Dom sprzątnięty.
Jutro wraca część domowników, część jedzie do Wiednia, jeszcze inna część została w Kanadzie.
A ja się dzisiaj wydarłam tak głośno jak jeszcze chyba nigdy w życiu.
To było bardzo długie ‘A’.
Jak najbardziej radosne. Ze szczęścia.
Bo się ogromnie cieszę, że już za kilka tygodni nie będę dbała o porządek w tym domu.
Chyba ucałuję na pożegnanie odkurzacz, którego serdecznie nienawidzę.
Ciężkie jest życie gosposi. Nie marudzę. Naprawdę.
Sprzątam ten dom i tak naprawdę mam świadomość, że jeszcze wiele trzeba tu zrobić, żeby był on posprzątany dokładnie. Ale ja już tego nie zrobię. Nie dałabym rady.
Co z tego, że umyłam podłogę w kuchni, kiedy Baluś pił wodę z miski, zachlapał cały kąt, wysypał chrupki, które tam rozmiękły, wyszedł na podwórko, pogrzebał w ziemi, a potem brudny wrócił do domu.
Co z tego, że w jadalnym na stole położyłam duży biały obrus, kiedy Farkus wrócił z polowania na myszy i wskoczył sobie na ten stół trochę odpocząć.
Co z tego, że odkurzyłam w salonie, skoro świnka morska trzymana w klatce, tak się kręci, że wszystkie wiórki rozsypują się w promieniu metra.
Baluś rozdrapuje tynk ze ściany w pokoju. Pyłu jest wszędzie pełno.
Mifune i Tofi ostrzą pazurki na sofie, cała już jest pozaciągana.
I podobnych przykładów mogłabym jeszcze kilka wymienić.

Bez sensu.

Fajne te zwierzaki, ale strasznie pracochłonne.
A ja lubię jak efekty mojej pracy utrzymują się dłużej niż przez 10 minut.


Comments

Sprzątanie — No Comments

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *