Praca

Marzy mi się praca w wyuczonym zawodzie. Niby dwa takie mam. Po maturze skończyłam dwuletnią szkołę ekonomiczną no i mam dyplom technika ekonomisty o specjalności ekonomika i organizacja przedsiębiorstw. Dyplom nie raz mi się już przydał, w CV fajnie wygląda, ale pracować jako sekretareczka to raczej nie chcę. Ukończenie drugiej szkoły dało mi możliwość wykonywania zawodu pracownika socjalnego. I właśnie to jest to, co w życiu najbardziej chciałabym robić. Praca z ludźmi w charakterze pomagacza w domach dziecka, hospicjach, urzędach pracy, ośrodkach odwykowych.

Jest jednak coś, co może Was zdziwić albo rozśmieszyć, ale gdzieś tam w głębi to mam ogromną zachciankę zostać listonoszem. Naprawdę. Prawie każdego dnia, mówię tutejszemu listonoszowi ‘morgen’ i się zastanawiam czy on lubi swoja pracę. Jeździ rowerkiem ze specjalnymi pudłami na listy i gazetowe reklamy. Przekłada tony korespondencji i dostarcza ją do adresatów. Najgorsza pewnie jest zima, zmuszony jest rower zamienić na samochód.
A jeśli nie roznosić to może chociaż sortować? Na takiej wielkiej sali rozdzielać przesyłki, odczytywać kody, miasta, ulice i odkładać w specjalne przegródki. Mam fantazję…

der Briefträger – listonosz
der Sozialarbeiter – pracownik socjalny
das Sozialamt – urząd socjalny

Dzisiaj…

Austria kraj katolicki, świąt kościelnych w kalendarzu mnóstwo. Dzisiaj np. dzień niepracujący bo są Zielone Świątki. Korduś z tej okazji ma cały tydzień w gimnazjum wolny. Moi pracodawcy na wycieczce w Afryce, zostałam z Emilka i Kordianem. Mieliśmy iść dzisiaj do ZOO, ale pogoda zmienna, wybraliśmy się więc do ‘Haus der Natur’. Świetne muzeum, szkoda, że nie po polsku. Zatrzymałam się na dłużej przy specjalnej wystawie o Salzachu (rzeka co to płynie przez Salzburg). Obejrzałam krótki film o powodziach, które nawiedziły Salzburg w 1987 i w 2002 roku. Tą drugą dobrze pamiętam, opiekowałam się w tamte wakacje domem pracodawców. Nie była tak groźna jak w Pradze czy Dreźnie, no ale spustoszenia też trochę wywołała.
A na innym piętrze były wagi. Takie specjalne wagi, które podają ciężar ciała na poszczególnych planetach. Zapisałam sobie, że na Księżycu ważyłabym 8.20 kg, na Merkurym 23.85kg, na Wenus 55.5 kg, na Słońcu 1780 kg, na Marsie 23.80 kg, na Plutonie 2.5 kg. Fajne te wagi.

das Pfingsten – Zielone Świątki
das Hochwasser – powódź
der Fluss – rzeka

Zazdroszczę!

Zazdroszczę ludziom łatwiejszego życia niż moje.
Zazdroszczę ludziom odwagi.
Zazdroszczę ludziom ich zdolności.
Ale nigdy nie złorzeczę. Ani trochę nie chciałabym im tego odebrać dla siebie.
Ale jest coś co budzi we mnie zazdrość i złość jednocześnie. I tu nie potrafię powstrzymać się od złych myśli i słów. Zazdroszczę studentom, że studiują. Zazdroszczę magistrom, że mają magistra, doktorom, że się doktoryzowali. Kurwa! Dlaczego mi nie dane było studiować? Tak bardzo chciałam. Co rusz jakiś mój znajomy kończy studia, broni się, zdobywa tytuł. A ja mogę im tylko pogratulować. Czemu się tak stało, że nie dostałam się na studia, czemu się tak stało, że musiałam pójść do pracy? Że nie miałam domku, w którym tatuś i mamusia zrobiliby wszystko by wykształcić swoje dziecię? Naprawdę zazdroszczę tym, którzy do ukończenia studiów są sponsorowani przez rodzinkę. Szkoda, że mnie to nie spotkało…
Skończyłam szkołę, która nauczyła mnie milion razy więcej niż niejeden Uniwerek. Wiem, że jestem znakomicie przygotowana do zawodu. Odbyłam wiele praktyk, bo to się najbardziej liczyło w moim studium. Tyle, że nie mam tych pieprzonych trzech literek przed nazwiskiem i wprawia mnie to już w kompleksy. Zwłaszcza gdy pomagam przyszłym magistrom w pisaniu ich dyplomówek. Mieszkałam w internacie ze studentkami psychologii i pedagogiki. Przychodziły do mnie pożyczać książki i pytać o jakieś tam zagadnienia. Pomagałam. Dzisiaj one mają wyższe wykształcenie a ja…?
Mogłabym po wakacjach wrócić do kraju i rozpocząć naukę w szkole moich marzeń.
7 tysięcy złotych za rok. Wydałabym całe oszczędności…
Zazdroszczę tym wszystkim, którzy po maturze nie musieli iść do pracy by się utrzymać, tym wszystkim, którzy dostali się na studia i teraz je kończą.

Szukam sponsora…

das Studentenleben geniessen – cieszyć się życiem studenckim
das Studium abschliessen – skończyć studia

Czy ja już pisałam, że…

bardzo lubię jak moje notki są komentowane? Dziękuję tym, którzy klikają na skomentuj i się wpisują. A tych, którzy czytają ale jakoś im się nie chce zostawiać po sobie śladu, serdecznie do tego zachęcam.

der Drucker – drukarka
kommentieren – komentować

Nazbierało się…

Można odpowiadać na komentarze w komentarzach, powstaje wtedy dialog między autorem notki a komentującymi. I wtedy czytając inne blogi sobie myślę „ooooooomamoooooooo ależ tam jest komentarzy”, potem klik, klik i się okazuje, że jedna trzecia to odpowiedzi autora. Zatem, żeby nie doszło do takich złudzeń dzisiaj na moim blogu, w oddzielnej notce zamieszczę wyjaśnienia i odpowiedzi na ostatnio umieszczane pytanka.

1. Siulka poprosiła o tłumaczenie mejlów od nauczyciela. No to tak szybciorem w skrótach:
mejl pierwszy: „Twój przyjaciel poprosił mnie dzisiaj o materiały z piątku. Nie miałem ich przy sobie, zatem przesyłam tą drogą. Właściwie to jest tylko jedna kartka z ćwiczeniami o przymiotnikach. Ponadto w klasie mieliśmy (robiliśmy) ustne ćwiczenia o czasach i różnych łączniki (ponieważ, albowiem, chyba że, dlatego itd.). Do jutra H.B”
mejl drugi: „Dzisiaj sprawdzaliśmy prace domową z ostatniego razu. Przesyłam tobie rozwiązania z kartki nr 36. Następnie ćwiczyliśmy zdania okolicznikowe celu i zdania z bezokolicznikiem. Potem czytaliśmy teksty z książki. Zadanie na środę (we wtorek nie ma wykładu) to A4, A5 str. 57. Rozdałem listę z konstrukcją czasownika z przyimkiem. Powinna pani ja przeczytać, znaczenia niezrozumiałych odnaleźć w słowniku i możliwie jak najwięcej się nauczyć. Życzę miłego przedłużonego łikendu. Serdecznie życzenia H.B”

2. Asia pyta czemu niemiecki na uniwerku jest taki tani. W sumie to kompletnie nie wiem. W ubiegłym roku chodziłam do innej szkoły i tam semestr zajęć kosztował 233 euro. Podobno Polska jako jeden z krajów nieunijnych (do maja oczywiście) miał podpisane z Austrią jakieś umowy, które naszym studentom dawały właśnie takie prawo. Bo to nie tylko z niemieckim tak jest, na każdym innym wydziale obowiązuje ta sama kwota. Niestety z chwilą wejścia polandu do UE zostaliśmy włączeni do innego cennika, w którym semestr nauki na wyższej uczelni tutaj kosztuje ok. 370 €.

3. Kieszenia pyta czy przywiozłam towarzyszkę dla Krecika. Najwierniejszą jego towarzyszka jestem ja :-) poza tym w Niemczech jedyne co spotkałam o Kreciku to filmy na DVD. Ale za to jadłam przepyszne czereśnie od niemieckich bałerów, pierwsze w tym roku.

4. Fakt, nie mam tylnego światełka w rowerze, zresztą przednie też nie działa. Istotnie spotkać tu można policjantów wypisujących mandaty za to, że się jedzie bez kasku czy nie ma się prawidłowo oświetlonego rowerku. Ale ja nocami śpię a nie roweruję ;-)

blühen – kwitnąć
erklären – wyjaśniać
die Übersetzung – tłumaczenie

.de

Wróciłam z Niemiec. Brzmi może poważnie, ale tak naprawdę Niemcy są już 15 minut od domu, w którym mieszkam. Monachium oddalone jest od Salzburga pewnie z godzinkę. Ani trochę nie czuje się w takiej wycieczce „wyprawy za granicę”. Język ten sam (no dialekt troszki inszy), waluta też, nawet o paszport nie trzeba się martwić.
Dumnie brzmiąca nazwa Spielzeugmuseum to zaledwie trzy maleńkie pomieszczenia z zabawkami sprzed 100 lat. Ale i tak fajnie się było na nie pogapić. Kiedyś tatuś przywiózł dziecku misia z podróży i potem to dziecię miało pamiątkową fotkę z nowym przyjacielem. Teraz się dzieciom daje gejmboje i laptopy. Takie czasy…
Wyprawa ta odbyła się głównie dzięki ofercie DB* jaką jest Bayern-Ticket. Za cenę 25 €, można się przemieszczać dowoli po całej Bawarii maxymalnie 5cio osobową grupą. Czyli mnie taki wypadzik do Monachium kosztował w dwie strony zaledwie 5 €.
*DB – die Bahn albo Deutsche Bahn sama nie wiem dokładnie, ale jest to taki niemiecki PeKaP

… i jeszcze coś. Nauczyłam się za młodu mówić na Niemcy ‘Rajch’ (Reich). Wygodniej w języku potocznym było mi używać tego słowa. Zresztą tak mówili również znajomi. A potem mnie ktoś za to skarcił i powiedział, że to okropne. Że coś tam z Rzeszą, że coś tam z Hitlerem. Przestałam, choć czasem się wymyka…

die Müdigkeit – zmęczenie
besichtigen – zwiedzać
das Spielzeugmuseum – muzeum zabawek

Sobotni poranek

Za godzinę wyruszam do Monachium poszwędać się po centrum. Cel główny to wizyta w muzeum zabawek. A potem to pewnie sklepy, ale raczej nie mam wielu eurosów na takie tam wydawanie. Krecik trochę mojego budżetu pochłonął.
Po wczorajszych ulewiskach, dzisiaj niebo bezchmurne i na nim słońce.
W galerii na blogu u-filipinki jest 12 nowych zdjęć, jakby ktoś chciał sobie popatrzeć.
Niech no tylko znajdę ja sobie w sieci jakieś miejsce, to zdjęcia będą też na bliźniaczym blogu :-) Oczywiście najpierw będę musiała się nauczyć je tam ‘wkładać’ i potem linkować na snupkowej wuwuwu.

die Fotos – zdjęcia
anprobieren – przymierzać

Herr Hannes Baumgartner – mój nauczyciel niemieckiego

O moim niezwykłym nauczycielu niemieckiego, napisałam już zdań kilka dnia 25 listopada 2003. Jeśli ktoś ma ochotę zajrzeć do archiwum i odszukać tą notkę to zapraszam na bloga u-filipinki. Powtarzać mojej gloryfikacji tego człowieka raczej nie będę. Zobaczcie jednak dlaczego ja się nim tak zachwycam.
Uczę się niemieckiego na Uniwersytecie w Salzburgu, wykłady są trzy razy w tygodniu, laborki raz .
W tym semestrze na 27 zajęć nie byłam obecna na dwóch.
Wystarczyło w dniu nieobecności, na adres imejlowy nauczyciela, wysłać zapytanie o treści zadania domowego i oto co Herr Baumgaartner odpisuje, załączając w łordzie ćwiczenia:

mejl pierwszy:
Hallo Maria,
Ihr Freund hat mich heute um das Arbeitsmaterial vom Freitag gebeten. Da
ich es nicht dabei hatte, schicke ich es Ihnen auf diesem Weg. Es ist
eigentlich nur ein Blatt mit einer Übung zum Adjektiv. Außerdem haben
wir in der Klasse mündliche Übungen zu den Perfekt / Präteritum /
Plusquamperfekt und zu den verschiedenen Konjunktionen (weil, denn,
deshalb usw.) gemacht.
Bis morgen, herzliche Grüße
Hannes Baumgartner

mejl drugi:
Hallo Maria,
wir haben heute die Hausaufgabe vom letzten Mal korrigiert. Ich schicke
Ihnen die Lösungen von Blatt 36. Außerdem haben wir eine Übung zu
Finalsatz und Infinitivsatz gemacht (Infinitiv + “zu” mit oder ohne
“um”). Dann haben wir die Texte im Kursbuch S. 56 gelesen.
Aufgabe für Mittwoch (Dienstag ist kein Unterricht): Kursbuch S. 57/A4,
A5.
Außerdem habe ich eine Liste von Verben mit Präpositionen ausgegeben
(Blatt 37/38). Sie sollten sich diese Liste durchlesen, unbekannte
Verben im Wörterbuch suchen und möglichst viele davon lernen.
Ich wünsche Ihnen auch ein schönes verlängertes Wochenende.
Herzliche Grüße
Hannes Baumgartner

Fruwam z radości jak natykam się na taki profesjonalizm. Tylko pozazdrościć ogromnego szacunku do uczniów i swojej pracy. Ten człowiek jest dla mnie Mistrzem, nigdy dotąd nie spotkałam takiego pedagoga. Jeśli kiedykolwiek będę pracować z ludźmi w charakterze nauczyciela czy trenera Hannes Baumgartner będzie moim wzorem!
Mam ogromną ochotę przywieźć mu z Polski jakiś prezent, bardzo jestem mu wdzięczna za to co robi. Notabene kurs semestralny niemieckiego kosztuje 15 €.

pflichtig – obowiązkowy
vorbildlich – wzorowy

W moim idealnym świecie…

Startowa strona w mojej przeglądarce to portal Gazety Wyborczej. Tak żeby chociaż troszkę wiedzieć co się w tym świecie dzieje. Złym świecie.
Kiedyś napisałam, że w moim idealnym świecie nie ma wojen. Nie ma wojska. Nie ma potrzeby produkcji broni.
Dzisiaj pierwszy artykuł mówi o tym co Rosjanie robili z Czeczenami w więzieniach. Któryś następny donosi o tym, jak jedna z polskich firm przegrała przetarg na dostawę broni dla irackiego wojska. Dalej artykuły kontynuujące temat znęcania się nad więźniami irackimi, przez wojska amerykańskie.
Was to nie rusza?
Potraficie te reportaże czytać ze spokojem?
Przyjmować jak informację o pogodzie czy sporcie?
Ja na miejscu tego faceta od firmy, która przegrała przetarg, leżałabym krzyżem przez tydzień w kościele i Bogu dziękowała, że z broni, którą wyprodukowałam, nie zginą kolejni ludzie!
A potem drugi tydzień pokutowałabym, że w ogóle wpadłam na pomysł bycia prezesem tak obrzydliwej ideologicznie firmy.
Swoją drogą ciekawe jak się czuje rodzina takiego gościa co to wiadomo, że kasę swą zawdzięcza produkcji i handlem bronią. Pewnie nic nie czują. Pływają w forsie i srają na to co się dzieje na świecie. Aby tylko następny kontrakt był podpisany.
Czy to jest tak, że gdy oni słyszą w wiadomościach informację o jakimś zbrojnym konflikcie to zacierają dłonie, bo jest szansa na zbyt ich produktów?

Zatem błogosławieni piekarze, którzy zacierają dłonie gdy rodzi się kolejny człowiek, zjadacz chleba. Po stokroć wolałabym być piekarzem, niż prezesem firmy produkującej czołgi. A Wy?

der Bäcker – piekarz
der Panzer, Tank – czołg

Jedno życie, a spraw tyle…

BALLADA TAKSÓWKARSKA
Przemysław Gintrowski z serialu “Zmiennicy”

Jedno życie, a spraw tyle – ugryźć sam nie jesteś w stanie
Któż zastąpi cię na chwilę, solidarnie da ci zmianę?
Zmniejszy trosk tych utarg dzienny lekko, łatwo i przyjemnie?
Zaufania godny zmiennik, i na odwrót i wzajemnie
Świat się kręci, czas nie stoi, czas ucieka
Pędzi życie, nie ma lekko, dobrze wiem
A w słuchawce: radio taxi, proszę czekać
Poczekamy, przeczekamy, dojedziemy
Rzecz nazwawszy po imieniu – wszystko swój posiada cennik
Nie podołasz zamówieniu, to załatwi je twój zmiennik
Prawidłowy luz ma człowiek, choć doń części brak zamiennych
Twoje koło zapasowe to kochany, wierny zmiennik
Te zakręty, skrzyżowania dobrze znamy
Pamiętamy, szanujemy swe wspomnienia
Radio taxi, proszę czekać – zaczekamy
W atmosferze wzajemnego zrozumienia
Jak na koła samochodu, nawijamy życia wstęgę
Gaz do dechy i do przodu, ze zmiennikiem ręka w rękę
Serpentyny i pobocza wyczuwamy
Raz na ziemi, raz pod ziemią drogi kręte
Radio taxi, proszę czekać – zaczekamy
Coś być musi, coś być musi, do cholery, za zakrętem!

der Verlierer – przegrany
die Niederlage – klęska