Kontynuując temat Tybetu i buddyzmu, lecz w innej tonacji, wkleję tu list, jaki napisałam przed rokiem do Szymona. Ważne są dla mnie te myśli, dlatego ocalę je od zapomnienia i zapisze w swoim e-pamiętniku.


* * *


“Wczoraj poszłam sama na spotkanie z gościem, który podróżował po Tybecie i Nepalu.
Pokazywał wiele slajdów z tej podróży. Oczywiście gość ten przez cały czas pokazu, opowiadał o slajdach i ciekawych historiach, jakie tam przeżył. Żałuję ogromnie, że nie mogłam wszystkiego zrozumieć. Może zaledwie 10%-20% dowiedziałam się z tego, co mówił. Ale i tak przyjemnie było popatrzeć na foty i posłuchać odpowiedniej do tego regionu muzy.
Szkoda, że w Polsce nie ma tego typu pokazów, a przynajmniej ja na nie trafiłam. Następny wieczór będzie dotyczył Cypru, ale nie wiem, czy aż tak bardzo mnie to interesuje. Chociaż w sumie wszystkiego nowego jestem ciekawa.
A refleksje po obejrzeniu wczorajszego pokazu?
Tak mi wczoraj przeszła przez głowę pewna myśl.
Jest tak, że właśnie sobie uświadomiłam, czego ja szukam w mojej religii, w innych religiach, wyznaniach, filozofiach. Nie chodzi mi tylko o to, ale zdaje się, że to dla mnie bardzo istotna sprawa. Ja szukam czegoś, co sobie nazwalam “skromnością” i szczególnie mi tu teraz chodzi o “skromność materialną”. To jest tak, że ja chodząc do Kościoła, należąc do niego, jakoś nie mam na ten moment możliwości i ochoty, wpłacania tam jakichkolwiek składek. Jakichkolwiek nawet najdrobniejszych pieniędzy. Bo czegoś nie rozumiem. Co ma kasa do mojej wiary w Boga?
Ze mną jest tak, że to jak się modlę, jak przeżywam msze czy inne nabożeństwa, ani trochę nie zależy od tego, jak jest udekorowany kościół. Czy wisi sto nędznych reprodukcji, czy wiszą 2 słynne oryginały, czy są złotopodobne ornamenty, czy ze szczerego złota. Mnie to wisi i tak naprawdę dla mnie wszystko mogłoby być z plastyku lub drewna. Bo wierzę w to, że Ten Najwyższy, nie patrzy na mnie pod kątem tego ile dałam na kościół, jaki ten kościół jest w sensie zewnętrznym, tylko patrzy na dusze, serca, sumienia. Tak myślę, tak żyję.
I czegoś nie rozumiem. Dlaczego np. w Afryce ( bardzo bliski memu sercu teraz kontynent) ale nie tylko, nie ma kasy na nowe świątynie, nawet takie proste, nie ma kasy na misje, na pomoc ludziom, którzy każdego dnia umierają tam z głodu i chorób. Ale za to Watykan tonie w złocie. Powstają mega świątynie, których nie można chyba nawet wycenić tak są drogie i takie zawierają drogocenne rzeczy. Zamki i pałace, w których mieszkają słudzy boży. Ale dlaczego o tym pisze? Bo totalną adekwatność znalazłam właśnie wczoraj u buddystów. Jakoś tak zawsze piękny mi się wydawał buddyzm i bliski właśnie, dlatego, że tam wszystko było dla mnie takie skromne. Masz poduszkę, oddychasz i koniec. Różaniec, młynki, mantry i koniec.
I co?
I zobaczyłam posążki Buddów ze szczerego złota wagi nie pamiętam, jakiej! Miliony złotych posążków, drogocennych kamieni i innych przejawów wiary, chwały, które mogłyby uratować miliony ludzi w krajach 3swiata.
I po co?
Spotykając się z Roshim, Ole Nidalem, Janem Pawłem II, Wojtkiem Eichelbergerem, i innymi ważnymi dla mnie postaciami, mogę zapłacić za to “pobycie z nimi”, jeśli wiem, że np. te pieniądze są na ich bilet, na jakąś kolejną podróż w nowe miejsce, żeby spotkali się z innymi ludźmi. ALE! Nigdy nie chciałbym żeby moje pieniądze przeznaczone były na jakiś kolejny posag, statuę, budowlę, okropioną przepychem, pokazującą wszystkim, wokoło, że tu się wierzy w to czy tamto. ALEŻ DLA MNIE TO GLUPIE I BEZ SENSU.
Czemu nie można zabrać skrawka tych bogactw i buddyjskich i chrześcijańskich i jeszcze milionów innych wyznań i przeznaczyć te pieniądze na naprawdę cos dobrego????
Czy to, że zostaniesz oświecony zależy od tego, przed jakim Buddą medytujesz, czy będzie on ważył 50 kg i będzie ze złota? Czy to, że zostanę zbawiona i uzyskam życie wieczne, zależy od tego, czy ołtarz kościoła, w którym się modlę, będzie ważył 500kg i będzie ze złota?
Moja odpowiedz brzmi w obu przypadkach NIE!

I wracam do tego, co już wiem i co jest cenne.
Trzeba szukać w sobie.
W sobie muszę znaleźć i pielęgnować skromność (materialna – bo o takiej dzisiaj była mowa).”


* * *


der Reichtum – bogactwo
die Bescheidenheit – skromność


Comments

Dlaczego…? — No Comments

  1. powodzenia !
    a Pani już pewnie po egzaminie i napewno wszystko dobrze poszło ? :)

  2. trzymamy za Ciebie kciuki z Markiem, najważniejsze, to sie nie przejmować!!!
    ps Bardziej podoba mi sie nowy blog

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *