Uffff! Udało mi się w niedzielę odpocząć poza domem, w którym pracuję. W końcu się zmobilizowałam i z niego wyszłam. To trochę dziwne, ale naprawdę ciężko mi ruszyć się gdziekolwiek. Trzy razy w tygodniu wychodzę na uniwersytet na lekcje niemieckiego, po nich wracam do domu i aby do następnych zajęć. A przecież mam tutaj znajomych, mam możliwość spędzania czasu poza domem, mogłabym urozmaicić moje życie. Chyba zgnuśniałam do spodu, bo na nic nie mam specjalnie ochoty i gdy nadchodzi wyczekana wolna niedziela, to ja nie wychodzę poza mój pokój. Pokonałam moje wycofanie z życia społecznego. Rano wybrałam się do kościoła i to był świetny pomysł. Duchowe rozpoczęcie okresu adwentowego to dla mnie ważna sprawa. A po mszy, jak w każdą niedzielę, spędziłam czas na tzw. Pfahrcaffee. Czyli na kawie z poczęstunkiem przygotowywanej, co tydzień przez inną rodzinę. Ale co kilka tygodni te spotkania spędzane, głównie na rozmowach z sąsiadami, trochę się różnią. W rogu sali przy oddzielnych stołach gromadzi się kilka osób chcących poświęcić swoje 15 minut w służbie dla ludzi bezdomnych i głodnych. Z dziesięciu bochenków chleba, kilku kostek masła, sera, kiełbasy i ogórków robimy kanapki. Ja przeważnie smaruję pokrojony chleb masłem, ktoś inny nakłada dodatki, jeszcze inny pakuje każdą kanapkę oddzielnie w folię. Zjedzą to wszystko ludzie przychodzący po posiłek do specjalnego autobusu, rozwożącego jedzenie. Jak mogę pomóc osobie bezdomnej, jeśli sama nie mam pieniędzy na swoje mieszkanie? Jak mogę pomóc osobie głodnej, jeśli sama nie dysponuję odpowiednimi środkami na swoje utrzymanie? A jednak… wystarczy zaledwie kwadrans pracy, by ktoś, kto naprawdę jest o niebo biedniejszy ode mnie, mógł coś zjeść. Nie ma żadnych sporów, wyznaczania, kto będzie dzisiaj się tym zajmował. Masz ochotę, podchodzisz do stołu i coś robisz. I zawsze jest dużo chętnych. Chciałabym by w mojej rodzinnej parafii też coś takiego zadziałało. By po powrocie do kraju, moje dłonie, przez kilkanaście minut w miesiącu, przygotowywały posiłek dla tych, którzy naprawdę go potrzebują. A wieczorkiem spotkałam się ze znajomą, której synek przygotował dla mnie rysunek. Ania jednak mi go nie dala, bo jak się okazało, Kim narysował po raz pierwszy z życiu ludzika. Odatowana kratka została w domku na pamiątkę. A ja dostałam drugi rysunek, też z ludzikiem i powiesiłam go w swoim pokoju na ścianie. Bardzo lubię, gdy się coś dla mnie maluje.

helfen – pomagać
ein kleines Bild – obrazek


Comments

Niedziela — No Comments

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *