Jadę ja wczoraj tramwajem przez centrum Warszawy i oczom swym nie wierzę. Na jednej z wystaw stoi panbukrecik. A obok niego kilkanaście innych małych i większych Krecików. Wysiadam i biegnę do tego sklepu. Szyld mówi: ‘towar z Czech’. Wchodzę do środka i oczywiście nie interesuje mnie, co tam te Czechy wyprodukowały poza Krecikami.
Tak bardzo chciałam kupić je wszystkie. Niekoniecznie dla siebie. Może dla jakiegoś domu dziecka, byleby tylko uwolnić je z tej sklepowej wystawy.
I kubeczki z Krecikami były, takie, jakie dostałam od Maćka.
I plecaczek też był.
I ja jeszcze wrócę do tego sklepu nie raz.

Panbukrecik to ten największy Krecik, którego mam w Salzburgu. Ale co Wam będę tłumaczyć… i tak nie zrozumiecie…


Comments

Kreciki — No Comments

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *