Druga strona medalu

Mam taki czas w zyciu, ze na wszystko staram sie patrzec z dwoch stron, albo z wielu jesli sie da.
Kazda opinie, kazda wiadomosc, kazde wierzenie mozna podwazyc. Nie trzeba, ale mozna.
Dla samych wprawdek, tak by nie ulegac tylko jednej wersji do pewnych tematow podchodze bardzo sceptycznie.

Zatem jesli chodzi o reklame Allegro i filmik English for Beginners, zgadzam sie z komentarzem Agnieszki.
To prawda, ze rodzice na emigracji (z roznych) powodow nie ucza dzieci jezyka ojczystego. To fakt, ktory mozna oceniac negatywnie. To fakt ktory moze bardzo bolec, zwlaszcza starsze pokolenie, rodziny, ktore nie tylko rozlaczyla emigracja, ale i barjera jezyka.
Sama doswiadczam tego w naszej rodzinie.
Smutek, zal, a czasami i troche zlosci – no czemu ten ktos nie wlozyl wysilku w nauke jezyka? Czemu ja nie moge dogadac sie z synowa czy wnuczkiem?

Niestety, tak jak moge pisac bez konca o tym jakim okropnym bledem jest nieuczenie jezyka rodzicow swych pociech urodzonych poza granicami ojczyzny, tak samo bez konca moge tych rodzicow usprawiedliwac. Kazdy przypadek jest inny. Kazdy ma swoja historie i zwiazane z nia usprawiedliwienia.

Mnie historia przedstawiona na reklamie poruszyla.
Dlaczego?
Bo nauka sama w sobie jest wielka.
Jest wazna.
Jest potrzebna.
Nasze typowe polskie “na co ci to?”, “ale w tym wieku?”, “zwariowales, nie masz co robic, teskno ci za mlodosca?” powoduje, ze ludzie starsi, zamiast cwiczyc swoje mozgi roluja sie i albo szybko z tego swiata odchodza, albo ich mozgi pozera demencja…
Tony badan poswiecono ludziom w starszym wieku i zaletom uczeszczania na uniwersytety trzeciego wieku (older adult education).
Statystyki przedstawiaja, ze ludzie aktywni zawodowo po okresie emerytalnym, zyja dluzej i zdrowiej. Oczywiscie wiele zalezy od wykonywanego zawodu.

Mam nadzieje, ze nikt tego starszego pana z reklamy nie zmusil do nauki, on sam chcial i sie mu udalo. Wbrew polskim: “na co Ci ten angielski?, a to wnuczek sie nie moze nauczyc polskiego?” I przeciez to nie tylko o komunikacje z wnuczkiem chodzilo, a podroz, ta swoboda w komunikowaniu sie na trasie Polska – Argentyna, ta pewnosc, ze jesli cos, to potrafi sie poprosic o pomoc… Ile to ludzi w zyciu nie bylo za granica tylko dlatego, ze “tam nie mowia po naszemu”. A starszy pan sie odwazyl.

Dziekuje Agnieszko za komentarz, zmotywowal mnie do napisania tej notki, do dyskusji samej ze soba:-)

Tutaj inna wielka historia.
Ogladalam z ogromnym podziwem, szacunkiem i zazdroscia.
Sama chcialabym miec taka super babcie!

To jej niezwykle podejscie do przerywania schematow, do lamania stereotypow, do robienia czegos co sie lubi, chocby wbrew “woli” innych.
Super przyklad jak w zdrowy sposob miec w dupie “co inni powiedza”, “a bo tak moze nie wypada”, “a bo przeciez jestem juz w takim czy siakim wieku”.

O ironio!

Z moim czytaniem ksiazek to jest tak:
Zaczynam kazda ksiazke od wstepu, przedslowia, noty od autora czy edytora itp, czyli od poczatku.
Moj maz natomiast zawsze te wszystkie bla bla omija.
Ja sie martwie, ze cos przegapie, ze omine jakis istotny tekst, jakis wazny paragraf, ze sie nie odnajde w rozdziale pierwszym, drugim czy kazdym nastepnym.

I oto co sie dzieje:
Greg za wyjatkiem tych pierwszych stronic czyta wszystko do konca, szybko i z zainteresowaniem, ja natomiast wykladam sie na wiekszosci wstepow, bo niestety sa strasznie nudne. On mowi, ze nie trzeba czytac rozdzialu, ktory opowiada o czym jest ksiazka, lepiej przeczytac ksiazke. Mnie jednak cos nie pasuje w pomijaniu tego wszystkiego co na poczatku. Przeciez w koncu ktos cos tu napisal, przeciez za ten tekst tez zaplacilam kupujac ksiazke:-)

A wynik jaki? Czasem uda mi sie przebrnac przez nudny wstep i tylko tyle. Czasem polegne nawet wczesniej.

Pomyslalam sobie, ze sprobuje metode Grega, nie bedzie to latwe, ale owocny wynik w calosci przeczytanej lektury jest bardzo motywujacy.

Czytacie wstepy?

Za malo

Za malo czytam i za malo pisze.
Dziwnie skonstruowany jest moj mozg, do obu czynnosci, potrzebuje kompletnej ciszy.
Nie potrafie czytac w kawiarni pelnej gadajacych ludzi.
Nie potrafie pisac przy wlaczonym telewizorku, nawet ulubiona muzyka bardziej mnie rozprasza niz nastraja do pisania.
Nasze zycie w skali 1-10 (gdzie 1 to cicho a 10 to super glosno) ocenilabym gdzies na 3. Zyjemy spokojnie, powoli, cicho. Od czasu do czasu jakis koncercik (tak dlugo wyczekiwany dzisiaj – Pink Martini w swoim swiatecznym programie) jakas impreza, jakis film z dodatkowymi glosnikami, zeby podkreslic efekty dzwiekowe. Ale tak poza tym to nie doswiadczam wiele halasu. No chyba, za sama krzykne ze zlosci.
Do kina, ktore odwiedzam zaledwie raz na rok przychodze z zatyczkami w uszach bo dla mnie to zdecydowanie za glosno.

A jednak, mimo, ze sporo ciszy w moim zyciu, to i tak za glosno na czytanie i pisanie.
Zebym czytala wiecej, chocby tyle ile Bill Gates (jedna ksiazka na tydzien https://www.linkedin.com/pulse/my-favorite-books-2016-bill-gates?trk=hp-feed-article-title) potrzebuje ciszy wrecz absolutnej. Zebym pisala wiecej potrzebuje ciszy takiej samej jak do czytania.

Zatem zamiast przesuwac palcem wskazujacym ekran ajpada gapiac sie na pintrestowe foty o tematyce malo waznej dla mego osobistego rozwoju, powinnam caly ten ogrom zmarnowanego czasu przeznaczyc na pisanie i czytanie. Tylko, ze do pintrestu i innych podobnych portali, nie potrzebuje ciszy takiej jak do mojego blogowania i do czytania.

No nic musze sie wybrac po rozum do glowy, musze sobie zorganizowac czas tak, by znalezc chociaz na pol godziny dziennie to ciche miejsce gdzie moj mozg otworzy sie na teks czytany i na moje pisanie.

Urodziny

Jedna z najwierniejszych czytelniczek tego bloga (na ktorym ostatnio niewiele sie dzieje) ma dzisiaj urodziny.

Zatem,

WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO AGNIESZKO!!!

I znowu lubie Ameryke:-)

I juz po wszystkim, juz sie skonczylo. 

Na pamiateke tych wyborow wklejam kawalek skryptu z serialu Back-ish. Bardzo sie usmialismy, bardzo!

– So, I just have to answer a few questions?
– Yep. Then the app will tell you which candidate you line up with.
– Oh, sweetie, I know which candidate I line up with. Whoever’s Democrat.
– What is your ideal candidate’s stance on global warming?
– Global warming doesn’t exist. Next.
– How do you feel about building a wall on our border with Mexico?
– You mean there’s not a wall between us and Mexico? No wonder they keep coming over here, taking our jobs.
– Hm.
– Should local police increase surveillance and patrol of Muslim neighborhoods?
– Only if we don’t want the terrorists to win.
– It’s just yes or no.
– Put yes. But say it’s because we want to make America great again.
– Okay.
– Great again! That’s a crybaby argument.
– And finally, the death penalty should be?
– Celebrated with a parade.
– Well, okay.
– Mm-hmm.
– Well, let’s see.
– This says your perfect candidate is Trump.
– No, baby, I’m a Democrat.
– Not according to this test. It thinks you might actually be Trump.

I z innej sceny: 

(…) there are thousands of children out there who have never had a white president.

 

Wybory

Zaglosowalam w ubieglym tygodniu, listonosz zabral koperty. Co ma byc to bedzie. A jak bedzie to zobaczymy jutro…

NIe lubie tego czasu wyborow. Nie lubie gdy media klamia, a klamia i manipuluja przeciez zawsze. Biedna Polska zna tylko jedna strone medalu, bo przeciez nikt o drugiej zlego slowa nie powie. 

20161030_205322

500 Writing Prompts

What one rule from your childhood do you not agree with now that you’re an adult?

Pierwsza mysl po przeczytaniu tego zdania: jedzenie do konca wszystkiego.
Potem kolejna: a wcale, ze nie, bo to przeciez dobre wychowanie zjadac wszystko ladnie do konca, zostawiac czysty talerz.
Nastepna: ale dlaczego zmuszac dziecko do tego by zjadlo wszystko do konca, zwlaszcza, gdy porcja wielka, taka jak dla doroslego?
I tak dalej: wkurza mnie gdy inni zostawiaja jedzenie, sami sobie nakladaja a potem i tak tyle resztek na talerzu!
Ja nie moglam nic zostawic.
Musialam zjesc do konca.
Nawet jak juz wszyscy skonczyli i odeszli od stolu.
Nawet jak cos mi nie smakowalo.
Nawet jak bylo zimne.
Nawet jak napchalam do buzi ale nie moglam przelknac i wszystko mi sie cofalo.

Pasek na stole byl jednym z wielu okrutnych motywatorow.

Cos kiedys we mnie peklo i przestalam byc niejadkiem, wrecz przeciwnie, notorycznie bylam glodna, jadlam wszystko co tylko mozna i ile tylko mozna. Juz nigdy wiecej nic mi sie nie cofalo, wszystko nagle mi smakowalo. W szkole bylam znana z “zebrania” kanapek/drugich sniadan. Zawsze wiedzialam komu mama robi najlepsze kanapki, ktore ja pochlanialam jak odkurzacz.

Nadal jest mi bardzo ciezko nie zjesc wszystkiego do konca.
Lapie sie na tym, ze w myslach krytykuje tych, ktorzy nie koncza swoich posilkow.

Takie oto spustoszenie w zyciu czlowieka moze zrobic jeden rodzic… Ciagnie sie to potem latami, a nawet pokoleniami. Terapia czasem pomaga przerwac ten dziwny ciag, dziwnych wymagan, oczekiwan, zachowan… W koncu wybacza sie rodzicom ich idiotyzmy, a potem nagle ten wewnetrzny rodzic umiera i czlowiek staje sie wolnym… akceptujacym podobne zachowania u innych…