W ubiegłym tygodniu w jakiś tam dzień rano włożyłam do garnka 4 buraki. Miały się lekko zagotować, by następnie je obrać i ugotować z innymi warzywami na zupę. Poszłam na górę prasować. Jedna peterowa koszula, druga, piąta, nie wiem, którą właśnie prasowałam, jak sobie przypomniałam, że tam na dole gotują się buraki. Zbiegłam szybciorem, ale było już za późno. Rzadko w mojej karierze kucharki coś takiego mi się zdarza, no, ale jednak…
Buraki w kibel, przypalone na maxa, zupy się z nich nie zrobi. Garnek uratowałam.
Zadzwoniła Ania czy mogę odebrać Kima z przedszkola. Mogę. Po drodze kupię nowe buraki, do wieczora jeszcze zdążę ugotować zupę. Wchodzę do BILLA, idę na dział z warzywami, kupuję tylko buraki. Żeby zaoszczędzić czasu, gotuję je u Ani, bawiąc się z Kimem. Po zagotowaniu, odlewam wodę, pakuję ciepłe w woreczek foliowy, w domu się nimi zajmę. W domu wyjmuję je z woreczka, zaczynam obierać i…..????
Zamiast czerwonych buraków kupiłam i ugotowałam jakąś białą rzodkiew?, rzepę?, hugon wie co?
Leżało to to przy cenie buraków, z zewnątrz wyglądało identycznie. Spieszyłam się.
Tamtego wieczora nie zjedliśmy czerwonego barszczu:-)
Jestem zakochana!:-)


Comments

Buraki — No Comments

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *