Płakałam dzisiaj strasznie dużo.
Najczęściej łzami reaguję na bezsilność.
Nie potrafię się złościć.
Płakałam leżąc w łóżku, płakałam spacerując, płakałam w autobusie jadąc do Pani Izabeli. Wiem, że to głupie tak cały czas ryczeć. Ale w sumie to chyba lepsza reakcja na moje problemy, niż spicie się, czy naćpanie.

Zadzwoniła do mnie ciocia z Niemiec powiedzieć, że moja mama nie ma pieniędzy. Nic nowego, odkąd pamiętam ich nie miała, a ja teraz też nie mam żeby jej dawać. Trudną mam sytuację, naprawdę. Zwłaszcza psychicznie, bo muszę być asertywna i odmawiać.
Może mogłabym pomagać mamie, ale czemu niby mam wspierać mojego brata? Czemu ja muszę pracować, a on nie?

Mój tato przez to, że podobno mnie kocha, a nie potrafi tego okazać w normalny sposób, robi wszystko by mnie zniszczyć. W całym tego słowa znaczeniu.
Czasami tak jest, że gdy coś/kogoś bardzo kochamy, a sytuacja nie pozwala nam tego mieć/z kimś być, musimy to za wszelką cenę znienawidzić. Sposobów na wzbudzenie w sobie nienawiści jest wiele. Poznałam już kilka.

Bardzo boję się mojego powrotu do Polski. Kuba w prawie każdej rozmowie przekonuje mnie, że dam sobie radę. Zadzwoniłam dzisiaj do Warszawy, żeby pogadać z kuzynką Anią. Ania z Wojtkiem przyjadą pomóc mi zabrać rzeczy. Te, których nie będę mogła trzymać na Ursynowie, zalegną w Łomiankach. Chociażby, Panbukrecik, który mógłby się nie zmieścić w windzie. Ania też mnie dzisiaj pocieszała, że poradzę sobie w Warszawie, że z pewnością szybko się odnajdę na rynku pracy, że wszystko się dobrze ułoży.
Brakuje mi znowu wiary w siebie, w swoje siły i możliwości.

Mój blog przysparza niektórym problemów. Nie wiem czy go prowadzić czy nie…
Przedszkole – słusznie nazwał to Piotrek.

Muszę przetłumaczyć swoje CV, bo to najaktualniejsze mam po niemiecku.


Comments

(No) more tears… — No Comments

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *