Dodatek

Zapomniałam napisać, że taką zupkę podajemy z groszkiem ptysiowym lub groszkiem zielonym. Ten drugi tworzy z pomarańczową zupą piękne irlandzkie połączenie kolorów ;-)

orange – pomarańczowy
grün – zielony

Kolacja

Pierwsze danie dzisiejszej kolacji to zupa dyniowa. Ta zupa jest z rodziny kremowanych, czyli każde warzywko w niej jest zmiksowane na papkę. Ma kolor pomarańczowy, bo jej głównym składnikiem jest oczywiście dynia. Polecam ją szczególnie w sezonie dyniowym, czyli od października do grudnia. Sprytna Marysia mrozi sobie dynię w porcjach i taką zupę może ugotować przez cały rok.
Zatem przepis na zupę dyniową:
kilogram dyni, więcej lub mniej – nie szkodzi
cebula podsmażona na maśle
4 pomidory
4 ziemniaki
przyprawy, ze szczególnym naciskiem na gałkę muszkatołową
Dynię obieramy ze skóry (odkrajmy). Pozbywamy się też miąższu z pestkami. Kroimy w kostki, wrzucamy do garnka i w niewielkiej ilości wody gotujemy do całkowitego rozmiękczenia. Dodajemy, cebulę, pokrojone ziemniaki i pomidory i również pod przykryciem doprowadzamy do tego by warzywka jak najbardziej rozmiękły. Gdy już składniki w garnku są miękkie, miksujemy całość na krem. Jeśli zupa jest zbyt gęsta możemy dodać mleka lub wody. Pamiętając, że konsystencja nie może być zbyt wodnista, bo zupa straci swój kremowy charakter i piękny pomarańczowy kolor. Na końcu naszego gotowania przyprawiamy zupkę do smaku, solą, pieprzem, przyprawami do zup i dodajemy świeżo startego muszkatu. Ta właśnie przyprawa jest rewelacyjnie dopasowana do dyni. Smacznego!

die Suppe – zupa
der Kürbis – dynia

Środa popielcowa

Oto rozpoczął się dzisiaj post. Postanowiłam, jak co roku przez 40 dni nie jeść słodyczy. To jest dla mnie naprawdę potworne wyrzeczenie, bo jestem zdeklarowaną słodyczoholiczką. Kocham słodycze!
Nabożeństwo w kościele było krótkie, ale w odpowiedniej do dzisiejszego dnia atmosferze.
Proboszcz tutejszej parafii zgodził się bym wzięła udział w kursie przygotowującym do posługi na ołtarzu. Będę mogła rozdawać podczas mszy komunię świętą. Ależ to dla mnie wyróżnienie, tak bardzo mnie ten fakt raduje, zwłaszcza, że w Polsce nie byłoby to chyba w ogóle możliwie. Jak niewiele w naszym kraju jest kościołów, w których ministrują dziewczynki, a tu? Tu znakomitą większość ministrantów stanowią właśnie one.
I jeszcze coś, to, że chcę i będę mogła rozdawać komunię, nie oznacza, że wybieram się do zakonu / klasztoru jasne?!

die Fastenzeit – post
die Abschwörung – wyrzeczenie się
der Ascher Mittwoch – środa popielcowa

Poniedziałkowy poranek

Weszłam na pewnego bloga z rewizytą. Poczytałam notki, zostawiłam swój ślad w księdze gości i kliknęłam na jednego z podanych tam linków. Otworzyła się całkiem ciekawa stronka o Warszawie. Tej przedwojennej. Oj jak mi się tęskni do tego miasta. Tyle ludzi przed nim ucieka, nie lubi naszej stolicy, ale ileż to osób wyjeżdża ze swoich rodzinnych miejscowości, aby właśnie w niej znaleźć pracę. Ja chciałabym pomieszkać trochę w Warszawie. Gdyby to była ta przedwojenna Warszawa jak na zdjęciach ze strony www.warszawa.przedwojenna.prv.pl myślę, że mogłabym przeżyć w niej całe życie.
Ja się chyba urodziłam nie w tych czasach. Ciekawe, czemu tamte odległe lata, wydają się mi być przyjaźniejsze niż te obecne?
Zadzwonił do mnie skajpem Marcin. Przegadaliśmy prawie godzinę. Ten program to świetny wynalazek, jeśli tylko każda ze stron ma odpowiednio skonfigurowane głośniki i mikrofoniki. Wtedy wszystko gra i jakość rozmowy jest taka jak przez telefon. A tepsa cierpi, hehe. Luźny poranek dobiega końca, czas zabrać się do pracy.

das Gespräch – rozmowa
die Memoiren – wspomnienia

Mam prawo

Mam prawo być smutną
Mam prawo chcieć by ktoś się mną zaopiekował
Mam prawo oczekiwać by ktoś się mną zaopiekował
Mam prawo być słaba
Mam prawo się mylić
Mam prawo się poddawać
Mam prawo nic nie robić
Mam prawo do bezradności

Z wszystkimi lękami zgromadzonymi we mnie muszę się zmierzyć. Mam prawo się bać, a nie uciekać przed tym. Nie muszę zawsze starać się być silną, zorganizowaną, odpowiedzialną, radzącą sobie ze wszystkim. NIE! Mogę być małą Marysią, która potrzebuje pomocy. Mogę jej szukać, prosić, oczekiwać. Jeśli tam w środku zaopiekuję się swoim wewnętrznym dzieckiem, jeśli je przytulę, pogłaskam, wtedy zmieni się to na zewnątrz. Wtedy przestanę chorować. Mój organizm okazuje się być mądrzejszy ode mnie. Katar i kaszel ciągnący się już od dłuższego czasu to tylko psychosomatyczny objaw tego, że potrzebuję opieki. Że czekam na kogoś, dla kogo będę ważna, kto będzie o mnie dbał, kto zaakceptuje moją naturalną kobiecą słabość.
To, że tylu rzeczy się boję jest ok. Tylko ten lęk trzeba oswajać, nauczyć się z nim żyć, a nie wiecznie przed nim uciekać, zwalczać i samego siebie oszukiwać.

das Not – potrzeba
die Schwachheit – słabość

Mistrz

Rozmawiałam dzisiaj z moim Mistrzem przez telefon. Poleciały mi łezki. Bardzo żałuję, że musimy mieszkać tak daleko od siebie. Każdego dnia odczuwam tęsknotę za spotkaniem, za wysłuchaniem, za poradami, za wglądem w siebie. Mam nadzieję, że to się zmieni, że kiedyś dane mi będzie mieszkać bliżej mojego Mistrza. Żeby nie musieć płakać z tęsknoty i niemocy bycia koło Niego.
Dziękuję Bogu, że spotkałam Agnieszkę na swojej drodze odpowiednio wcześnie. Nie osiągnęłabym tego wszystkiego, co mam, bez Jej wsparcia. To najwspanialsza kobieta, jaką znam. Znamy się od 10 lat i chyba nikt nie wie o mnie tyle, co Ona. I pomaga, pomaga, pomaga…

die Unterstützung – wsparcie
hören – słuchać

Po co ten blog?

Zastanawiam się, po co ja to wszystko tutaj piszę? I tak naprawdę, dla kogo?
Są dni, kiedy wiem, co chcę napisać, czym się podzielić. Mam nawet specjalny zeszyt, w którym wpisuję swoje hasełka do notek, które chciałabym kiedyś napisać.
Do niedawna pisałam pamiętniki i listy. W pewnej gazecie ukazało się kilka moich artykułów.
Bardzo lubię pisać i jedno z moich marzeń to napisanie książki. Może kiedyś się spełni.
Rozmyślam jednak nad sensem pisania bloga.
Piszę głównie dla siebie, żeby nie uleciały mi moje przemyślenia lub przygody, jakie przeżyłam. Piszę dla znajomych, których mam teraz tak daleko, a którzy ciekawi są tego, co u mnie na obczyźnie słychać. Piszę, bo pragnę czasem coś zamanifestować, ogłosić światu, że z czymś się nie zgadzam, że mam dosyć.
I albo się mnie za te notki chwali, albo krytykuje. Oczywiście konstruktywna krytyka sprzyja memu rozwojowi, a na nim najbardziej mi zależy. Ale ileż to śmieci muszę kasować, bo ludzie złośliwi, może jacyś moi wrogowie, wpisują coś, co sprawia mi przykrość. Niedobrze mi od takich wpisów. Taki właśnie jest wirtualny świat, mega anonimowy i można nawtykać innym, co tylko się chce.
Więc zadaję sobie pytanie czy aby na pewno chcę, by czytał to ktoś, kto za pośrednictwem netu chce się na mnie wyżyć.
Mój blog ma 3 miesiące. Umieszczony został w głównym spisie blogów. A ja przechodzę pewne zwątpienie. Może mi przejdzie, wtedy dalej będę zostawiać cząstkę siebie w (niebezpiecznej dla mnie) wirtualnej przestrzeni.

passen – pasować
zwingen – zmusić

Cienie

Są dwa. Nieodstępują mnie na krok. Pierwszy to poczucie winy drugi to wyrzuty sumienia. Każdego dnia rozmyślam czy dobrze zrobiłam, czy nie będę żałować podejmowanych decyzji. A jeśli jednak będę? Co zrobić gdy na usta wciśnie się zdanie: ‘miałeś/miałaś rację’ skierowane do przyjaciół, którzy czasem podpowiadają, a ja się ich nie słucham? Znajoma w opiscie na gg głosiła: ‘pomyliłam się – rzecz ludzka’. Jasne, że tak, tylko czemu ja tak często się mylę? Obydwa cienie powodują mój smutek i lęk. Jak się ich pozbyć?
A Grzegorz Turnał śpiewa: “brak cienia jest dowodem nieistnienia”.

der Schatten – cień
die Angst – lęk, strach, obawa