Wybrałam się rano do pobliskiej parafii na mszę. Staram się tam bywać regularnie. Nie zawsze jednak mi się to udaje. Lenistwo… Ale gdy je pokonam i już tam jestem, nigdy nie żałuję. Austriacka msza nie różni się mocno od mszy katolickiej w Polsce. Taki sam układ liturgii pozawala mi, mimo nieznajomości języka na czynne uczestnictwo. Jest jednak coś, co z ogromną mocą mnie tam przyciąga. Tym magnesem jest szczególna atmosfera, którą jestem w stanie zrozumieć, mimo bariery językowej. Tutaj ludzie od początku do końca uczestniczą i przeżywają to, co daje im nabożeństwo. Świeccy parafianie biorą aktywny udział w posłudze na ołtarzu. Więc ksiądz jest tylko do sprawowania tej najistotniejszej, zarezerwowanej tylko dla niego posługi. Resztą zajmują się ludzie. W tutejszej parafii są w niedziele dwie msze. Jedna na 9:00 przez cały rok i jest to msza dla ludzi starszych, głównie rolników, okropnie konserwatywnych, schematycznych, takich właśnie typowych Austriaków. Druga msza jest na 10:30 i jest to tzw. Familienmesse. Spotykają się na niej rodziny z dziećmi, małymi, średnimi, bezdzietni ludzie młodzi. Ta msza znacznie różni się w oprawie od tej porannej. Ksiądz jest ten sam, ale dużo się zmienia. Zmieniają się śpiewniki. Te, których używa się na tej właśnie mszy, zawierają pieśni współczesne, wesołe, często w innych językach. Śpiewając je ludzie sami z siebie ruszają się w ich takt, klaszczą, pstrykają palcami. Bije z nich ogromna radość. Wisi w przedsionku kościoła taka lista z datami kolejnych mszy i każda rodzina wpisuje sobie nazwisko przy niedzieli, w której chciałby “robić” mszę, czyli nadać jej odpowiednia atmosferę. Taka rodzina przygotowuje zestaw pieśni, modlitwę wiernych, podziękowania. I to, co jest bardzo ciekawe to to, że najczęściej każda z tych rodzin potrafi grać na przeróżnych instrumentach. Salzburg jest typowo muzycznym miastem, ze względu na Mozarta, ale wiele z tych rodzin to ludzie przyjezdni z innych końców Austrii, czy nawet innych krajów. Mimo to że trudnią się, na co dzień różnymi zawodami, są też uzdolnieni muzycznie. Jest sporo osób grających na fletach prostych i poprzecznych, to chyba najczęściej występujący instrument. Przykładowa rodzina gdzie ojciec jest doktorem pediatrii a mama gospodynią domową, mają czwórkę dzieci. On gra na flecie poprzecznym, ona na gitarze, a jedna z córek na kontrabasie. Uwielbiam taka atmosferę przy modlitwie. Ale muzyka to nie tylko kościół. Ja w ogóle bardzo lubię patrzeć jak ludzie wydobywają dźwięki z instrumentów muzycznych. Zupełnie inaczej odbieram tak słyszaną muzykę, niż nawet najbardziej profesjonalnie czy mistrzowsko zagrane utwory zapisane na płycie. Jest dla mnie coś niezwykłego w możliwości słuchania i jednoczesnej obserwacji tego jak powstaje dźwięk. Jak człowiek się w danym momencie zachowuje, co musi zrobić by ta jedna, jedyna nutka zabrzmiała właśnie tak? Jak to się dzieje, że niektóre instrumenty zmuszają do ruchu całego ciała, gdzie wydawać by się mogło, ze wystarczy tylko dmuchać i ruszać palcami? Nie jestem muzykiem, więc to wszystko jest dla mnie zagadką, niemniej jednak możliwość odbioru muzyki w chwili, gdy ona powstaje, pozwala mi, w niewytłumaczalny dla mnie sposób, zbliżać się do tych tajemnic.

die Musik – muzyka
die Kirche – Kościół


Comments

W niedziele… — No Comments

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *