Melodyjka;-)

Za to, że na snupkowym blogu zasiałam wiochę, dodając muzykę, nazwana zostałam dresiarą.
Zawsze jest przecież opcja blokady dźwięków, której używam, jeśli mnie jakieś łupłup zaskoczy na wuwuwu, więc jak komuś nie pasi, to jeden kilk na czerwony krzyżyk w MIE.
Poleci przez tydzień a potem zmienię. Na Majkela Dżeksona, albo na ciszę:-)

Okulary

Okulary to zdecydowanie najważniejszy przedmiot w moim życiu. Nie sądzę, żebym potrafiła wytrzymać, choć pół dnia bez nich na nosie. Umarłabym prędzej z rozpaczy, że nic nie widzę. Po przebudzeniu od razu je zakładam, a zdejmuję tylko do czytania książek albo przed snem.
Ilekroć na filmach pojawia się scena stłuczenia komuś okularów (celowo, czy przypadkowo) to strasznie ją przeżywam. Zupełnie jakby to mi się przytrafiło.
Obecnie mam trzy pary patrzałków i soczeweczki kontaktowe. Więc nawet gdyby coś się stało z jednymi, to mam zapasowe.

Zdejmowałam okulary i wiedział, że jestem gotowa…

Julian Tuwim
„Pan Hilary”

Biega, krzyczy pan Hilary:
“Gdzie są moje okulary?”
Szuka w spodniach i w surducie,
W prawym bucie, w lewym bucie.
Wszystko w szafach poprzewracał,
Maca szlafrok, palto maca.
“Skandal!-krzyczy. Nie do wiary!
Ktoś mi ukradł okulary!”
Pod kanapą, na kanapie,
Wszędzie szuka, parska, sapie!
Szpera w piecu i w kominie,
W mysiej dziurze i w pianinie.
Już podłogę chce odrywać,
Już milicję zaczął wzywać.
Nagle – zerknął do lusterka…
Nie chce wierzyć… Znowu zerka.
Znalazł! Są! Okazało się,
Że je miał na własnym nosie.

Ubiegła noc

Wczoraj o północy, w powyżej dziesięciostopniowym mrozie, z otwartą buletką czerwonego wina, spacerowałam z Kubą głównymi ulicami starego miasta. A jak się wino skończyło to zalegliśmy w knajpie na baletach do czwartej nad ranem.

Podróże kulinarne

Dzisiejszy wieczór to jeden z najmilszych, jakie spędziłam w Salzburgu.
Około godziny 14stej dowiedziałam się, że w mocartowie przebywa Robert Makłowicz.
Od godziny 17stej z timem produkującym program mieli robić zdjęcia w jednym z moich ulubionych sklepów. Sceneria doskonała na wydanie wielkanocne. Chyba niewiele jest takich miejsc na świecie, które gromadzą tak ogromną ilość pisanek jak sklep na Getreidegasse. Tam właśnie rozstawiono gary i kręcono część świątecznego programu.
Miałam okazję przyglądać się jak powstaje jeden z kilku odcinków poświęconych żarciu w Austrii.
Nie podzielę się wszystkimi przeżyciami z mojego spotkania z Robertem, z Piotrem (reżyserem) i z pozostałą brygadą. Cośniecoś zostawię dla siebie:-)
Ogromnie się cieszę, że ich poznałam, że mogłam poobserwować ich pracę, spędzić z nimi czas przy kolacji.
A wszystko dzięki Oli sopranistce, której śpiewanie też zostało zarejestrowane na taśmie filmowej. To właśnie Ola dała mi znać o kucharzu – bohaterze narodowym:-)
Dla Marka mam autograf o baraninie i jagnięcinie:-)








Zapowiedź

Puk puk, tu ja Marysia Filipinka.
Już za chwileczkę, już za momencik doniosę o niezwykłym wydarzeniu, jakie miało miejsce dzisiejszego wieczoru. Niech no tylko zbiorę myśli do kupy i ochłonę z wrażenia.

Dzisiaj

Wszystkie dzieci uwielbiają śnieg.
To znak, że nie jestem już dzieckiem.

No dobrze. Na dworze taka piękna zima, ale mi się chce już wiosny i lata:-)

Poszłam dzisiaj piechota do Ani, to szybkim krokiem 30 minut drogi. Mroźny spacer.
Obejrzałam z Karlem film, pośmialiśmy się.
W niedalekim sąsiedztwie domu Ani jest biuro Petera. Stawiłam się tam o wyznaczonej porze. I musiałam odczekać niespełna dwie godziny aż ‘przyjechała’ z innego biura praca dla mnie. W KOŃCU ROBIŁAM TO, CO UWIELBIAM ROBIĆ! Ja chyba jestem do tego stworzona. Przygotowywałam materiały do wysyłki. 200 kompletów. 200 kopert, w każdej list, fax zwrotny i dwie broszury. Zajęło mi to około godziny. Kaskę wypłacono mi jednak za cały pobyt w biurze.
W polandzie często imałam się takiej biurowej pracy. Kserowanie, drukowanie, bindowanie, przyklejanie stikersów na koperty, roszady, tworzenie kompletów materiałów do wysyłki, do szkoleń. Niektórzy mówią, że to taka NUDNA praca. Dla mnie ani trochę:-)
Również spacerkiem wróciłam do domu.
Przygotowałam kolację i upiekłam ciasto.
Jestem wspaniała!

Bezpodstawna obawa

„Jak kiedys Sz. P. Marysia vel Filipinka przyjdzie na pomysl skasowanie tego szarego [bloga], to bede sie musial z nudow nauczyc szydelkowac ;-)”

Xszychu nie skasuję, nie bój:-), no chyba, że oba po powrocie do .pl. Hu nołs…
Ależ mnie dzisiaj rozweselasz. Tego mi właśnie trzeba. Dziękuję :-*