Poszłam sobie w Gdańsku do baru na obiad. Do takiego baru mlecznego, znajomego mi, bo kiedyś tam często jadałam. Kolejka jak zwykle. Bierze się tacę i sunie nią wzdłuż podgrzewanej lady, wybierając to, na co ma się ochotę. Zatem tradycyjnie już zaserwowałam sobie tego dnia ziemniaki, groszek z marchewką i buraczki. Do tego kompot z jakże mocno rozgotowanych truskawek. Wiecie, że truskawki rosną jak się je tak długo gotuje w kompocie. Przybierają rozmiary brzoskwiń, już tu kiedyś chyba o tym pisałam:-)
Pani przy kasie patrzy na wybrany skład dania i oblicza w pamięci ile trzeba zapłacić. Ja za swój wybór zapłaciłam 3.91 PLN. I smakowało mi.

Mam tu mała zagadkę kulinarną.
Dzisiaj na lanczowym stole znalazła się pewna rzecz, wyglądem przypominająca cieniutkie, małe, plasterki łososia. Smakuje jak mydło lub proszek do prania. Jest warzywem, korzeniem w sumie. Drugi raz w życiu dane mi to było jeść, niedawno premierę odbyłam w Warszawie, dzisiaj zakupił to Peter, informując mnie przy tym, że jest to bardzo zdrowe. Wiecie, co mam na myśli?


Comments

3.91,- — No Comments

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *