Śnieg na szczytach Alp…

Spadł w nocy. I tym razem pewnie się utrzyma, bo to prawie zima. A ja wybieram się do Kościoła. Muszę porozmawiać z TYM na górze, a najbardziej lubię to robić na mszy. Dzisiaj pierwsza niedziela adwentu. Czasu na odpowiednie przygotowanie się do Bożego Narodzenia. I znowu widzę różnicę w świętowaniu tego okresu w Austrii. Tutaj wszystko żyje adwentem. Mnóstwo koncertów z pieśniami adwentowymi, sklepy wystrojone kalendarzami, odmierzającymi czas do Wigilii, straganiki gdzie można zobaczyć i nabyć wianuszki z 4 świecami (prześliczne) i jeszcze wiele innych wyróżnień tego właśnie czasu w kalendarzu liturgicznym. Ach… naprawdę miło!

der Schnee – śnieg
das Lied – pieśń

Wieczorkiem…

Przed chwilą wyszłam z wanny. Znajomi z Polski pewnie bawią się już na imprezkach andrzejkowych, a ja? Ja spędziłam relaksujący czas w kąpieli. A teraz przy muzyce z West Side Story (ewentualny kandydat na mojego męża poddany zostanie egzaminowi ze znajomości treści piosenki ‘Maria’ – nie zda – odpada!), zastanawiam się o czym tu dzisiaj napisać. Powinnam odpisać na ważnego mejla, ale tak mi ciężko się za to zabrać. Powinnam uczyć się niemieckiego, ale tak mi się nie chce. I leci dzień za dniem, a ja już doczekać się nie mogę mojej podróży do Polski. Wyjeżdżam we wtorek 16stego grudnia pociągiem przez Wiedeń do Warszawy. Spędzę jeden dzień u wujostwa w stolicy i jadę dalej do wytęsknionego 3miasta. I niestety zagadką dla mnie wciąż jest ile dni będę w Polsce. Bo jeden z planów zakłada, że przyjadę do Salzburga na Sylwestra. Ale to się dopiero okaże. A mój pobyt w Polsce to oczywiście spotkania, spotkania, spotkania. Trzeba nadrobić miesiące rozłąki ze znajomymi. Intensywny to będzie dla mnie czas, ale już się nie mogę go doczekać. Zatem zacznę odliczanie: 17 dni do mojego wyjazdu. I jeszcze na koniec dzisiejszego blogowania zamieszczę poprawną wersję wierszyka, skorygowaną przez samego autora.
Bierzemy muchi w paluchi
Kładziemy muchi na blachi
Robimy jądrowe wybuchi
I mamy muchi ełnuchi

rechnen – liczyć
der Zug – pociąg

Wierszyk

Łapiemy muchi w paluchi
Kładziemy muchi na blachi
Robimy jądrowe wybuchi
I mamy muchi ełnuchi

Ten jednozwrotkowy wierszyk stał się w ostatnim czasie moim ulubionym utworem rymowanym. Ileż to razy dziennie potrafię go sobie powiedzieć na głos i tym samym spowodować wybuch śmiechu. Kto jest jego autorem???

das Gedicht – wiersz
das Lachen – śmiech

Gonzo

Od poniedziałku mam nowego przyjaciela. Przyjechał do mnie priorytetem z Polski i przerósł moje wszelkie oczekiwania. Jest cudowny!!! Od pierwszych chwil naszego poznania, stał się mym nieodłącznym towarzyszem. Chadzamy razem wszędzie. Pokazuję mu krok po kroku cały Salzburg i opowiadam o mych ulubionych miejscach. Gonzo słucha wszystkiego uważnie i myślę, że bardzo się cieszy z pobytu tutaj. Moja radość jest ogromna, bo wreszcie mam kogoś, komu mogę pokazać to wspaniałe miejsce, w którym przyszło mi teraz mieszkać. Farkus natomiast jest w fazie niewielkiej zazdrości, jakby nie było Gonzik jest jego konkurentem. Ale niebawem chyba się polubią, zwłaszcza, że Gonzo nie zagląda do jego miski z łiskasem. Ogromnie dziękuję za kotka i za to, że tak ślicznie pachnie.

die Katze – kot
jmdm Freude bereiten – sprawić komuś radość

Moje lekcje niemieckiego

Miałam dzisiaj test z niemieckiego. Moje ogromne lenistwo w ostatnich dniach, nie pozwoliło mi się do niego odpowiednio przygotować. A niełatwe to były dla mnie zadania. Może już jutro się okaże, na ile znam ten język bez specjalnego uczenia się i ściągania. Mam rewelacyjnego nauczyciela. Jestem nim zachwycona, zafascynowana jego profesjonalizmem, pełna nadziei, że ten rok nie będzie zmarnowany. Od najmłodszych lat chciałam być nauczycielką i chyba właśnie tak wyobrażałam sobie moją pracę, moje przygotowanie do zajęć z ludźmi, których chciałbym czegoś nauczyć. Pan Hannes Baumgartner, którego osobiście poprosiłam o możliwość brania udziału w jego zajęciach, początkowo się nie zgodził. Argument, który przemawiał za jego odmową, był dla mnie zrozumiały. W grupie, którą uczy był już komplet studentów, czyli 60 osób. Nie zgadzał się na jej powiększenie. Bez wielkiej nadziei, zapisałam swoje dane na listę oczekujących, a nauczyciel obiecał, że jeżeli liczba studentów zmaleje, da mi znać. I stało się to już następnego dnia wieczorem, kiedy to odebrałam mejla z zaproszeniem na najbliższą lekcję. Od ponad miesiąca, trzy razy w tygodniu, z wielką ochotą chodzę na zajęcia z niemieckiego. Siedzę w jednej z pierwszych ławek i mam okazję oprócz nauki, obserwować pracę tego wykładowcy. Ukończyłam szkoły podstawowe (- pewien cytacik), liceum, dwie szkoły pomaturalne, szereg kursów i szkoleń, ale jak dotąd nie spotkałam tak doskonałego w swym fachu nauczyciela. Zajęcia trwają 90 minut i wypełnione są po brzegi pełnym zaangażowaniem uczącej się grupy i prowadzącego. Herr Baumgartner jest do każdej lekcji przygotowany. Trzyma się ściśle ustalonego przez siebie planu, ale ani trochę nasza nauka nie wydaje się być sztywna, czy nudna. Zawsze ma przed sobą przygotowany wcześniej skrypt i zgodnie z nim prowadzone są zajęcia. Jest niezwykle uważny i zawsze można zwrócić się do Niego z pytaniem, czy prośbą o pomoc. Mimo tak licznej grupy, dość zróżnicowanej wiekowo, a przede wszystkim narodowościowo, w sali panuje cisza i zainteresowanie wykładem. W moim odczuciu w pełni zasługuje na miano Mistrza. I takiego właśnie Mistrza życzę wszystkim uczącym się (czegokolwiek). Wszyscy nauczyciele czytający tego bloga, piszcie do mnie mejle z pytaniami, byście za przykładem, zawód swój, wykonywali równie profesjonalnie! O Wy uczący, nie marnujcie czasu swoich uczniów! Przygotowujcie się rzetelnie do prowadzonych przez Was zajęć! Nauczajcie tak, jak sami chcielibyście być uczeni!

der Lehrer – nauczyciel
der Professionalismus – profesjonalizm

Łikendzik

Kończy się mój potwornie leniwy, powolny, spokojny łikend. Jesienny, z piękną pogodą, ale bez spaceru:-( Nawet na blogu widać, jak sobie odpuściłam wszelkie obowiązki. Wczoraj zero wpisu, a dzisiejszy też nie będzie długim esejem. Fajnie jest czasami tak sobie odpocząć, pobyć na luzie, wiedząc, że nic nie trzeba ‘na za chwilkę’ przygotować. Zatem z lenistwa kończę moją dzisiejszą notkę, żeby była wiarygodna. aaaa i jeszcze z całego serducha dziękuję Wam za wpisy do księgi gości i za informacje zwrotne o blogu, które dochodzą do mnie na gadu-gadu. To naprawdę miłe wiedzieć, że czytujecie moje zapiski. Buziaki i uśmiechy!!!

faulenzen – leniuchować
rasten – odpoczywać

Mapety

Miało być o moim nauczycielu od niemieckiego. Taki był plan. Ale jestem już bardzo śpiąca i zaznaczę tylko, że w dniu dzisiejszym nabyłam film dvd „It’s a Verv Merry Muppet Christmas Movie”. Niech będzie chwała Jimowi Hensonowi za stworzenie tak wspaniałych kukiełek! Mapety są cudowne!!! It’s the Muppet Show with our very special guest star . . . It’s time to play the music. It’s time to light the lights It’s time to meet the Muppets on the Muppet Show tonight. It’s time to put on makeup. It’s time to dress up right It’s time to raise the curtain on the Muppet Show tonight. Why do we always come here I guess we’ll never know It’s like a kind of torture To have to watch the show And now let’s get things started Why don’t you get things started It’s time to get things started On the most sensational, inspirational, celebrational, Muppetational This is what we call the Muppet Show! (Gonzo blows his trumpet – or at least attempts to.)

kaufen – kupować
sehen – oglądać

Bora – Bora

Popijam herbatkę z Polski, o przedzwinej nazwie ‘bora-bora’. Gapię się bezczynnie w wyświetlacz mojego laptopa. Jestem śpiąca, spałam zaledwie 4 godziny. Jestem zrozpaczona. Smutna. Wycofana. Nie wiem co mam robić. Brakuje mi mojego Mistrza. Tak bardzo chciałabym móc porozmawiać teraz z Agnieszką, o tym co się we mnie dzieje. Powinnam podjąć pieprzoną decyzję, a za nic nie potrafię tego zrobić. Bo się strasznie boję. Czas leczy rany… może tym razem też uleczy?…

denken – myśleć
bitten – prosić

Odsłona

Jest już, na co popatrzeć. Skoro zaglądają tu osoby mi nieznane i składają podpisy w księdze gości (bardzo za nie dziękuję!), to czas zaprosić przyjaciół. Zaniedbałam poważnie, w ostatnim czasie, pisanie maili i listów analogowych, choć nadal uwielbiam to robić. Blog ten powstaje, żeby ponownie zmobilizować siebie do pisania i również, dlatego byście Wy ciekawi tego, co u mnie, w miarę na bieżąco śledzili moją przygodę. Jak widać to dopiero początek, ale ufam, że się rozkręcę. Pozdrawiam Was z całego serducha!!!

herzlich willkommen – serdecznie witam (y)
der Freund – przyjaciel