3.91,-

Poszłam sobie w Gdańsku do baru na obiad. Do takiego baru mlecznego, znajomego mi, bo kiedyś tam często jadałam. Kolejka jak zwykle. Bierze się tacę i sunie nią wzdłuż podgrzewanej lady, wybierając to, na co ma się ochotę. Zatem tradycyjnie już zaserwowałam sobie tego dnia ziemniaki, groszek z marchewką i buraczki. Do tego kompot z jakże mocno rozgotowanych truskawek. Wiecie, że truskawki rosną jak się je tak długo gotuje w kompocie. Przybierają rozmiary brzoskwiń, już tu kiedyś chyba o tym pisałam:-)
Pani przy kasie patrzy na wybrany skład dania i oblicza w pamięci ile trzeba zapłacić. Ja za swój wybór zapłaciłam 3.91 PLN. I smakowało mi.

Mam tu mała zagadkę kulinarną.
Dzisiaj na lanczowym stole znalazła się pewna rzecz, wyglądem przypominająca cieniutkie, małe, plasterki łososia. Smakuje jak mydło lub proszek do prania. Jest warzywem, korzeniem w sumie. Drugi raz w życiu dane mi to było jeść, niedawno premierę odbyłam w Warszawie, dzisiaj zakupił to Peter, informując mnie przy tym, że jest to bardzo zdrowe. Wiecie, co mam na myśli?

I jeszcze…

Zapomniałam napisać, że wyszukałam sobie duże pudełko kredek i blok. Będę rysować.
I że wypiłam dzisiaj kubek pysznej herbaty miętowej ze świeżych listków.
I że cały dzień warczałam, bo jakaś zła ogólnie jestem.
I że dwa dni temu zrobiłam sobie przez net lokatę moich oszczędności.
I że mam swoje miejsce w sieci, co kosztowało 100 złotych i teraz bym chciała naumieć się tam poruszać.

Dzisiaj

Niepojęty ból głowy. Przez cały dzień.

Rozmowa o pracę w Hotelu Goldener Hirsch. Se wyguglajcie, co to za przybytek. Pięć gwiazdek. Pracując tam chodziłabym ubrana w najśliczniejszą sukienusię, jaką dotąd widziałam. Potrzebują mnie a ja ich. Niestety dopiero w poniedziałek się okaże na ile tutejszy urząd pracy jest w stanie wydać zgodę na zatrudnienie obcokrajowa. Bosz, jak ja bym chciała tam pracować.

Spotkałam austriackiego znajomego w autobusie. Się odważyłam zagadać. Bo dotychczas ilekroć go widywałam, odwracałam wzrok, byleby mnie nie zauważył. Oczywiście, dlatego, że nie potrafiłam z nim rozmawiać po niemiecku. A dzisiaj się udało.

Rozkręcam się w tym paskudnym języku. Może mi się uda pokonać barierę?

Swędzące bąble nie schodzą. Pojawiają się za to nowe. Dlaczego? Przecież chcę być już zdrowa.

Zaniepokojona jestem moim dość kiepskim stanem psychofizycznym.
Wysypkę, którą mam od niedzieli na rękach i twarzy, mam chyba też na mózgu.
Kompletnie się znowu zgubiłam i jak zwykle nie wiem, co mam dalej robić.
Chyba napiszę list analogowy do Agi, albo zadzwonię…

Ledwo dzisiaj jechałam na rowerze. Miesiąc przerwy i nie poznaję siebie. Jakaś paranoja mnie ogarnęła, że wszyscy chcą mnie rozjechać. W ogóle nie mogłam się skoncentrować. Żyję chyba tylko dzięki wyrozumiałości i cierpliwości tutejszych kierowców.

Wiesz, Pszczółki Maje już dojrzewają, nacisnęłam kilka i wybuchły…

Co to dalej będzie…?

PeKaPe

Ja już wiem, o co chodzi.
To nie tak, że przedsiębiorstwo jest bankrutem.
Że rząd nie potrafi nic wymyślić, żeby pomóc przy restrukturyzacji.
Że tam jest za dużo, albo za mało pracowników.
Że tabor stary i nie ma kto i za co tego wyremontować.

Już niejednokrotnie pisałam, że lubię podróżować pociągami.
Pamiętam czasy z dzieciństwa, kiedy do pociągu na trasie Gdynia – Lublin ‘wciskano’ mnie przez okno. Zresztą nie tylko dzieci tamtędy wsiadały. Pociąg łapało się w biegu, byle tylko być pierwszym. Za wszelka cenę znaleźć miejsce w osobowym czy pośpiechu.

Wstrząsnęła mną do bólu informacja o bestialskim mordzie na dziewczynie, co to sobie na egzamy do stolicy jechała. Naprawdę jest w tych pociągach bardzo niebezpiecznie. Boję się, ale mimo to jeżdżę. I obserwuję.
Jadę sypialnym do Polski, ale czy da się spać? Tatuś z 7letnim synkiem przesiada się do innego przedziału, bo w nim odnajduje towarzysza do picia. Żeby se jeszcze tylko pili. Drą mordę na cały wagon, operując wiadomo, jakim słownictwem. Synuś patrzy na tatę (jego wzór mężczyzny).Wychodzę i zwracam im uwagę. Nie skutkuje nic a nic. Bez zmian. Rezygnuję z planu odszukania kierownika pociągu, bo czy to by coś pomogło?
Jak to jest, że tak ciężko wysiedzieć te kilka godzin w przedziale bez wlania w siebie kilku litrów piwa? Miałam okazję podczas tego pobytu w kraju, 5 razy przemieszczać się pociągiem dalekobieżnym. Za każdym razem siedziałam w wagonie z kimś pijącym browarek. Szkoda, że na jednej puszcze się nie kończyło.
Roboczo nazwałam to sobie ‘bydło’.
Naprawdę ileżby PKP, rządy, czy zagraniczni inwestorzy nie zrobiliby podwyższając standard podróży, to i tak się nic nie zmieni. Bydło się zawsze uchleje, będzie darło ryja mięsem, rzygało w kiblach, kradło, albo mordowało na urodziny. Smutne…

der Fensterplatz – miejsce przy oknie
der Hauptbahnhof – dworzec główny
der Schaffner – konduktor
der Zug entgleiste – pociąg wykoleił się

Typowy Austriak

Jadę do Polski pociągiem. Mam miejsce w kuszetce. Jestem w przedziale sama. Jeszcze nie chce mi się spać. Wychodzę na korytarz. W przedziale obok też tylko jedna osoba. Mężczyzna. Wychodzi. Gapimy się przez okna na oddalający się wieczorny Wiedeń. Spoglądam od czasu do czasu na tego przystojniaka, on odwzajemnia spojrzenia. Uśmiecha się. No nic, nie będę tak stała przez całą noc, w końcu po to mam ‘łóżko’, żeby trochę pospać. Budzę się przed piątą, do Warszawy już niedaleko. Znowu wychodzę z przedziału, on też już nie śpi. Witamy się niemieckim ‘morgen’ i uśmiechem. Se myślę: ‘typowy, będzie się uśmiechał do mnie przez tydzień, ale nie zagada.’ Pociąg zatrzymuje się na wytęsknionym centralnym. Wysiadamy. Jedziemy tymi samymi schodami ruchomymi na hale główną dworca. Rozglądam się za moim wujkiem, co to miał po mnie przyjechać. Nic mnie już nie interesuje, jestem szczęśliwa, że dojechałam bez przeszkód. Nagle podchodzi do mnie Austriak. A ja mam ochotę mu krzyknąć w twarz ‘jetzt?!?!?!’. Ale się powstrzymuję, bo by i tak nie skumał. Pyta czy na kogoś czekam i czy nie miałabym ochoty pójść z nim na poranną kawę. Oczywiście, że bym miała, ale ten wujek ma się zaraz po mnie zjawić. Zatem wymieniamy uprzejmości, ja go ostrzegam przed złodziejami i się żegnamy. No czemu ten naród tak ma? Takie sztywniactwo. A może byłaby to fajna znajomość, ja miałabym okazję pogadać trochę po niemiecku?
A wujek się zjawił, ale mnie nie znalazł. Musiałam sama na Usynów pojechać metrem. Godzinę niepotrzebnie czekałam, a może ta kawa by mi smakowała?

jetzt – teraz

I gave you all, of my trust…

Bosz, dobrze, że mi nigdy żaden facet nie zaśpiewał takiej piosenki.
Choć pewnie mi się należało.
Odważny sąg.
Bardzo mi się podoba.
Samo życie (ale, nie takie jak w moim idealnym świecie)

EAMON – FUCK IT (I DON’T WANT YOU BACK)

Whoa oh oh
Ooh hooh
No No No

See I don’t, know why, I liked you so much
I gave you all, of my trust
I told you, I loved you, now that’s all down the drain
You put me through pain, I wanna let u know how I feel

Fuck what I said it don’t mean shit now
Fuck the presents might as well throw ’em out
Fuck all those kisses, that didn’t mean jack
Fuck you, you hoe, I don’t want you back

You thought, you could
Keep this shit from me, yeah
You burnt bitch, I heard the story
You played me, ya even gave him head
Now you askin for me back
Ya just another hag, look elsewhere
Cuz you done with me

You questioned, did I care
You could ask anyone, I even said
You were my great one
Now its, all over, but I do admit i’m sad.
It hurts real bad, I cant sweat that, cuz I loved a hoe

Cukierkowo

Swędzące plamy nie zniknęły, pojawiły się nowe. Postanowiłam pójść do lekarza. Za wizytę w szpitalnej poradni chorób skóry, zapłaciłam 154 euro, potem jeszcze 13 euro za leki. Mam polisę pokrywającą koszty leczenia do sumy 10000 euro. Liczę na zwrot wydanej wczoraj kasy.
Diagnoza doktora po wywiadzie i dokładnym obejrzeniu wysypki to: ukąszenie jakiegoś insekta. Ale nie wiadomo jakiego. Lekarz zaczął gdybać, a ja oczywiście nie znam niemieckich nazw tych wszystkich małych stworzonek. Zresztą czy to ważne? Ja bym tylko chciała wyzdrowieć i żeby mnie już tak bardzo nie swędziało.
Ja i tak mam swoją teorię na te moje plamy. Nie napiszę jej tu jednak, bo raczej mało kto by w to uwierzył.
W ‘Ogólnych warunkach ubezpieczenia’ napisano tak: „Ubezpieczamy koszty leczenia Ubezpieczonego, który przebywając za granicą musiał bezzwłocznie poddać się leczeniu w związku z nagłym zachorowaniem lub nieszczęśliwym wypadkiem”.
Ja się musiałam bezzwłocznie poddać leczeniu, czyli nie pisać mi tu, że mi nikt tej kasy nie odda!

die Versicherung – ubezpieczenie

Zguba…

… się odnalazła. Już wczoraj mimo zamkniętego biura rzeczy znalezionych, odzyskałam żółtą torbę, pozostawioną sobotniej nocy w trolejbusie nr 3. Radość przeogromna.
Uczciwość Austriaków jest z pewnością godna blogowej notki.
Musiało być tak, że zapomniałam owej siatki, przesiadając się w pośpiechu z jednego trajtka na drugi. Zapewne jakiś pasażer zauważywszy rzecz bez właściciela oddał ją w ręce kierowcy, a ten po skończeniu pracy odstawił to do biura przy zajezdni.
Pan wydający takie zguby, okazał się niezwykle uprzejmy, gdyż oddał siateczkę już w niedzielę.
Co w niej było?
Śliczny prezent urodzinowy od Maćka, jakieś moje papiery mniej istotne, bułka z podróży i Krecik w czapeczce.
Takie przygody uczą uczciwości. Przekonałam się, że warto oddawać zguby, bo nigdy nie wiadomo jak ktoś, kto je utracił, może być do nich przywiązany.
Dla jednych bezwartościowy przedmiot, dla innych sentyment, uczucia, wspomnienia aż po śmierć.
Jaka jest szansa by odzyskać coś, co się pozostawiło w autobusie, czy pociągu w Polsce?

verlieren – zgubić
zurückgewinnen – odzyskać