogę tu wrócić…ale przecież nie o to chodzi by jeździć po świecie i uciekać przed problemami…
Kurczę, żebym, chociaż wiedziała, że sobie dam radę finansowo… żebym wiedziała, że sobie dam radę na rynku pracy… żeby nie było nigdy tak, że wszystkie swoje nagromadzone rzeczy zacznę wyprzedawać na allegro, począwszy od książek, przez Kreciki, skończywszy na notbuku…
No dobra, koniec smutów!


Comments

Przed północą — No Comments

  1. oborze! dałem se walę tynkowe znaczki wcisnąć? tragiczne.

  2. a dzieśty się taka uchowała, że Chmielewskiej nie czytałaś?

  3. Christie to juz raczej nie zyje z pisania.

    W ogole nie zyje :-D

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *