Cztery dni do końca roku.
Jakiego roku?
Bardzo dziwnego roku w moim życiu.
Nie lubię Sylwestrów.
Nie mam co świętować, nie bardzo jest mi się z czego cieszyć. Że się kończy jeden głupi rok i zaczyna drugi? To dla mnie bez sensu. Zatem nie zwykłam szaleć w sylwestrowe noce. Ta też będzie należała do spokojnych (mam taką dużą nadzieję).
Coś jednak się zmieniło. I to zdecydowanie na lepsze.
Mimo wielu trudności, mimo smutku i łez, mimo różnych żali i dołów oceniam ten rok jako zdecydowanie najlepszy w ostatniej dziesięciolatce.
Być może po latach chudych nadchodzą dla mnie lata tłuste? Hu nołs?

Lepszy ponieważ:
– w tym roku więcej spędziłam dni w Polsce niż w ubiegłym
– poznałam kilka wspaniałych osób
– nie byłam poważnie chora (pogryzły mnie tylko te paskudne pluskwy, no, ale mogło być przecież o wiele gorzej)
– leciałam samolotem
– sprawiłam sobie Panabogakrecika
– byłam w bliskiej relacji z facetem i mimo że nie przetrwała do dzisiaj to i tak oceniam ten czas jako bardzo bardzo dla mnie ważny i rozwojowy
– spędziłam Boże Narodzenie z Agnieszką
– podjęłam kilka ważnych decyzji
i pewnie jeszcze przez kilka wydarzeń uważam ten rok za całkiem niezły, ale jakoś teraz nie przychodzą mi do głowy. Jak przyjdą to nie omieszkam dodać.


Comments

2004 — No Comments

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *