Dzisiaj msza szczególna. Z udziałem wszystkich dzieci, które w maju będą przystępować do Pierwszej Komunii świętej. Dzieci te stanąwszy na ołtarzu, przedstawiły się z imienia, śpiewały piosenki, inscenizowały dzisiejszą ewangelię.
Jak to z maluchami i ich rodzicami, którzy w dużej części przychodzą do kościoła tylko w sytuacjach najwyższej konieczności, było trochę zamieszania.
Ale msza i tak śliczna.
Tutaj jest taki zwyczaj, że gdy dzieci się prezentują, starsi mogą podjeść do wybranego dziecka i ofiarować mu swoją modlitwę. Taka duchowa adopcja do maja, by modlitwą wspierać maluchy, które mają po raz pierwszy przyjąć Ciało Chrystusa. Czyż nie piękny zwyczaj, by do codziennej modlitwy dołączyć kilka słów za ośmiolatka?
Podeszłam do Nelly, do tej dziewczynki, u której byłam ostatnio na urodzinach. Dostałam od niej laurkę w kształcie domku, a w środku napisane było jej imię, nazwisko i adres.

23 marca, salzburski biskup podpisał certyfikat pozwalający mi rozdawać Komunię św.
Dzisiaj miałam okazję być pomocnikiem księdza, właśnie podczas Komunii.
A potem musiałam wypić z tego dużego kielicha spory łyk wina, bo akurat na mnie padło skończenie tego, co zostało. Omamooooo, dobrze, że się nie zachłysnęłam:-)

Krytyka
Nie jestem rodzicem i być może nie mam prawa się w tej kwestii wypowiadać. Ale się wypowiem.
Zwracam uwagę na to zjawisko już od kilku lat.
Przychodzą rodzice ze swymi pociechami do kościoła, i chwała im za to. Przychodzą, bo są dumni, że ich dziecię, będzie na ołtarzu, zabierać głos. Znaczy się pani od religii, bądź ksiądz dali do domu karteczkę z tekstem i maleństwo uczy się, by powiedzieć kilka zdań do mikrofonu. Rodzice przynoszą do kościoła najwyższej klasy sprzęt. Aparaty, kamery cyfrowe. Czekają na moment, gdy ich pociecha będzie ‘przemawiać’. Muszą to uwiecznić.
Bo ta fotka, bo ten film jest przecież o wiele ważniejszy od tego by poświęcić kilka chwil i nauczyć dziecko znaku krzyża. Chociaż tylko tego. Takiej totalnej podstawy.
Widziałam dzisiaj kilka dzieci, które przyjęły już Pierwszą Komunię, ale nie potrafiły się prawidłowo przeżegnać. Smutne, smutne, smutne.

Pochwała
Nigdy nie zapomnę moich wspólnych wieczornych paciorków z mamą. Klękałyśmy razem przy łóżku i zaczynałyśmy dziecięcą modlitwę od słów: „Do ciebie Boziu rączki podnoszę o zdrowie mamy, taty, ciociów, wujków, babciów, dziadków i proszę także niech mnie od złego na każdym kroku Aniołki strzegą”.
Do kościoła chodziłam, co niedzielę z tatą.
A potem ogromne świadectwo wiary przekazała mi moja babcia (mama taty), gdy u niej przez dwa lata mieszkałam.


Comments

W kościele — No Comments

  1. Co do likwidacji własnych wad, to najlepiej zacząć od 1 a skończyc na 2438572358723784. Wiem, że nigdy nie staniemy sie ideałami, ale nie wolno niczego nie robić, tylko dlatego, że nie można zrobić wszystkiego.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *