Szkoła letnia

Szkoła letnia rozpoczęta, czuję, że to będzie fajna przygoda. 15 osób, 5 narodowości.

Mam mówić po angielsku i oto okazuje się dzisiaj, że się wysłowić po ludzku nie potrafię, bo pojedyncze wyrazy, zwroty, czy całe zdania wypowiadam po niemiecku.
A Maryli, trenerka, pyta się mnie czy ja mieszkałam kiedyś w kraju anglojęzycznym, że tak dobrze mówię po angielsku.
Nie, no ja mieszkałam kiedyś we Francji, ale tam też głównie po polsku rozmawiałam.

To będzie bardzo pracowity tydzień, ale za to już 15 września przyjadę do Polski i jedno, o czym marzę, to porządnie się wyspać. Bez stresu, że mnie robale będą jeść.

Rachunki

Zarobiłam dzisiaj 10 euro, wydałam chyba 80. No cóż, tak czasem bywa.

Plan dnia

Za chwilę wychodzę do Ani, podlać kwiaty, wyjąć naczynia ze zmywarki, uprzątnąć to, czego nie zdążyłam zrobić przy ostatnim wielkim i długim sprzątaniu jej całego domu.
Na 12stą umówiłam się z Panią Izabelą, że zrobię jej zakupy i pomogę w domowych obowiązkach.
O 15.42 na salzburski Bahnhof przybywa pewna Gruzinka, którą muszę odebrać. Pojedziemy razem do miejsca, w którym wieczorem po kolacji jest rozpoczęcie szkoły letniej.
Może koło 21szej przyjadę do domu, czeka mnie ciąg dalszy prania rzeczy, które przyjechały z Kanady, sortowania tych, które wyschły, część zapewne trzeba będzie wyprasować.
Ponadto muszę doprowadzić do porządku mój pokój i przynieść sobie tu materac.

Dzisiaj noc znowu okropna. Obudziłam się po piątej i zasnąć już nie mogłam. Drapałam się okrutnie, tym razem jednak przez komara, który latał koło mnie i oczywiście smakowała mu moja krew. To zdecydowanie najtrudniejsze dla mnie lato, przez te okropne insekty.