Gdy mnie było najwięcej ważyłam 72 kilo. Pamiętacie taką grubą Marysię? Ja pamiętam i niektóre moje ciuszki też. Szczególnie bielizna pamięta moje znacznie większe piersi :-) ciekawe, że moje chudnięcie zawsze zaczyna się od nich :-)

Ważąc 12 kilo mniej, czuję się naprawdę dobrze. Cieszy mnie szczególnie kupowanie ubrań oznaczonych rozmiarem M lub S.
Zastanawiam się jednak nad jednym małym minusem mojego zeszczuplenia. Jest mi ostatnio piekielnie zimno. Tak naprawdę mocno i przez cały czas. I nie jest to takie tam powierzchowne zimno, że mogę się cieplej ubrać, czy nakryć kocem i zaraz moje ciało się rozgrzewa. Nie. Mi jest zimno gdzieś tam w środku. Czy to możliwe, że utrata pewnej ilości tkanki tłuszczowej spowodowała tak duże wychłodzenie mojego organizmu? Dodatkowo nie było w tym roku zbyt wielkich upałów, nie miałam okazji ‘nagrzać się’ słonkiem na zimę, jak w poprzednie lato.
Na noc zakładam piżamę, na to grubą bluzę dresową, na stopy skarpetki, kołdra puchowa, na niej wełniany koc, od strony ściany poukładałam poduszki, żeby troszkę odizolować się od chłodnego muru. Nic. Nadal mi zimno. Budzę się w nocy i spać nie mogę, bo czuję, jakie moje ciało jest chłodne.
Piec zaprogramowany jest tak, że jakoś koło 22giej, kaloryfery przestają grzać. Jeśli siedzę przy komputerze do północy to mój pokój ogrzewany jest tylko przez lampkę stojącą na biurku i zasilacz od laptopa. Pewnie rok temu nie zwracałam na to zupełnie uwagi, ale teraz okropnie marudzę. Wkurza mnie to, że jest mi tak zimno.
Zamiast ciepłego mężczyzny u boku, zasypiam z termoforem. Naprawdę. Chyba jeszcze sama sobie nie wierzę, że przeszukałam łazienkę by znaleźć to gumowe coś, co ma mi dostarczać nocami ciepełka. Napełniam każdego wieczora termofor gorącą wodą, kładę go na brzuchu, a potem przy stopach. Czy mi cieplej? Tylko tyci tyci.
Macie dla mnie jakieś inne propozycje?


Comments

Termofor — No Comments

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *