Ogrodniczki raczej, bo chodzi przecież o mnie:)
Na myśl o tym, że mam spędzić kilka godzin na pracy w ogrodzie, przeciągam jej rozpoczęcie jak tylko długo można. Bo oczywiście nie chce mi się. Ale jak już się do tej pracy zabiorę, jak już rozpocznę, to okazuje się, że mi dobrze. Lubię jesienne i wiosenne ogrodowe porządki. Tych letnich nie, bo polegają one głównie na wyrywaniu chwastów, a na to jestem zbyt leniwa.
W ubiegłym tygodniu wsadziłam cebulki tulipanów. Było ich może ze 200. Co nie znaczy, że tyle tulipanów zakwitnie na wiosnę. Nie każda cebulka obrodzi kwiatkiem, niektóre są na to zbyt młode, muszą przejść kilka bezkwiatowych cyklów. Ale traktuję je tak samo (głównie, dlatego, że nie wiem, które, są, które). Są dwie szkoły, jedna mówi, że po przekwitnięciu tulipana (lub innego cebulastego kwiata) cebula może zostać sobie w ziemi i spokojnie poczekać do następnej wiosny. Ja korzystam z innej szkoły, która to uczy, że w maju wszystkie cebulki wyjmuje się z ziemi i pozwala im odpocząć w chłodnym, suchym, ciemnym miejscu. Zatem wygrzebuję je z ziemi, pozwalam obeschnąć kilka dni na słonku, a potem lądują opisane, z jakiego są klombu, w piwnicy. Czekają na październik. I tak już od 3 lat się tym trudnię. I przy każdym majowym wyjmowaniu ich z ziemi, myślę sobie, czy na jesień będę je znowu wsadzać. Czy jeszcze tu będę? Albo przy wsadzaniu myślę sobie, czy dane mi będzie zobaczyć na wiosnę piękno ich kwiatów? Czy jeszcze tu będę? Cykliczności…
Podcinałam róże.
Zamiatałam i grabiłam liście opadłe z pięknego kanadyjskiego klonu, który rośnie przed domem.
Przesadzałam, rozsadzałam domowe kwiaty do nowych doniczek.
Zebrałam zioła. Obwiązane sznurkiem suszą się teraz ‘dogórynogami’ w komórce. Jak się wysuszą to je pokruszę do kuchennych słoiczków i puszek. W tym roku zebrałam miętę, lubczyk, melisę i oregano.
Zasiałam kminek.
Skopałam warzywną grządkę, na której w tym roku rosła rukola (nie lubię tej gorzkiej sałaty), kalarepa i fasolka szparagowa. Nie jestem feministką, nie lubię przekopywać ogródka, namęczyłam się walcząc z tym austriackim szpadlem. Oni maja jakieś inne ogrodowe łopaty niż te w Polsce, naprawdę u nikogo nie widziałam takich typowych prosto zakończonych. Wszystkie coś ala herb. No nie umiem tego opisać. Nie ważne. Przekopałam i już:-)
W poniedziałek czekają na mnie balkonowe skrzynki z pelargoniami. To też już trzecia jesień, kiedy zabieram te ciężkie doniczki do domu i rozstawiam na wolnych okiennych parapetach. Muszą przeczekać zimę. W lutym podcina się młode pędy, wsadza do wody, a gdy się ukorzenią, wędrują do ziemi. No a w maju razem ze starymi sadzonkami znowu trafiają na balkony. Dwa lata temu posadziłam 72 nowe flance. To był max. Bardzo dużo nauczyłam się o tych kwiatach przez to, że się tutaj nimi zawsze zajmuję.

Przygotowałam do zimy kawałek ogrodu Ani.
Podobno Maryli też chce skorzystać z mojej pomocy. Ma śliczny ogród, w stylu angielskim.

Plusy z takiej pracy są ogromne. To dla mnie naprawdę cudowne móc pracować tak blisko z naturą. Patrzeć jak trawa, kwiaty, krzaczory, drzewa, zmieniają się w ciągu roku. Mnie to bardzo cieszy.
Zdecydowanie mogłabym mieszkać na wsi. I mieć malutki ogródek.
Minusy też są. Gdy zbyt długo przebywam ‘w kuckach’ moje nogi jakoś dziwnie mnie bolą, a przecież to najczęstsza postawa jak się grzebie w ziemi.
No i dłonie. Dłonie po takich ogrodowych imprezach wyglądają paskudnie. Doprowadzam je do ładu przez tydzień.

Szukasz ogrodnika? Oto jestem.


Comments

Z pamiętnika ogrodnika… — No Comments

  1. O…widzę że prowadzisz dwa blogaski:-)Hmmm,że też ci się chce:-P Mi by siem nie chciało:-P

  2. ta. nic nie umiesz i wogle.
    A notki blogowe same sie piszą.
    Kiedyś coś Ci zrobie za niemanie wiary w siebie.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *