Powinnam się chyba zapoznać z ogólną, ale fachową filozofią feminizmu, żeby się tutaj o tym wymądrzać. Ale mi się nie chce grzebać w necie i szukać kto to zaczął i po co. Oczywiście zacznę od pochwał. Cieszę się, że żyję w czasach gdy kobiety mogą się uczyć na równi z mężczyznami, mają prawo głosu, że mogą chodzić swobodnie do pracy, potrafią utrzymać się same i niejednokrotnie utrzymywać swoje rodziny. To wszystko stało się zapewne przez kilka odważnych kobiet, które potrafiły zawalczyć o swoje i się im udało. Chwała im za to! Obecnie niestety, spotykam w swoim życiu kobiety, które uważają się za feministki, a ja nie wyrabiam ich towarzystwa. Wygadują jakieś farmazony o równouprawnieniu, o tym, że kobieta jest w stanie zrobić sama wszystko i niech od razu się uczy być samowystarczalną. Według nich kobieta powinna umieć sama zbudować dom, naprawić samochód, dźwigać ciężary wszechczasów i nigdy-przenigdy nie liczyć na mężczyzn. Bosz! Jak mi ich żal. Odcięte od swojej kobiecości, na każdym kroku podkreślające, że świetnie sobie dają radę bez facetów. Ciekawe czy nie jest im w życiu smutno?
Nie lubię ich. Nie lubię gdy są moimi przełożonymi i każą wykonywać typowo męskie czynności, podkreślając normalność tego faktu.
Jeśli feminizm jest dążeniem do partnerstwa między kobietą i mężczyzną to OK. Jeśli jednak ma na celu pokazanie, że kobiecie facet jest do niczego nie potrzebny, bo i tak potrafi zadbać o WSZYSTKO sama, to…. nie dziwi mnie fakt coraz liczniejszego grona maminsynków i facetów, którzy naprawdę myślą, że ich kobieta sama wszystko załatwi, za nich też. Koło się zamyka. Wiem, nic tu nie odkryłam. Po prostu chciałam to sobie zapisać.

die Gleichberechtigung – równouprawnienie
die Partnerschaft- partnerstwo
die Diskriminierung – dyskryminacja
die Hilflosigkeit – bezradność


Comments

Nie lubię feministek — No Comments

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *