Lektura obowiazkowa!

To juz nie jest zwykla rekomendacja, sugestia czy prosba, to blaganie moje do Was!
Blagam jesli tylko macie taka mozliwosc (czasowa, finansowa, bibliotekowa) przeczytajcie ksiazke pod tytulem Nad Jeziorem Bialym Johna Borrella.
Ksiazka okrutnie szczera, fantastyczna, ale tez poniekad smutna. Wspaniale opisuje nasza polska rzeczywistosc, to nasze zasciankowe podejscie, te ukladziki, bez ktorych prawie nie da sie godnie przezyc, te beznadziejne rodzinne koligacje (takie same doswiadczenia i ja mam!), ta smierdzaca wladza, korupcja, falszywe chrzescijanstwo. Wszystko w jednej ksiazce przemieszane (na cale szczescie) z pieknymi opisami terenow, na ktorych osiadl John wraz z rodzina, charakterystyka dobrych, pracowitych i pomocnych Polakow, oraz tego poletka tymianku, opisanego na samym koncu, po ktorym oczywiscie sie poplakalam.

W Kania Lodge (pensjonat, ktorego wlascicielem jest John) odwiedzilismy 28 grudnia ubieglego roku zapraszajac nasza gdanska rodzine na kolacje. Wieczor wypelnilo wspaniale jedzenie przygotowane specjalnie dla nas oraz smakowite winko z kaliforniejskiej winnicy Duckhorn.

(siodma)

Długi weekend

Ostatni dzień, długiego, bo aż czterodniowego weekendu dobiega końca. Za chwile udam się do sypialni z fantastyczną książką, którą właśnie czytam, a o której nie omieszkam tutaj wspomnieć jak tylko ją skończę.
Ostatnią godzinkę spędziłam na uzupełnianiu notek z ostatnich dwóch tygodni. Nie ma tego wiele, więcej chyba zdjęć niż tekstu, ale za to kalendarz na luty po lewej stronie wygląda już znacznie lepiej, każdy dzień podlinkowany do nowej wzmianki.

Jutro do roboty. I aby do następnego weekendu, tradycyjnego, bo dwudniowego niestety. Ach jak ja tęsknię za emeryturą:-) Ale z drugiej strony, grzechem byłoby narzekać na moją pracę, źlę przecież nie mam. Szef super!
O właśnie, byliśmy razem z nim i jego mężem w sobotę na kolacji i w teatrze. Towarzyszyła nam też menadżerka z naszej uczelni wraz ze swoją żoną. Tak, proszę państwa, nie że się chwalę, bo to przecież tutaj norma, ale sobotni wieczór spędziliśmy tak: trzy pary – gejów, lesbijek i nasza. I było bardzo miło.

Szosta

Skończyłam średnio ciekawą lekturę pt. Minimalizm po Polsku. Książka jest dla mnie bardziej afirmacją niż poradnikiem wprowadzającym jakąś wielką rewolucję w moim życiu. Nie nazywam się manimalistką, ale nie uważam się też za jakąś wielką królową konsumeryzmu czy konsumpcjonizmu. Wszystko w umiarze.
Szczególną jednak uwagę zwrócił rozdział “Wiara”. Jak to Grzegorz powiedział, raczej w żadnym amerykańskim poradniku tego typu, autor nie rozpisałby się w tak ciekawy sposób o religi/wierze/chrześcijaństtwie. To było naprawdę interesujące.
Krytyka: w wielu zdaniach brakuje przecinków. Ja rozumiem, że pani autorka mogła je przegapić, bo przecież nie każdy musi być odpowiednio gramatycznie, stylistycznie, ortograficznie, czy interpunkcyjnie przygotowany, ale gdzie są do cholery edytorzy?! Mnie polonistka uczyła, żeby każde wtrącenie w zdaniu odzielać przecinkami.

Ja mam jakieś ogromne wymaganie jeśli chodzi o książki. Oczekuję, żeby literatura, nawet ta najłatwiejsza, kobieca, czy bylejaka, była jednak dobrze, prawidłowo napisana. Na blogach i portalach społecznościowych nie wymagam wysokiego poziomu tekstu i totalnego braku błedów, ale jeśli już chodzi o coś co zowie się książką, coś co ma okładki, spis treści, wydawcę i edytora czy redaktora ma być absolutnie pozbawione błędów!!! Zwłaszcza gdy za to płacę i ciągnę ze sobą za ocean na moją emigrację.

Kotek Portek i Królik Marchewka

Przyjechali z nami z Monachium. Najpierw nabyliśmy Pana Królika Marchewkę w drodze do Neapolu, a gdy przesiadaliśmy się w drodze powrotnej do SF na tym samym monachijskim lotnisku dokupiliśmy jeszcze Pana Kota Portka.

Całym sercem polecam produkty sigikid, a w szególności te wszystkie wspaniałe NOT MADE IN CHINA zabawki:
https://www.sigikid-shop.de/fashion/en/shop/?shop_category=search&input_search=cuddly%20friends

Gdybym była mamą to za nic nie chiałabym, żeby moje dzieci bawiły się chińszczyzną, a że mamą nie jestem stawiam sobie za honor by nie obdarowywać innych dzieci (i dorosłych też) gównianymi prezentami produkcji PRC (People Republic of China). Wolę zapłacić troszkę więcej i nabyć coś co charakteryzuje wyrób lokalny i częstokroć wyższa jakość.

Królik Marchewka – bo taki pomarańczowy jak marchewaka.
Kotek Portek – bo ma śliczne spodenki-portki.

U weterynarza

Nasze koty odbyły coroczną wizytę u swojego doktora.
Pni doktor jest wspaniałą kobietą, która właśnie przeniosła swoją praktykę weterynaryjną do nowego budynku, po którym nas dokładnie oprowadziła. Pani na recepcji nie omieszkała nas poinformować, że nie każdy ma okazję zwiedzać klinikę w towarzystwie samej pani doktor. Poczuliśmy się zaszczyceni.

PJ & Pimienta posrod innych pacjentow w piatek:

The Goldbergs

Fantastyczny serial!!!
Mój ulubiony obecnie i nie ma lepszego. Na każdym odcinku śmieje się i jednocześnie wzruszam się do łez. Ranyjulek, ile ja bym dała za taką rodzinę! Niby bajka, ale jednak przecież nie, bo reżyser opowiada w każdym odcinku historię swojego dzieciństwa.
Jeśli macie możliwość oglądać, gorąco polecam ten serial. Wspaniałe wspomnienia, oczywiście w stylu amerykańskim, ale i my, dorastający w komunistycznej Polsce dzielimy niektóre badziej uniwersalne historie. Choćby absolutnie najlepszą muzykę lat 80tych.