Moje imię przyniósł mi kalendarz. Urodziłam się w jedno z ważniejszych świąt PRLu – Święto Odrodzenia Polski. 22-go lipca w całej Polsce wisiały flagi, a ja byłam pewna, jako mała dziewczynka, że to z okazji moich urodzin. Zatem dano mi na chrzcie prześliczne imię Maria i przy okazji drugie Magdalena.
O długim dość epizodzie Marleny w moim życiu wiedzą już tylko nieliczni i niech tak pozostanie. Na bierzmowaniu przyjęłam imię patronki św. Anny.
Lubię swoje imię i każdą jego formę. Słyszę je kierowane do mnie w zdrobnieniach i zgrubieniach. Przeróżnie: Marysia, Maryś, Maryśka, Marycha, Marianna; w formach obcojęzycznych Marii, Marija, Mary, Marion; w ciociowych przeinaczeniach Marynia, Mania. Wreszcie od niedawna stosowany totalny skrót eM, który ergonomiczny w sieci i tak jest dla mnie słodziutki.
To, czego wyraźnie nie lubię to Maryla i Mariola. Oba te imiona nie podobają mi się.
W Internecie przyjęłam Filipinkę jako nick – login.
A w życiu? Stanowczo protestuję, gdy mówi się na mnie żabciu, kotku, rybko. Bardzo lubię swoje imię i chyba każdy może sobie wybrać jakąś jego odmianę.
A jeśli już nie może? No mam tu taki malutki zestawik, który na pewno mnie nie obrazi, wręcz przeciwnie miło mi, gdy się tak do mnie zwraca. Może być słonko, słońce, słoneczko, może być mycha (skrót od Marycha), może być pysia, filipina czy filipa.
Osobiście lubię zwracać się do moich przyjaciół, znajomych, po imieniu. No chyba, że mają swój pseudonim, lubią go, czy bardzo się z nim identyfikują.
Nigdy nie należałam do tych, co wymyślali pseudonimy dla innych i przezywali.
Nienawidziłam przezwiska banan, od mojego nazwiska. Na szczęście ten etapik szybko minął.

der Name – imię
der Deckname – pseudonim


Comments

Maria — No Comments

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *