Tryb rozkazujący

Lubię gramatykę. Oczywiście najbardziej tą naszą polską. Dla jednych trudna, skomplikowana, dla mnie bardzo ciekawa. Uczyłam się jej pilnie w szkole, niestety zdarza mi się robić gramatyczne pomyłki. Ale wiem, co to są przypadki, potrafię zrobić rozbiór logiczny zdania, wymienić części mowy. Leży obok mnie książka, z której korzystałam w szkole podstawowej i średniej. Przystępnym językiem opisane zasady gramatyki języka polskiego, autorstwa Michała Jaworskiego. Zajrzałam dzisiaj do niej, bo trapi mnie pewien temat. Takie tam zagadnienie gramatyczne, które w wielu językach nosi nazwę ‘imperativ’.
Dla nas Polaków nic w tym trudnego, ot wydać komuś polecenie, rozkaz, w ojczystym języku. Gdy poznajemy dowolny język obcy, możemy napotkać na trudności, tu już trzeba się tego wyuczyć.
A ja się pytam głośno, stanowczo: DLACZEGO?!
Czemu w ogóle powstała taka forma?
Czemu każdego dnia słyszę w swoim ojczystym języku, lub obcym, jakieś rozkazy? Co to ma znaczyć? Czemu ktoś mi mówi: ‘zrób coś z tym’, ‘zmień to’, ‘podaj mi’? Jakie ta osoba ma do tego prawo? Oczywiście gramatycznie jest to jak najbardziej poprawne, ale mnie to poraża. I na dodatek muszę się uczyć tych rozkazów w obcych językach, wbrew swojej woli, bo stosować ich raczej nie będę. Słaby ze mnie rozkazywacz. Znacznie wygodniej się czuję, gdy proszę o coś i gdy mnie się o coś prosi.
Szkoda, że żaden twórca gramatyki nie pomyślał tworząc tryb rozkazujący, że ładnie by było używać go z takim krótkim słówkiem ‘proszę’. I zaznaczyć, że to jest nierozdzielne.
A że każda reguła posiada wyjątki, takowy wymyśliłam i dla tej. Zwolnieni od słowa ‘proszę’ byliby tylko wojskowi w stosunku do swoich podwładnych. Ale w moim idealnym świecie na wojsko też nie ma miejsca…

Der Befehl – rozkaz
Die Bitte – prośba

Różne…

Herr Baumgartner oddał dzisiaj testy. Miałam milion błędów. Ale zaliczyłam na między 2 a 3, co w polskiej skali ocen daje czwórko-trójkę. Więc do przodu. Mogę uczęszczać na zajęcia w przyszłym semestrze do grupy Deutsch als Fremdsprache – Grundstufe IIb. Marzy mi się certyfikat z niemieckiego będę podchodzić do tego egzaminu w czerwcu.

Listonosz przyniósł mi dzisiaj przesyłkę z Polski. Słodka niespodzianka w postaci czekolady z orzechami laskowymi. Już połowę zjadłam. Pyszniutka i dobra na wszelkie smutki. Wielkie za nią DZIĘKI!

Przedłużyłam moją legitymacje studencką. Teraz jest ważna do 30 listopada 2004. Rozmyślam nad wybraniem jakiegoś konkretnego kierunku studiów, skoro tutaj jest to takie proste. Trzeba tylko chcieć. Wszystko wskazuje na to, że jeśli się nie poddam, od października będę uczyć się nie tylko niemieckiego.

Wciąż pada śnieg, którego oczywiście mam dosyć. Lubiłabym śnieżną zimę, gdyby trwała dwa tygodnie w grudniu no i może tak z tydzień styczniu. A tu ludzie grube eurosy wydają, żeby móc spędzić kilka dni w Alpach i ponartować.

Na film bym się jakiś pogapiła. Sporo mam jeszcze takich nieoglądanych. Może wybiorę coś na dzisiejszy wieczór.

Kapuśniak ugotowałam – pychota!

Oskar miał urodziny, nie wiem gdzie teraz mieszka, nie mogłam mu wysłać kartki. Nie lubię składać życzeń przez net. No chyba, że nie ma innej drogi. Oskarku, jeśli czytasz tego bloga, wiedz, że pamiętam o Tobie i o tym, że zacząłeś kolejny rok swojego życia. Bądź szczęśliwy!

Coś mi się dzisiaj śniło, tylko nie pamiętam, co.

Parandowski napisał książkę o Petrarce. Petrarkę uwielbiam, Parandowskiego nie. Co za gniot napisał o tak niezwykłym poecie od „Sonetów do Laury”. Czy ja to kiedyś skończę czytać?

Ciekawe jakby się nazywała towarzyszka Snupiego? Snupka?

neulich – niedawno
ein schlechtes Gewissen haben – mieć nieczyste sumienie

Dlaczego…?

Kontynuując temat Tybetu i buddyzmu, lecz w innej tonacji, wkleję tu list, jaki napisałam przed rokiem do Szymona. Ważne są dla mnie te myśli, dlatego ocalę je od zapomnienia i zapisze w swoim e-pamiętniku.


* * *


“Wczoraj poszłam sama na spotkanie z gościem, który podróżował po Tybecie i Nepalu.
Pokazywał wiele slajdów z tej podróży. Oczywiście gość ten przez cały czas pokazu, opowiadał o slajdach i ciekawych historiach, jakie tam przeżył. Żałuję ogromnie, że nie mogłam wszystkiego zrozumieć. Może zaledwie 10%-20% dowiedziałam się z tego, co mówił. Ale i tak przyjemnie było popatrzeć na foty i posłuchać odpowiedniej do tego regionu muzy.
Szkoda, że w Polsce nie ma tego typu pokazów, a przynajmniej ja na nie trafiłam. Następny wieczór będzie dotyczył Cypru, ale nie wiem, czy aż tak bardzo mnie to interesuje. Chociaż w sumie wszystkiego nowego jestem ciekawa.
A refleksje po obejrzeniu wczorajszego pokazu?
Tak mi wczoraj przeszła przez głowę pewna myśl.
Jest tak, że właśnie sobie uświadomiłam, czego ja szukam w mojej religii, w innych religiach, wyznaniach, filozofiach. Nie chodzi mi tylko o to, ale zdaje się, że to dla mnie bardzo istotna sprawa. Ja szukam czegoś, co sobie nazwalam “skromnością” i szczególnie mi tu teraz chodzi o “skromność materialną”. To jest tak, że ja chodząc do Kościoła, należąc do niego, jakoś nie mam na ten moment możliwości i ochoty, wpłacania tam jakichkolwiek składek. Jakichkolwiek nawet najdrobniejszych pieniędzy. Bo czegoś nie rozumiem. Co ma kasa do mojej wiary w Boga?
Ze mną jest tak, że to jak się modlę, jak przeżywam msze czy inne nabożeństwa, ani trochę nie zależy od tego, jak jest udekorowany kościół. Czy wisi sto nędznych reprodukcji, czy wiszą 2 słynne oryginały, czy są złotopodobne ornamenty, czy ze szczerego złota. Mnie to wisi i tak naprawdę dla mnie wszystko mogłoby być z plastyku lub drewna. Bo wierzę w to, że Ten Najwyższy, nie patrzy na mnie pod kątem tego ile dałam na kościół, jaki ten kościół jest w sensie zewnętrznym, tylko patrzy na dusze, serca, sumienia. Tak myślę, tak żyję.
I czegoś nie rozumiem. Dlaczego np. w Afryce ( bardzo bliski memu sercu teraz kontynent) ale nie tylko, nie ma kasy na nowe świątynie, nawet takie proste, nie ma kasy na misje, na pomoc ludziom, którzy każdego dnia umierają tam z głodu i chorób. Ale za to Watykan tonie w złocie. Powstają mega świątynie, których nie można chyba nawet wycenić tak są drogie i takie zawierają drogocenne rzeczy. Zamki i pałace, w których mieszkają słudzy boży. Ale dlaczego o tym pisze? Bo totalną adekwatność znalazłam właśnie wczoraj u buddystów. Jakoś tak zawsze piękny mi się wydawał buddyzm i bliski właśnie, dlatego, że tam wszystko było dla mnie takie skromne. Masz poduszkę, oddychasz i koniec. Różaniec, młynki, mantry i koniec.
I co?
I zobaczyłam posążki Buddów ze szczerego złota wagi nie pamiętam, jakiej! Miliony złotych posążków, drogocennych kamieni i innych przejawów wiary, chwały, które mogłyby uratować miliony ludzi w krajach 3swiata.
I po co?
Spotykając się z Roshim, Ole Nidalem, Janem Pawłem II, Wojtkiem Eichelbergerem, i innymi ważnymi dla mnie postaciami, mogę zapłacić za to “pobycie z nimi”, jeśli wiem, że np. te pieniądze są na ich bilet, na jakąś kolejną podróż w nowe miejsce, żeby spotkali się z innymi ludźmi. ALE! Nigdy nie chciałbym żeby moje pieniądze przeznaczone były na jakiś kolejny posag, statuę, budowlę, okropioną przepychem, pokazującą wszystkim, wokoło, że tu się wierzy w to czy tamto. ALEŻ DLA MNIE TO GLUPIE I BEZ SENSU.
Czemu nie można zabrać skrawka tych bogactw i buddyjskich i chrześcijańskich i jeszcze milionów innych wyznań i przeznaczyć te pieniądze na naprawdę cos dobrego????
Czy to, że zostaniesz oświecony zależy od tego, przed jakim Buddą medytujesz, czy będzie on ważył 50 kg i będzie ze złota? Czy to, że zostanę zbawiona i uzyskam życie wieczne, zależy od tego, czy ołtarz kościoła, w którym się modlę, będzie ważył 500kg i będzie ze złota?
Moja odpowiedz brzmi w obu przypadkach NIE!

I wracam do tego, co już wiem i co jest cenne.
Trzeba szukać w sobie.
W sobie muszę znaleźć i pielęgnować skromność (materialna – bo o takiej dzisiaj była mowa).”


* * *


der Reichtum – bogactwo
die Bescheidenheit – skromność

Podróż mojego życia

Marzę o takim jednym miejscu na świecie, by nie tylko się tam na chwilę znaleźć, ale by pomieszkać, pozwiedzać, pomedytować. Przez pól roku nad moim łóżkiem wisiał wycinek z katalogu biura turystycznego reklamujący dwutygodniową podroż w tamte strony za bagatela 3000 €. Nie stać mnie na to i nawet chyba bym nie chciała wyruszać na taką wyprawę z przypadkowymi osobami, być może nastawionymi tylko na robienie zdjęć.
Najbardziej na świecie chciałbym zobaczyć Tybet. Chciałabym mieć możliwość spędzenia w tym kraju kilku miesięcy. Żadne miejsce na świecie nie fascynuje mnie równie mocno jak ten buddyjski kraj w Himalajach ze stolicą w Lhasie. Tak niewiele o nim wiem i jakoś specjalnie nie ciągnie mnie do wiedzy książkowej, historii, opowieści różnej treści. Pragnę się tam znaleźć i całą wiedzę czerpać bezpośrednio ze źródła.
A czemu właśnie Tybet?
Dach świata?
Mnisi, klasztory, spokój, uważność, medytacja, pokora, skromność?
Buddyzm, którym interesuję się od kilku lat i z którego czerpię inspiracje do mojego życia duchowego?
Osoba Dalaj Lamy?
Silne wrażenia po filmie „7 lat w Tybecie” czy „Mały Budda”?
Niepokój o przyszłość tego kraju okupowanego przez niedobre Chiny?
A może zupełnie coś innego, o czym dowiem się, gdy moje marzenie się spełni, gdy znajdę się w Tybecie?

Zanim jednak wybiorę się w podróż mojego życia, popracuję jeszcze trochę w Salzburgu;-). Być może Salzburg jest dla kogoś miastem, o którym marzy.

Ciekawa jestem, gdzie Wy chcielibyście się znaleźć, jaki kraj odwiedzić i dlaczego?

der Traum – marzenie
das Land – kraj

Deutsche Sprache – Schwere Sprache

Za dwie godziny mam egzamin z niemieckiego. Kończy się semestr bardzo przyjemnych zajęć, o których już pisałam na blogu. Nie wiem, na czym to polega, ale kogo bym nie spotkała, każdy mówi, że niemiecki to bardzo prosty język. Oj niestety nie dla mnie. Znam dobrze polską gramatykę, wiem, co to rzeczownik, przymiotnik, orzeczenie, podmiot, jakie i ile mamy przypadków. To jest ważne, gdy uczysz się języka obcego. Niejednokrotnie pytam o totalne podstawy gramatyczne swojego Muttersprache znajomych z kursu (przeróżnych narodowości) i oni nie wiedzą nawet, co to są przypadki. Jakże im ciężko musi być pojąć, o co chodzi z tym Akkusativem czy Datiwem. Niemiecka gramatyka jest dla mnie czytelna i logiczna, ale ilość reguł i wyjątków od nich przygniata mnie. Ja wszystko rozumiem, ale jak to spamiętać? Czuję w swoim mózgu jakąś mega blokadę na to, by z poziomu średnio zaawansowanego, przejść na wyższy. Nie dociera do mnie, że mogłabym opanować język obcy do tego stopnia by czytać w nim książki, by studiować, pisać prace zaliczeniowe, wygłaszać referaty. Jak to jest możliwe? Jak Wy, którzy znacie język obcy prefekt do tego doszliście?
Mam nadzieję, że zaliczę ten test. A jeśli nie, to z pewnością o tym tu nie napiszę, bo umarłabym chyba ze wstydu.
…Oby tylko nie zapomnieć, że ‘sie’ w dativie jest ‘ihr’, a ‘ihr’ w dativie to ‘euch’…

eine Prüfung ablegen – zdawać egzamin
sie – ona
ihr – wy
ihr – w dativie – jej
euch – w dativie – wam
die Muttersprache – język ojczysty

Ech życie…

Nie ukarano mnie za umieszczenie w blogu tekstu Agnieszki Osieckiej, dlatego dzisiaj pozwolę sobie też wkleić, jakże ważną i prawdziwą dla mnie piosenkę. Tak od 6 lat słucham jej sobie i nucę, i się jej słowom sprzeciwiam, albo się z nimi zgadzam…

Czerwony Tulipan
Jedyne co mam

Jedyne co mam to złudzenia,
Że mogę mieć tylko pragnienia.
Jedyne co mam, to złudzenia,
Że mogę je mieć.

Miałam siebie na własność,
Ktoś zabrał mi prywatność.
Co mam zrobić bez siebie, jak żyć
Bez siebie, jak żyć.

Miałam słowa własne,
Ktoś stwierdził, że zbyt ciasne.
Co mam zrobić bez słów, jak żyć
Bez słów, jak żyć.

Jedyne co mam…

Miałam serce dla wszystkich,
Ktoś klucz do niego wymyślił.
Co mam zrobić bez serce, jak żyć
Bez serca, jak żyć.

Miałam myśli spokojne,
Lecz ktoś wywołał w nich wojnę.
Co mam zrobić teraz, jak żyć.
Jak teraz żyć.

Jedyne co mam…

das Bedürfnis – potrzeba
lieben – kochać

Boli

Powiedział mi dzisiaj, że „zjebałam mu dzień” i „czasem mam wrażenie, że zachowujesz się jak wyemancypowana zakochana w swojej dojrzałości, dumnie obnosząca się ze swoją wszechstronną niezależnością, dziewczyna, która nie dopuszcza słów krytyki.”
Zabolało.

die Wahrheit – prawda
die Unannehmlichkeit – przykrość

Dwa

Zatem od wczoraj mam dwa blogi. Adresy: www.u-filipinki.blog.pl , www.filipinka.blog.pl
Czym się będą różniły? Tylko dizajnem i ewentualnymi wpisami gości, których kopiować nie będę. Moje notki na obydwu blogach będą takie same. Każdy z Was może sobie wybrać ten, który mu bardziej pasuje w odbiorze. Przypomnę Wam, że pierwszego bloga wraz z grafiką dostałam od Maćóśa, ofiarodawcą drugiego jest Piotr.
Bardzo, ale to bardzo chciałam mieć swoje miejsce w wirtualnej przestrzeni. Marzyłam o mojej prywatnej wuwuwu, na której chciałam umieścić wszystkie rysunki drzew. Miejsce się znalazło, mogę pisać, o czym tylko chcę. Może i na galerie drzew też przyjdzie pora?
Miłej lektury moich wywodów tu, albo tam;-)

zwei – dwa
die Zwilling – bliźniak

A po nocy przychodzi dzień, a po burzy spokój…

A u mnie zawsze jakby odwrotnie. Tak to widzę jako pesymistka. Jakoś miałam tyle pozytywnej energii i wesoła też byłam. Do wczoraj. Może to ten długotrwały brak słońca powoduje, że tak niefajnie się czuję? Salzburg wciąż pochmurno-deszczowo-rozciapany. Niewyrabiam tej pogody. Wyczekuję wiosny. Tej prawdziwej ze słoneczkiem. Kiedyś miałam tak, że jak widziałam w sklepach pierwsze doniczkowe kwitnące prymulki, to poznawałam, że wiosna przyszła. Teraz o zgrozo(!) tulipany, prymulki i inne oznaki wiosny w doniczkach, można kupić następnego dnia po Bożym Narodzeniu.
Popijam gorącą czekoladę z górą bitej śmietany i liczę na to, że poprawi mi ona humor. A jeśli nie?… Ech… jak to mawiamy z moim Mistrzem: „sto lat terapii”.

die Rätsel – zagadka
die Frage – pytanie
die Wetter – pogoda
das Gelassenheit – pogoda ducha

Zjeść ciastko i mieć ciastko

Wiele sesji terapeutycznych upłynęło mi na walce z tym moim schematem. I co? I gówno. Za każdym razem, w innych oczywiście obszarach życia, czeka na mnie malutki egzamin wyboru. A ja za nic nie umiem postawić na jedno (NA SIEBIE!) i zadecydować. Lęk przed skutkami złej decyzji jest tak ogromny, że oczywiście szukam wszystkich możliwych neutralnych rozwiązań. Byleby broń Boże nikt nie ucierpiał. (Ja mogę). I motam się, i martwię, i złoszczę, irytuję, lawiruję i sama nie wiem, co chcę lub, co powinnam wybrać. Bo najcudowniej byłoby zjeść ciastko i mieć ciastko. We wszystkim! Szkoda, że tak się w życiu nie na. I szkoda, że tak trudno mi to pojąć;-( I jeszcze ten mój nieszczęsny brak asertywności, mimo tylu fachowych zajęć i treningów (szkolnych i terapeutycznych).

das Kuchen, Keks – ciastko
die Wahl – wybór haben – mieć