Ech. Jedna wielka bezsilność.
Smutno mi przeogromnie.
Znowu zabrakło mi energii do mocowania się z życiem.
Wstałam rano i już wiedziałam, że na moim barometrze życia wskazówka przesunęła się na sam dół. Nawet nie znalazłam siły by pojechać na uniwerek rowerem, wsiadłam w autobus, który zawiózł mnie do miasta.
Czekając na drugi autobus weszłam do Tchibo (ewenti Eduscho). Bardzo lubię gapić się na towar w tych sklepach. Zawsze wszystko co tam jest ‘by mi się przydało’.
Z zajęć niemieckiego pamiętam jedno zdanie. Uczymy się o trybie przypuszczającym. Ech, jedno wielkie gówno! Szkoda, że bardziej tego nie skomplikowali.
‘Wenn ich Kind wäre, könnte ich leicht Deutsch lernen’. No właśnie, ja już dzieckiem nie jestem i pewnie dlatego tak mi trudno.

Zastanawiam się gdzie jest koniec świata, bo mam ochotę tam pojechać na zawsze.
Żeby mi dano święty spokój. Dzisiaj rano znowu dał mi wykład, że się izoluję, że nie rozmawiam, że powinnam nawiązywać z nim relacje, jak najwięcej się komunikować. Kurwa! Jeśli ja nie potrafię przekazać tego co chcę w obcym języku to co mi pozostaje? Siedzę cicho. Zresztą tak naprawdę jestem zmęczona tym „du musst” – jakbym ciągle była pod jakąś presją. I to nieustanne austriackie planowanie. Oni wszystko muszą mieć zaplanowane. Wszystko. Chyba nawet nie srają bez planu. Ech…

Zła jestem na siebie, za to, że się tak od kompa i netu uzależniłam. Okropność. Wyjazd do Polski będzie dobrym odwykiem od zalegania przed monitorem. Laptop jedzie ze mną, no ale karta bezprzewodowa netu od familii nie ściągnie :-)

Ciekawe, że w tym kraju jest tyle samobójstw. Czego tym Austriakom brakuje, przed czym uciekają w śmierć?

Dostałam mejla od kuzynki. Ślicznego pieska sobie kupili. Zdecydowanie wolę koty (jak płaczę, to Farkus zawsze do mnie przychodzi – jak on to wyczuwa?), ale za dwa tygodnie i tak będę szaleć z tym ślicznym terierkiem.

Chyba powinnam zorganizować akcję charytatywną. Cały dochód z niej osiągnięty przeznaczyłabym właśnie na siebie. Potrzebuję bagatela stu tysięcy złotych. Czy to dużo?

Doniesiono mi, że przeciętny Europejczyk zarabia w 3 miesiące tyle ile Polak w rok. Ech… A ja się wciąż zastanawiam co robić.


Comments

Dół — No Comments

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *